Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 maja 2017

Michał Wawrzyniak "Nie interesuje mnie bycie zwykłym człowiekiem"

Tytuł: Nie interesuje mnie bycie zwykłym człowiekiem
Autor: Michał Wawrzyniak
Wydawnictwo: HELION 











Chciałbym być bogaty. Chciałbym mieć pracę, w której będę się realizował. Chciałbym mieć dom z basenem, willę z ogrodem, a nawet prywatną wyspę. Chciałbym mieć szerokie grono przyjaciół. Chciałbym, być niezwykłym człowiekiem. Zaraz, zaraz, czy na pewno chcesz nim być? Zastanów się, bowiem bycie niezwykłym człowiekiem, spełnianie swoich marzeń kosztuje i na pewno nie zapewni ci tego leżenie na kanapie i narzekanie. Będziesz musiał wykazać się sporą dozą autorefleksji, skończyć z marnowaniem czasu i użalaniem się nad sobą, a w zamian za to … działać! Tylko działanie, właściwie ukierunkowane na dodatek, jest w stanie przybliżyć cię do realizacji celów, tylko ono jest drogą do życia, jakie naprawdę chcesz prowadzić. Oznacza to jednak konieczność opuszczenia swojej strefy komfortu, a także konieczność podejmowania niepopularnych niekiedy decyzji, rezygnacji z szybkich przyjemności czy niektórych znajomości. Jesteś na to gotowy?

wtorek, 23 lutego 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Barbara Sielańczyk

Dziś moim gościem jest Barbara Sielańczyk, fotograf, specjalizująca się w fotografii ślubnej i rodzinnej. 


Barbara Sielańczyk o sobie ..
W centrum mej uwagi znajduje się człowiek i jego życiowe historie, które staram się opowiedzieć tak jak czuję i widzę. Właśnie dlatego uwielbiam towarzyszyć ludziom na przykład podczas dnia ślubu, gdy mogę podpatrywać, obserwować, rejestrować wszystko to co dzieje się wkoło i opowiadać piękne historie poprzez obraz.






J.G.: Zajmujesz się profesjonalnie fotografią. Jakie dokładnie usługi oferujesz i – jak myślisz – co Cię wyróżnia na rynku?

B.S.: Przede wszystkim fotografuję ludzi. Dotychczas w swoich usługach oferowałam reportaż ślubny, sesje zdjęciowe różnego rodzaju począwszy od zdjęć ciążowych, przez sesje narzeczeńskie, portretowe, po rodzinne i dziecięce. W najbliższym czasie ma się to nieco zmienić.

J.G.: Jakie były początki Twojej działalności?

B.S.: Pamiętam tamten okres do dziś. Ukończyłam kolejne studia i borykałam się z problemem znalezienia porządnej pracy, najlepiej związanej z kierunkiem ukończonych studiów. A że kierunek Doradztwo Zawodowe był wówczas zupełnie świeży i niepopularny na rynku pracy, nie było łatwo. Wtedy w wolnych chwilach fotografowałam dla zabicia czasu, przyrodę głównie. Osoba z mojego najbliższego otoczenia prowadziła wówczas działalność gospodarczą i dodatkowo zajmowała się fotografowaniem. Były to głównie sesje studyjne, zdjęcia reportażowe z różnych imprez. Jeździliśmy razem na różne imprezy, patrzyłam jak taka praca wygląda. Spodobało mi się. Pożyczyłam wtedy aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Następnym krokiem było założenie działalności gospodarczej i kameralnego studia fotograficznego, które na przestrzeni lat zmieniało swoje położenie. Zaczęłam od współpracy z agencjami modelek i od prywatnych sesji w studio. Miałam też sporo zleceń na zdjęcia ślubne. Miałam w sobie odkąd pamiętam ogromną chęć by założyć swój biznes i nie pracować na etacie dla kogokolwiek. Pracy związanej z profilem moich studiów nie znalazłam, więc tym łatwiej było mi podjąć decyzję.

fot. Barbara Sielańczyk
J.G.: Co było wówczas dla Ciebie największym wyzwaniem?

B.S.: Samo założenie działalności od strony technicznej. Ta cała biurokracja, załatwianie, podpisywanie, stanie w kolejkach w urzędach. Zupełnie niepotrzebnie się człowiek tego obawia. Oraz próby zaistnienia na rynku fotograficznym. Byłam zupełnym amatorem. Zaczęłam zarabiać na fotografowaniu, zdobywając jednocześnie pierwsze doświadczenie. Nigdy nie zapomnę ile w tym czasie było we mnie i wątpliwości a zarazem pozytywnego nastawienia i wręcz dziecięcej energii do działania.

J.G.: Na jakie trudności związane z prowadzeniem działalności napotkałaś?

B.S.: Sezonowość i co się z tym wiąże brak płynności finansowej. Dla prowadzącego firmę, dobrze żeby to czym się zajmuje, mogło być źródłem utrzymania. Podejmowałam zlecenia które niekoniecznie były moim celem ale przynosiły jakiś dochód. Dla jednego fotografa to normalne, dla drugiego jest to walka ze sobą.
I to co strasznie irytuje do dziś, to ludzie którym wydaje się że możesz robić coś za darmo cały czas, bo przecież oni myślą że nie płacisz składek, sprzęt jest za grosze, a ty nie potrzebujesz lepszego sprzętu by się rozwijać.
Przede wszystkim uciekałam od pracy na etacie jak tylko mogłam, bo spodobała mi się taka forma niezależności. To było ważniejsze od wszelkich trudności. Trzeba mieć w sobie dużo determinacji by iść do przodu, przebić się przez gąszcz innych ofert i robić swoje. Czasami też potrzebna jest przerwa i czas na refleksje.

J.G.: Jak na informację o chęci stworzenia czegoś własnego zareagowały osoby z Twojego otoczenia? Czy miałaś ich wsparcie? A może odradzali własny biznes?

B.S.: Wsparcie otoczenia, najbliższych jest bardzo, bardzo ważne. Ale najważniejsze jest nasze samozaparcie, nawet jeśli napotkamy na różne przeszkody. Akurat miałam wówczas i mam nadal wokół siebie kilka osób które mi kibicowały i wspierały, dodawały otuchy kiedy brakowało mi pomysłów oraz wiary. Jeśli masz wokół siebie ludzi życzliwych, albo ludzi o podobnych marzeniach i zainteresowaniach, wówczas łatwiej jest Ci się podnieść nawet gdy upadek wydaje Ci się być kresem na obecnej drodze zmagań.

fot. Barbara Sielańczyk
J.G.: Skąd pomysł, by zająć się fotografią?

B.S.: Sama nie wiem :) Zawsze wiele rzeczy mnie interesowało, czasem był to po prostu słomiany zapał. Z fotografią było inaczej. Pasja przetrwała. Patrząc na swoje fotografie, patrzę na zmiany w sobie. Fotografowanie nie pozwala mi się nudzić.

J.G.: Co Cię motywuje do działania?

B.S.: Niechęć do prozy życia. I takie słowo jak wolność. Chęć podzielenia się swoją wrażliwością dzięki fotografowaniu. Podróże i chęć poznawania ciekawych miejsc. A także zadowolenie moich dotychczasowych klientów, to też mnie motywuje.

J.G.: Jako osoba prowadząca firmę co byś doradziła kobietom, które dopiero myślą o założeniu własnej działalności?

B.S.: Niech nie myślą za dużo. Niech robią to co lubią i co sprawia że rosną im skrzydła. Niech nie czekają aż spełnią się w rodzinie i dopiero zakładają biznes. Czasem brak spełnienia w życiu osobistym może podciąć im skrzydła i sprawić że nigdy nie spełnią marzeń. I niech nie przeraża ich wszystko to, co wiąże się załatwianiem spraw urzędowych. A najlepiej to niech nie zakładają firmy tylko działają jako wolny strzelec. Nie zawsze zakładanie działalności jest niezbędne by się rozwinąć.

fot.Barbara Sielańczyk
J.G.: Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować?

B.S.: Jeśli mają słomiany zapał to niech sobie odpuszczą. Najlepiej zadać sobie pytanie „Po co chcę to zrobić”. Bo może to chwilowy kaprys. Pod uwagę proszę wziąć swoje nastawienie. Dobrze byłoby przemyśleć strategię działania, a nie bujać w obłokach i iść ślepo przed siebie. Etapem przygotowującym niech będzie świadomość swoich działań. Trzeba wierzyć w siebie, ale nie popaść w megalomanię. Dobrze jest być skromnym i pokornym, ale nie dać sobie wejść na głowę. Trzeba znaleźć swój złoty środek. I działać. Ja pisałam długi biznesplan, badałam rynek, rozmawiałam z potencjalnymi przyszłymi klientami. To było 10 lat temu i mogę powiedzieć że takie przygotowanie jest bardzo ważne jeśli chce się zarabiać na swym biznesie. Ale jeśli chcesz robić to co kochasz i się rozwijać, a niekoniecznie na początek zarabiać, to rób to metodą prób i błędów. Niech Cię to cieszy. Może to będzie pierwszy krok do wielkiego biznesu. Dróg jest wiele. Spełniaj się i miej do tego serce.

J.G.: Czy, mając na uwadze swoje obecne doświadczenie, ponownie podjęłabyś decyzję o prowadzeniu swojej firmy?

B.S.: W tamtym czasie? Pewnie tak. Byłabym bardziej dojrzała emocjonalnie. Nie trwoniłabym energii na robienie wielu rzeczy naraz. Mniej bujałabym w obłokach, więcej bym planowała. Skupiłabym się na tym co lubię, a nie na tym czego nie lubię, a przynosi mi jakieś pieniądze. Takie podejście często gubi. Fotograf nie ma w danym okresie zleceń i podejmuje zlecenia których tak naprawdę nie chce, a tylko dla kasy. Ja już po raz kolejny bym tego nie chciała. To taka walka ze sobą na poziomie mentalnym.

J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności?

B.S.: Wytrwałość. Pozytywne podejście do życia. Umiejętność rozmowy z ludźmi. Wiara. Umiejętność planowania i przewidywania także. Wyznaczanie sobie celów. Umiejętność dostrzegania lekcji którą niosą nam porażki. I nie przejmowanie się ludźmi, którzy chcą, byś zajęła się czymś zupełnie innym.
fot.Barbara Sielańczyk
J.G.: Jaki aspekt prowadzenia działalności przynosi ci najwięcej satysfakcji?

B.S.: To poczucie niezależności i wolności, jakiego nie znalazłam nigdy pracując u kogoś i na etacie. Nawet, jeśli praca dawała mi jakąś satysfakcję. Poza tym możliwość poznawania ciekawych ludzi. To jest to, co dało mi najwięcej radości. Nie lubię rutyny i prozy życia. Mam w sobie ducha przygody, więc dalej zamierzam fotografować. I właściwie nie jest do tego potrzebne zakładanie firmy.

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

B.S.: Przede wszystkim robić to co chcę i lubię. Zajmować się tym co sprawia że chce mi się rano wstać z łóżka. Zakładamy właśnie z przyjaciółmi grupę fotograficzną o nazwie Grupa Fotograficzna Sosnowiec oraz blog poświęcony regionowi Zagłębia. W naszych głowach jest wiele ciekawych pomysłów i mamy ogromną nadzieję że to wszystko uda się zrealizować. Życzę wszystkim odnalezienia w sobie pasji przez duże P.


poniedziałek, 22 lutego 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Barbara Bocheńska

Dziś moim gościem jest Barbara Bocheńska, związana z Colway International.


Barbara Bocheńska o sobie … 
Jestem przede wszystkim kobietą, żoną i przyszywaną mamą :-) Moje życie tak się poukładało, że nie dane mi było zasmakować w macierzyństwie. Mój drugi mąż pojawił się „w pakiecie” z córką, widocznie taki był plan na moje życie :-)
Mam 40 lat, jestem mimo burz optymistką, nauczyłam się w życiu pokory i cierpliwości, z czego jestem bardzo dumna. Całe moje zawodowe życie związane było z handlem, ale tym tradycyjnym i na etacie, przez dwa lata prowadziłam swoją kwiaciarnie. Potem pojawił się marketing sieciowy/partnerski i tak już zostało.
Jestem wesołą osobą, lubię ludzi, kocham zwierzęta a szczególnie mojego psa pitbulla :-)
Staram się nie pamiętać o tym, co było złe, idę w przyszłość czasem śmiało, czasem w strachu. Najbardziej ze wszystkich rzeczy nie umiem pisać o sobie i siebie chwalić. 


J.G.: Jesteś związana z Colway International. Mogłabyś przybliżyć nam tę firmę i opowiedzieć, co wyróżnia oferowane przez nią kosmetyki na rynku?

B.B.: Colway International, „córka” Colway klasycznego, jest polską firmą z 12-letnim stażem, promującą Kolagen Naturalny - wynalazek polskich naukowców, chemików z Gdyni.
Ideą Colway International jest LOOK GOOD, FEEL GREAT. Zajmujemy się produkcją kosmetyków i suplementów naturalnych, których podstawowym składnikiem jest kolagen, a inne komponenty pozyskujemy na całym świecie, dbamy o najwyższą jakość produktów, ważne jest dla nas by klienci samoistnie czuli potrzebę sięgania po kolejne nasze produkty. Uważam, że wyróżnia nas właśnie fakt, że polska myśl technologiczna, polski wynalazek, który wyruszył już kilka lat temu w świat, teraz zdobywa nowe rynki. Narzędzia, jakie dostajemy, są na najwyższym poziomie, każdy z nas otrzymuje własny sklep internetowy, materiały marketingowe, szkolenia rozwoju osobistego i produktowe z najwyższej półki, szkolenia poprzez webinary.
Colway International to biznes z ludzką twarzą, człowiek jest tu najważniejszy! I klient i współpracownik.
Mnie osobiście urzekła w tej firmie jej szczerość, naturalność, tu czuję się bezpiecznie i czuję, że jestem ważna. Jesteśmy wyróżniani i doceniani.

J.G.: Co poradziłabyś kobietom, które chcą wyglądać zawsze świeżo i naturalnie? Czy masz jakieś „sekrety” pielęgnacji?

B.B.: Aby wyglądać dobrze, świeżo i naturalnie, kobieta musi od wczesnych lat o to zadbać. Mamy swoim córkom powinny od dziecka przekazywać, jak dbać o swoje ciało na zewnątrz i wewnątrz, bo kompleksowa pielęgnacja to podstawa. Ważne jest, by wybrać odpowiednie kosmetyki w odpowiednim momencie, a wówczas na długo możemy zatrzymać młodość, świeżość i zdrowie. Ważne jest również, jaki tryb życia i styl przyjmiemy – to wszystko ma znaczenie.
Obecnie obserwujemy duże zainteresowanie zdrowym stylem życia, ale jest też dużo młodych osób, które potrzebują edukacji w tym temacie. Nasze produkty możemy zastosować w każdym wieku, począwszy od żelu do kąpieli dla dzieci (od pierwszych dni życia) do doskonałych kosmetyków anty age. W marcu spodziewamy się nowej linii dla mężczyzn

J.G.: Jakie były Twoje początki w firmie? Co było wówczas dla Ciebie największym wyzwaniem?

B.B.: Ja zakochałam sie w tej firmie od pierwszego wejrzenia, wszystko mi sie podobało, przede wszystkim produkty, genialne, ponadczasowe, dalej ludzie i narzędzia.
Największym wyzwaniem było dla mnie przyswojenie sobie takiego ogromu wiedzy, bo to temat bardzo szeroki: chemia, biologia, kosmetologia, wszystko to ze sobą się komponuje. Przerażały mnie nazwy technologii lub składników :-) Dziś nadal się uczę, bo to ogromny obszar wiedzy, ale sprawia mi to ogromna przyjemność :-)

J.G.: Na jakie trudności związane z prowadzeniem tego rodzaju działalności napotkałaś?

B.B.: Chyba nie było jakichś większych trudności. Promowanie produktów, których sama używam i uwielbiam sprawia mi przyjemność, więc nie jest to trudne. Sprzedajemy naszymi emocjami, zarażamy pozytywną energią nie tylko naszych klientów, ale też siebie nawzajem.

J.G.: Jak na informację o chęci stworzenia czegoś własnego zareagowały osoby z Twojego otoczenia? Czy miałaś ich wsparcie? A może odradzali własny biznes?

B.B.: Nie miałam takich doświadczeń, moje otoczenie naturalnie przyjęło taki pomysł, mąż nawet stwierdził, że się zmieniłam, że stałam się pełna wigoru, widzi, że ta praca sprawia mi ogromną satysfakcję, zatem daje mi wsparcie. A ja mogę tak układać swój czas pracy, że rodzina na tym nie traci.

J.G.: Skąd pomysł, by zająć się dystrybucją kosmetyków?

B.B.: W zasadzie było to poszukiwanie innego zajęcia, wcześniej też działałam w sprzedaży, ale nie do końca się tam odnalazłam. Kosmetyki to cos co każdej z nas jest bliskie. Myślę, że to też daje nam większą swobodę, czujemy się pewniej w czymś co jest znane.

J.G.: Co Cię motywuje do działania?

B;B: Fantastycznie jest obserwować zadowolone kobiety, które dzięki naszym kosmetykom pozbywają sie jakichś problemów z którymi się borykały, zadowolenie klientek z jakości produktów, i tak naprawdę one same potem polecają produkty swoim koleżankom czy rodzinie. To daje motywację i siłę do działania. Ta praca daje radość, satysfakcję, czasem nawet wzruszenia.

J.G.: Jako osoba przedsiębiorcza, co byś doradziła kobietom, które dopiero myślą o założeniu własnej działalności lub o karierze zawodowej? Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować?

B.B.: Moja branża jest specyficzna, bo jest to marketing partnerski. Niestety nie jest pozytywnie przez ogół społeczeństwa postrzegany, był czas intensywnego powstawania takich biznesów i ludzie się boją. Są na przykład takie osoby, które się zraziły, bo już z czymś podobnym mieli do czynienia, inni nie byli do końca zadowoleni z różnych produktów lub osób które do nich przyszły. Ja uważam, że nie ma się czego bać; sama szukałam różnych rozwiązań i wiem już dziś, że w tych firmach można pracować z pasją zarabiać i spełniać swoje marzenia.
Należy zaufać swojej intuicji, ona zawsze wie najlepiej. Nie należy ulegać opiniom innych, zwłaszcza tych, którzy o temacie nie mają pojęcia a wiedzą najlepiej. Ten rodzaj pracy daje dużą swobodę działania, zwłaszcza nam kobietom, bo wiadomo, że oprócz życia zawodowego mamy rodziny i to większa część jednak obowiązków spada na nas.
Sama jestem sobie szefem, to ja decyduje jak mocno mogę się zaangażować, nikt nie wyciąga konsekwencji, jeśli mam chore dziecko i nie idę do pracy, wtedy mogę wszystko zrobić z domu, przy pomocy telefonu i komputera. Taka swoboda daje spokój wewnętrzny. Jedyne czego potrzebujemy w takiej działalności to nasze zaangażowanie, samodyscyplina, no i wybór takiej dziedziny, która nam sprawi przyjemność :-)
W naszej firmie nie musimy od początku zakładać działalności gospodarczej, żeby móc otrzymywać prowizje. Funkcjonuje system karty płatniczej, opodatkowany, to duże ułatwienie na początku drogi własnej działalności, nie potrzebujemy wkładu finansowego, a dochód otrzymujemy z dwóch źródeł: prowizje ze sprzedaży kosmetyków oraz z budowania swoich zespołów sprzedażowych. Rozliczenia są tygodniowe. Uważam, że takie warunki są idealne dla początkujących.

J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności?

B.B.: Na pewno samodyscyplina i zaangażowanie, bo tu nikt nie narzuca co mam robić. Umiejętność organizowania czasu pracy. Otwartość na innego człowieka i dobra komunikacja.

J.G.: Jaki aspekt obecnej działalności przynosi ci najwięcej satysfakcji?

B.B.: Tu się trochę łączą różne sfery, bo satysfakcją jest dla mnie praca z klientem, kontakt z nim i pomoc w rozwiązywaniu problemów ale też daję im możliwość poznania fantastycznej firmy i możliwość zarabiania pieniędzy. Jeżeli to wszystko razem zadziała to jest to największa radość. Bardzo wierzę w to, że to co ja daję – wraca. I ta wiara mnie napędza :-)

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

B.B.: Najbliższa przyszłość związana jest oczywiście z powiększaniem swojego zespołu, chciałabym, żeby codziennie choć jedna osoba dowiedziała się o naszych ponadczasowych kosmetykach. Marzę o tym by w okresie najbliższych kilku lat zamienić swoje mieszkanie w bloku na niewielki domek, wierzę, że to się uda zrealizować :-) Z Colway International wszystko jest możliwe, bo oprócz pracy my się też dobrze bawimy, tworzymy wielkie rodziny, łączymy pokolenia, praca sprawiająca satysfakcję to najlepsze co może nas spotkać

J.G. Zatem tego rozwoju oraz spełnienia wszystkich marzeń życzę i dziękuję za rozmowę.


poniedziałek, 21 grudnia 2015

Greg McKeown "Esencjalista"

Tytuł: Esencjalista
Autor: Greg McKeown
Wydawnictwo: MT Biznes










Co odróżnia osobę nieustannie zajętą od osoby, która pracuje znacznie mniej, ale osiągane przez nią efekty, są lepiej postrzegane? Dlaczego jedni, mimo iż pracują ciężko, wcale nie przybliżają się do realizacji celów, zaś inni, starannie wybierając działania i wcale się nie przemęczając, szybko osiągają pożądane rezultaty? Dlaczego jedni szybko wypalają się w swojej pracy, zaś inni mogą długie lata wykonywać określone czynności i nie odbija się to negatywnie na ich zdrowiu? Kluczem do udzielenia właściwej odpowiedzi, jest tu pojęcie esencjalizmu, czyli strategii „mniej, ale więcej”.

O tym, jak zostać esencjalistą, jak osiągać wyznaczone cele, jak pracować, by się nie przepracować, a także jak – dzięki porządkom w myślach, otoczeniu oraz zadaniach do wykonania – osiągnąć spektakularnie rezultaty, traktuje książka Grega McKeowna, doradcy takich firm, jak Apple, Google, Facebook czy Linkedln. Jest uważany za jednego z najbardziej wpływowych ludzi, a lektura książki „Esencjalista. Mniej, ale lepiej” pozwala nam uświadomić sobie, w jaki sposób tę pozycję osiągnął. Opublikowany nakładem Wydawnictwa MT Biznes poradnik nie jest przeznaczony wyłącznie dla ludzi biznesu bądź też tych, którzy mają aspiracje prowadzić własną firmę. Książka ta winna być lekturą obowiązkową na każdym kierunku studiów, pokazuje bowiem, w jaki sposób wybierać właściwe cele, co daje asertywność, pozwala także kreować właściwe postawy, a także zachęca do … odnalezienia w sobie dziecięcej radości i chęci do zabawy, która jest motorem kreatywności. 

„Droga esencjalizmu nie polega na powzięciu postanowienia noworocznego, by częściej mówić „nie”, zmniejszyć ilość napływającej korespondencji albo opanować nową strategię zarządzania czasem. Chodzi w niej o to, żeby jak najczęściej zatrzymywać się i odpowiadać sobie na pytanie, czy inwestujemy swoje siły i zasoby w odpowiednie przedsięwzięcia” – pisze McKeown wyjaśniając, że tytułowy esencjalizm to tak naprawdę sztuka dokonywania właściwych wyborów. Wymaga to on nas dyscypliny, żelaznej konsekwencji, niekiedy narażania się na niechęć innych, ale ostatecznie postawa taka pozwala skupić się na tym, co jest najważniejsze, a my zyskujemy nie tylko czas, by odpocząć czy realizować swoje pasje, ale też pracujemy na szacunek innych.

Autor zwraca uwagę na przyczyny naszej wielozadaniowości, tak modnej jeszcze kilkanaście lat temu, choć w obecnej rzeczywistości gospodarczej nie przynoszącej już spodziewanych efektów. Mowa tu o „paradoksie sukcesu” czyli przymusie osiągania sukcesów w wielu dziedzinach, zajmowania się wieloma rzeczami, korzystania z każdej pojawiającej się okazji. McKeown dowodzi, że strategia taka jest może skuteczna, ale wyłącznie w krótkich odcinkach czasu, bowiem w perspektywie długookresowej skutkuje brakiem czasu na realizacje zadań naprawdę ważnych i obniżaniem jakości wykonywanej pracy.

Poradnik złożony jest z czterech części, a każda z nich przybliża nam ideę esencjalizmu, a także pomaga nam lepiej dokonywać wyborów, zastanowić się, co naprawdę jest ważne, pozbyć się niechcianych rzeczy z nasze szafy (także tej mentalnej) oraz przyzwyczaić się do selekcji bodźców i możliwości oraz do systematycznej eliminacji przeszkód i dbania o to, by każde działanie wymagało on nas jak najmniej wysiłku. Dzięki licznym przykładom oraz prostemu przekazowi nawet nie zauważamy, jak zaczynamy otwierać się na nowe idee, widzimy logikę omawianych kwestii, zaczynamy rozumieć pewne aspekty rzeczywistości, a także potrafimy wskazać to, co nas rozprasza, co przeszkadza w naszym życiu.

McKeown podkreśla, że droga do myślenia jak esencjalista to proces, dlatego też sama lektura książki niczego w naszym życiu trwale nie zmieni. Autor jednak daje nam do dyspozycji pewną filozofię życia oraz zestaw narzędzi, byśmy mogli sami wprowadzić istotne zmiany, byśmy krok po kroku przybliżali się do realizacji naszych pragnień, do poprawy jakości życia, do tego, by mieć mniej, ale by wszystko było najlepszej jakości. Jestem przekonana, że to jedna z tych książek, które potrafią znacząco odmienić naszą rzeczywistość, odmienić nas samych – jeśli oczywiście na to pozwolimy i podejmiemy wyzwanie. W końcu nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, ale spodziewane rezultaty są tego warte. Zatem – weniger aber besser, czyli … mniej, ale lepiej niech stanie się od dziś twoim mottem!

czwartek, 9 stycznia 2014

Beata Pawlikowska „W dżungli życia. Wydanie III, napisane na nowo”

Tytuł: W dżungli życia. Wydanie III, napisane na nowo 
Autor: Beata Pawlikowska
Wydawnictwo: G+J








„Szukałam w życiu szczęścia. Wyruszałam w podróż po dobrze oznakowanych drogach. Myślałam, że prowadzą we właściwym kierunku. A potem nagle odkryłam, że te wydeptane trakty to bezduszne pustkowia, gdzie hula dziki wiatr” – tymi słowami Beata Pawlikowska wita czytelników, zabierając ich w podróż po krętych ścieżkach losu, a także po meandrach własnej duszy.
Znana pisarka i podróżniczka od wielu lat realizuje swoje pasje z którymi dzieli się na antenie radia, w licznych programach telewizyjnych, w felietonach i książkach. Literatura, podróże, muzyka i rysunek są obecne w jej życiu, przybliżając ją do szczęścia, wypełniając ją całą, inspirując, ale i przypominając, co jest w życiu ważne.
Nie zawsze tak było. Pawlikowska ma za sobą uzależnienie od alkoholu, epizod narkotykowy, anoreksję i bulimię, szkolne wagary, ciągłe upomnienia od ludzi, którzy za wszelką cenę pragnęli, by się wpasowała w schemat, system. Przez wiele lat jej duszę trawił smutek, serce wypełniała pustka, a omamiony tym co „wypada” i „powinno się” umysł, podpowiadał destrukcyjne sposoby na poprawienie sobie nastroju. Zagubiła się, pragnąc odnaleźć sens życia. Kolejne uzależnienia stanowiły próbę rekompensowania sobie deficytów, które tak naprawdę brały się z chęci, nawet podświadomej, spełnienia oczekiwań otoczenia. Wokół Pawlikowskiej, jak wokół nas wszystkich, byli ludzie nieustannie podający jej właściwy przepis na życie, służący dobrymi radami, nakazujący i zakazujący. Ona się jednak nie dała. Stanowczo protestowała przeciwko bylejakości, unifikacji, naśladowaniu większości populacji. Czuła, że jej przeznaczenie jest gdzie indziej, a co więcej – sama to przeznaczenie kreowała.
Do życia według własnych reguł, do poszukiwania szczęścia nie w innych, a w sobie, do spełniania marzeń i zdrowego egoizmu, Pawlikowska namawia wszystkich w książce „W dżungli życia”. Opublikowany nakładem wydawnictwa G+J poradnik, doczekał się już trzeciego wydania napisanego „na nowo”, jak deklaruje autorka. „Ta książka opowiada o tym, jak szukałam właściwej drogi i jak ją odnalazłam” -  pisze, my zaś możemy tylko podążyć tą drogą, obserwując i ucząc się, często na błędach Pawlikowskiej.
Sięgamy do przeszłości, poznając koleje losu życia Pawlikowskiej, jesteśmy świadkami chwil jej wzlotów, a także spektakularnych upadków. Nie był rozumiana już jako wrażliwa nastolatka, a w miarę upływu czasu otoczenie również nie potrafiło zaakceptować jej takiej, jaka jest. Jej bunt objawiał się na różne sposoby, jednak w żaden sposób nie potrafiła zmienić tego stanu. Może dlatego, że tak naprawdę nigdy nie lubiła siebie, zaś wszystkie jej wysiłki zmierzały do udowodnienia czegoś … komuś…
Pewnego dnia przestała płakać, przestała użalać się nad sobą. Wzięła sprawy w swoje ręce i do tego właśnie nakłania nas - do rozmowy z samym sobą o swoich marzeniach, pragnieniach, ale również rzeczach, które pragniemy w sobie zmienić. Radzi, by postawić na szczerość, by nie próbować oszukiwać samego siebie. To jedyna droga do rozwoju, a także do własnej duszy. Szczerość zaowocuje podjęciem działań, próbą eliminacji tego, co nam się w życiu nie podoba, a także zmianą. W tej drodze do szczęścia warto zająć się nie tylko rozwojem społecznym, zawodowym, ale również duchowym. W myśl holistycznego podejścia, musimy zadbać również o własne zdrowie, bowiem ono da nam siłę i energię do zmagania się z przeciwnościami losu i do kroczenia własną drogą.
„W dżungli życia. Wydanie III, napisane na nowo” zostało również wzbogacone o teksty autorki, które dotąd spoczywały w starej szafie, teraz zaś mogą cieszyć nasze dusze i skłaniać do zastanowienia. Beata Pawlikowska nie tworzy kolejnego poradnika, który czyta się szybko i równie szybko odstawia na półkę, gdzie pokrywa się kurzem. Zdradzając nam intymne niekiedy szczegóły ze swojego życia, swojej przeszłości, nakłania nas do zastanowienia się nad sobą, stosunkiem do samego siebie i do otoczenia. Teksty opatrzone są zabawnymi ilustracjami autorki, które nie tylko poprawiają humor, ale podkreślają wagę słów, zapadając głęboko w pamięć. Po lekturze książki nie pozostaje nam nic innego, jak tylko odważnie zmierzyć się ze swoimi ograniczeniami i, nie bacząc na sceptycyzm innych, zawalczyć o swoje szczęście, szukając go nie w innych, a w sobie…


Recenzja została umieszczona na stronach portalu Granice.pl