Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 maja 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Agnieszka Cyroń

Dziś moim gościem jest Agnieszka Cyroń, przedsiębiorcza kobieta, wspaniała mama, logopeda i właścicielka Sun & Fun Academy.

J.G.: Jesteś logopedą, zajmujesz się również organizowaniem zajęć dla dzieci. Skąd wziął się pomysł na taki rodzaj działalności? 

A.C.: Pomysł organizowania kreatywnych zajęć dla dzieci narodził się kiedy byłam w ciąży z moją pierwszą córką. Miałam wtedy czas na przemyślenia i realizację pierwszych kroków mojego biznesu. Nie chciałam też po kilku miesiącach rezygnować z tych pięknych chwil spędzonych z dzieckiem. Szukałam kompromisu pomiędzy byciem pełnoetatową mamą i kobietą, która chce wrócić do pracy i realizować marzenia. Zamysł pierwotny był taki, żeby warsztaty były EKO, czyli główny filar opierał się właśnie na ochronie środowiska, promocji zdrowia i zajęciach ruchowych. Szybko jednak do tego zestawu dołączyły zajęcia techniczne, chemiczne i artystyczne, a warsztaty najczęściej były realizowane w tym samym dniu, w kilku blokach. 
Jaki jest mój pomysł na biznes? Warsztaty powinny być bardzo ciekawe, bezpieczne dla dzieci, a także pozwalające rozwijać kreatywność i zainteresowania dziecka, a poza tym powinny uczyć. Finalnie, wraz z zespołem, stworzyliśmy dwadzieścia jeden pozycji warsztatów edukacyjnych dla dzieci. Każdy warsztat był inny. Fundacje, przedszkola, a nawet firmy zamawiały bloki warsztatowe składające się z kilku warsztatów naraz. Kadra składa się z psychologów, logopedów, pedagogów i pomocy artystycznych. I taki był mój początek działalności w 2011 r. - po prostu zauważyłam, jak mało jest na Śląsku miejsc, gdzie dziecko może kreatywnie spędzić swój czas. I tak powstało Sun & Fun Academy, czyli akademia kreatywności dla dzieci.
Aktualnie pracuję na stanowisku logopedy, trochę zmieniła się także struktura firmy, ale zamysł jest ciągle ten sam : budzimy kreatywność. Obecnie realizujemy najczęściej warsztaty: eko-edukacyjne i logopedyczne. Połączenie logopedii z ciekawymi warsztatami kreatywnymi daje bardzo dobre efekty. Ponieważ dzieci nie czują presji nauki, a wręcz odwrotnie - ich ciekawość rozwija chęć do działania. 

J.G.: Jak myślisz, co Cię wyróżnia na rynku?

A.C.: Kreatywność. Poza tym na zajęciach zawsze jest bardzo „domowo”, dużo śmiechu i sporo nowych działań. Nie stoimy w miejscu. Dzieci mają niewyobrażalny potencjał. Odkąd prowadzę Kreatywne Warsztaty poznałam wielu ludzi, nabyłam doświadczenie. Odkąd powstała moja działalności musiałam być : pracodawcą, pomysłodawcą warsztatów, organizatorem, przedstawicielem handlowym, opiniującym w zakresie zdrowia i bezpieczeństwa, asystentem logopedy i psychologa oraz czuwać nad całokształtem zleceń. Nowe obowiązki na początku bardzo mnie przytłoczyły, ale szybko nauczyłam się z nimi radzić. Mam internetowy kalendarz, który jest mi do pracy niezbędny. 

fot: A.Cyroń
J.G.: Pozostając w temacie logopedii – na co rodzice powinni zwrócić uwagę w kontekście mowy dziecka i kiedy warto udać się do logopedy?

A.C.: Niepokojącymi sygnałami jest: jąkanie, niepłynność mowy lub jej brak, a także opóźniona mowa w stosunku do rówieśników. Mowa dziecka powinna być zrozumiała i służyć jako środek komunikacji. Zawsze wtedy kiedy rodzic ma wątpliwości co do mowy dziecka warto to skonsultować, ponieważ to rodzice są najczęściej pierwszymi osobami, które zauważają, gdy coś się dzieje. Pierwsze sygnały mogą się pojawić zanim dziecko pójdzie do przedszkola. Warsztaty logopedyczne i terapie to aktualnie najprężniej działająca gałąź firmy, ponieważ jest ogromne zapotrzebowanie na porady logopedyczne. Coraz więcej dzieci ma problemy z mową i potrzebują pomocy specjalisty.

J.G.: Jakie były początki Twojej działalności? Co było wówczas dla Ciebie największym wyzwaniem? 

A.C.: Były bardzo trudne. Ponieważ nie miałam budżetu na moje pomysły. Nie korzystałam z dotacji, ponieważ trzeba było na nią czekać, a ja, kiedy podzieliłam się moim pomysłem ze znajomymi, już pojawiły się pierwsze zlecenia. Więc początki były bardzo ciężkie. Wszystko robiłam sama. Zajęcia kreatywne dla dzieci w 2011 roku to była nowość, więc bardzo szybko znalazłam nabywców moich usług. Natomiast prywatnie - rozstanie z córką, nawet na kilka godzin dziennie - to był koszmar. Miała zaledwie 6 miesięcy, a moja firma już istniała. 
Kiedy podrosła, jeździła na warsztaty już ze mną.

J.G.: Na jakie trudności związane z prowadzeniem działalności napotkałaś?

A.C.: Kiedyś słyszałam, że tonie założenie działalności jest problemem, ale jej utrzymanie. I z perspektywy czasu mogę to potwierdzić. Założyłam ją, nie narzekałam na brak klientów, rodzice byli zadowoleni, ale później pojawiły się rozterki: czasu mało, dużo pracy, przygotowanie miejsc do prowadzenia zajęć, przygotowanie instruktorów, napięty budżet i wieczne pytanie, czy tym razem warsztaty spełnią oczekiwania dzieci? Porównując 2011 rok i swoją działalność teraz, to są dwa różne światy ale trzeba było nauczyć się tego wszystkiego od początku. Choć jedno się nie zmienia – ciągle brakuje mi czasu.

Źródło: A.Cyroń
J.G.: Jak na informację o chęci stworzenia czegoś własnego zareagowały osoby z Twojego otoczenia? Czy miałaś ich wsparcie? A może odradzali własny biznes? 

A.C.: Na początku było ciężko, ponieważ nikt nie wierzył, że taka działalność może się udać. Słyszałam: „przecież nikt nie zajmuje się takimi warsztatami”, „rodzice bawią się z dziećmi sami” itd. Nie wierzyli, że taka kreatywna działalność może przynieść (oprócz satysfakcji) również zyski. Jednak po 5 latach warsztatów, zdobyłam już zaufanie i pozycję na rynku. Dla mnie najważniejsza jest jakość i nie ilość. Teraz jest inaczej i bliscy wiedzą, że sobie poradzę, a warsztaty odnoszą sukcesy. W wolnym czasie dokształcam się. Każdy dzień to nowe wyzwanie.

J.G.: Sama jesteś mamą. Jak udaje ci się pogodzić prowadzenie firmy z opieką nad dziećmi i obowiązkami domowymi?

A.C.: To jest wyzwanie. Ponieważ jest ciągły dylemat jak być dobrą mamą i dobrym partnerem biznesowym. Ciągle szukam kompromisu. Jestem mamą dwóch córeczek, które dają mi wiele szczęścia, satysfakcji, a przede wszystkim miłości. Ale szukam też tego miejsca dla siebie i swojej działalności ponieważ wiem, że aby zbudować porządny fundament domu, rodziny, potrzebna jest równowaga. Zarówno dzieci jak i rodzice muszą się czuć dobrze i realizować postawione sobie cele. U nas wygląda to tak : mama, tata pracują, starsza córka idzie do przedszkola, a młodsza do żłobka. A wieczorem jesteśmy wszyscy razem, tylko dla siebie i to jest najwspanialsze. Piękne jest to, że mamy siebie, możemy porozmawiać, wspólnie pobawić, pograć w gry. Możemy też liczyć na babcię, ponieważ wiem, że dzieci są w dobrych rękach i nie muszę się o nie martwić, bo świetnie spędzają czas.

J.G.: Co Cię motywuje do działania? 

A.C.: Od zawsze do działania motywuje mnie sukces. Każdy chociaż najmniejszy krok do przodu daje mi mnóstwo satysfakcji i wtedy wiem, że warto. Do tego, żebym była aktywną mamą, motywują mnie także moje dzieci. Muszę utrzymać odpowiednie tempo życia właśnie dla nich. Dzieci lubią aktywnie spędzać czas i ja też to lubię. Najważniejsza jest koordynacja wszystkich zajęć. Doskonale rozumieją, że mama idzie do pracy. Starsza córka czasem mi nawet pomaga. Muszę także znaleźć siły na inne sprawy, nie związane z pracą, np. na skakanie z dziećmi godzinami na trampolinie.

J.G.: Czy planujesz rozszerzenie oferty o usługi? A może stawiasz na specjalizację?

A.C.: Wcześniej moje warsztaty obejmowały: głównie Eko- i kreatywne warsztaty. Od lutego tego roku liczba warsztatów uległa zmianie, stworzyły się nowe bloki i zajęcia zostały rozszerzone o elementy terapii logopedycznej. Najczęściej realizujemy właśnie warsztaty logopedyczne. Jak już wspomniałam, jest bardzo dużo dzieci, które wymagają interwencji logopedycznej. Dlatego proporcje w ilości warsztatów się ciągle zmieniają.

J.G.: Jako osoba prowadząca firmę co byś doradziła kobietom, które dopiero myślą o założeniu własnej działalności? Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować? 

A.C.: Drogie Panie jeżeli zamierzacie sumiennie pracować, z pasją i lubicie to co robicie, to warto założyć działalność i pracować u siebie. Sumienna praca zawsze jest wynagradzana. A ciągle brakuje specjalistów z różnych branż. Nie zniechęcajcie się trudnymi początkami, ponieważ od czegoś trzeba zacząć. Jest wiele zalet prowadzenia firmy, np. czas który można zagospodarować w wybrany przez siebie sposób. Do prowadzenia własnej firmy nie da się przygotować, ponieważ wszystko weryfikuje życie. Trzeba mieć ciągle świeże spojrzenie na rzeczywistość, możliwości firmy i finanse. A tak naprawdę nie ma skutecznego poradnika i jednego przepisu na sukces firmy.
Osobiście uważam, że mamy to super przedsiębiorcze kobiety. Bycie mamą nie oznacza wycofania z rynku, tylko modyfikację swoich możliwości. Moja rada: nie poddawać się po pierwszych napotkanych trudnościach na swojej drodze. Więc i Wy drogie kobiety zawalczcie o wasze pomysły i pasje.

J.G.: Czy, mając na uwadze swoje obecne doświadczenie, ponownie podjęłabyś decyzję o prowadzeniu swojej firmy? 

A.C.: Tak i to bez wątpliwości, ponieważ nie wiem czy na etacie byłabym w stanie się rozwinąć w taki sposób jak umożliwiła mi to forma samozatrudnienia. Tak jak wspominałam, od 2011 roku były liczne zmiany w firmie, bo są one niezbędne, aby sprostać wymaganiom rynku. 
Ale ciągle jesteśmy, mamy nowe pomysły i pasje. Możemy się rozwijać. Nie ma czegoś takiego, jak koniec możliwości rozwojowych na danym stanowisku. Mamy narzędzie do przenoszenia gór, tylko od nas zależy, jak tę górę przeniesiemy.

J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności? 

A.C.: Jak dla mnie najważniejsze cechy to: waleczność, ale także racjonalizm i umiejętność oceniania obiektywnie sytuacji, gospodarowanie finansami w należyty sposób oraz wytrwałość w postępowaniu. 

J.G.: Jaki aspekt prowadzenia działalności przynosi ci najwięcej satysfakcji? 

A.C.: Praca z ludźmi. Ponieważ każdy człowiek jest inny, to kontakt z drugim człowiekiem daje satysfakcje. Bardzo dużo uwagi poświęcam aktualnie warsztatom logopedycznym, terapiom logopedycznym i diagnozom wad wymowy. Każda wywołana głoska to mój osobisty sukces i mam z tego bardzo dużo satysfakcji. Dzieci bardzo często przytulają się i dziękują, za wspólnie spędzony czas. Te momenty dają tyle szczęścia, że nie jestem wstanie ubrać tych emocji w słowa. Przyznam szczerze, że są chwile, kiedy w gabinecie lub na warsztatach po prostu wstaje i skaczę ze szczęścia. 

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

A.C.: Planów mam bardzo dużo. Nie o wszystkich mogę powiedzieć. Ale w najbliższej przyszłości moje warsztaty otworzą się na dzieci z najbliższej okolicy w centrum szkoleniowym; będzie można po prostu wstąpić do nas i się zapisać. Dotychczas były one realizowane tylko dla grup zamkniętych: pod patronami fundacji, przedszkoli niepublicznych i publicznych, placówek oświatowych, a nawet służby zdrowia. Nowością jest fakt, że w centrum powstaną gabinety logopedyczne, gdzie będziemy zajmować się diagnozami i terapiami wad wymowy. Mam nadzieję, że już niedługo te zmiany będą wdrożone.

J.G.: Życzę zatem spełnienia tych wszystkich planów!

A.C.: Dziękuję i pozdrawiam.



wtorek, 22 marca 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Kamila Mrowiec

Dziś moim gościem jest Kamila Mrowiec, zajmująca się rękodziełem właścicielka bloga Ptaszynkowo.pl



Kamila Mrowiec o sobie: 

fot.K.Mrowiec
Nazywam się Kamila Mrowiec, mam 29 lat. W 2011 roku skończyłam studia na Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach z dyplomem mgr fizjoterapii. Zawodowo jednak zajęłam się logistyką i w tym kierunku podjęłam kolejne studia w 2013 roku. Obecnie odkrywam w sobie kolejne liczne pasje. Jako miłośniczka jakości i estetyki zakochałam się w handmade, czyniąc tę branżę częścią swojego życia. Uwielbiam szyć i obecnie w tym kierunku się rozwijam. Prywatnie jestem żoną i matką dwójki dzieci. Mieszkam w Bielsku – Białej.



J.G.: Zajmujesz się tworzeniem pięknych rzeczy dla dzieci i niemowląt. Skąd wziął się pomysł na taki rodzaj działalności? 

K.M.: Kiedy zastanawiałam się nad „nowym planem na siebie” i szukałam „TEGO CZEGOŚ” co mogłabym robić, starałam się przeanalizować wszystkie swoje możliwości, to co mam, co lubię robić, co potrafię i w czym jestem dobra. Wszystkie te określenia wskazały, że na pierwszym planie znajduje się szycie. Bardzo to lubię – choć nie jestem zawodowcem. Zawsze byłam dobra w pracach manualnych. W przypadku pisania wierszyków dla dzieci – nie jestem poetką, ale bajki - rymowanki są u nas w domu na porządku dziennym. Przychodzi mi to dość naturalnie przebywając w towarzystwie dwulatki, która uczy się mówić. Do tego dołożyć mogłam jeszcze podstawową znajomość programów graficznych i dobry sprzęt fotograficzny (mój mąż zawodowo zajmuje się fotografią), co daje dobry start w działalności internetowej. A skąd branża dziecięca? Jak to się mawia: „Potrzeba matką wynalazków” – to powiedzenie sprawdza się również w moim przypadku. Od zawsze podziwiałam osoby, które potrafią same zrobić coś dla siebie, dla domu i najbliższych. Oryginalnie, własnoręcznie. Kiedy w moim życiu pojawiły się dzieci, chciałam by wszystko dla nich było wyjątkowe i niepowtarzalne. Zaczynałam od szycia ubranek dla córeczki, potem pojawiały się kolejne uszytki. 

J.G.: Jak myślisz, co Cię wyróżnia na rynku?

K.M.: Jak każdego rękodzielnika – wyróżnia mnie mój własny styl, tworzone wzory, pomysły. Każdy przedmiot jest niepowtarzalny. Szycie nie jest żadną nowością na rynku – zajmuje się tym wiele osób. Gdybym jednak miała wskazać na jedną cechę odróżniającą moje prace powiedziałabym, że każda ma swoją historię. Są to niejako postacie z bajki, która ciągle się tworzy. Każdy plecaczek czy torebka jest szyty z myślą i dedykacją dla konkretnego dziecka Dlatego do każdej uszytej sowy dołączona jest krótka bajkowa rymowanka o postaci, którą uszyłam i o jej przyszłej właścicielce/właścicielu. Oczywiście nie zawsze mam informacje o tym, kto będzie używał moich produktów. Ale czasami wystarczy mi wiedza, że szyję np. dla dziewczynki z okazji trzecich urodzin. Pozwolę sobie posłużyć się przykładem sówki, która została uszyta dla trzyletniej Zuzi z Zielonej Góry z okazji jej trzecich urodzin: 

Zleciała się w chwili sów cała chmura
„Hu hu! A gdzie leży miasto Zielona Góra?
Czy wszystko tam ma kolory zieleni?
Co ma biedronka zamiast czerwieni?
Czy żyją tam sowy wyłącznie zielone?”
Huczało stado całkiem zdziwione.
I między sobą tak rozmyślały,
aż wpadły wreszcie na pomysł wspaniały.
„Wyślijmy Sowę do małej Dziewczynki,
która obchodzi dziś urodzinki.
Niech leci w pośpiechu do trzyletniej Zuzi
i uśmiech roznieci na jej ślicznej buzi.
A gdy się sowa wszystkiego dowie,
z pewnością na nasze pytania odpowie”
I tak się sówki wkoło zebrały
100 lat dla Zuzi z radością śpiewały.
Bardzo lubiły dalekie podróże
i opowieści o Zielonej Górze.

fot.K.Mrowiec

J.G.: Jakie artykuły dla maluchów masz w swojej ofercie?

K.M.: Moja oferta obejmuje głównie torebki, plecaczki, portfeliki dla dzieci. Swoją pasję dopiero zaczynam przekładać na szerszą działalność i mam plany znacznego poszerzenia swojej oferty o inne uszytki nie tylko dla dzieci. Będą to np. etui, kosmetyczki, worki, organizery, torby zakupowe, zestawy w kompletach i inne. Chcę jednak dążyć do tego krok po kroku – wszelkie nowości opiszę i pokażę na swoim blogu.

J.G.: Jak powstają wykonane przez Ciebie przedmioty? Skąd czerpiesz inspirację, wzory? Gdzie zaopatrujesz się w materiały?

K.M.: Kolejne postacie z bajki pojawiają się spontanicznie. Kiedy moje dziecko poznawało zwierzątka, w domu pojawiały się gdzieniegdzie nowe kotki, pieski, ptaszki w postaci naszywek na poduszki lub zawieszek. Potem zamieszkiwały plecaki, torebki, czasami ubranka. O każdym uszytku powstawała bajka. Moja dwuletnia córka, która właśnie uczy się świata, natychmiast zauważa je i potrafi po swojemu o nich opowiadać. Dlatego podstawową inspiracją są dla mnie bajki, żywe, wesołe kolory. Pomysły podsuwają mi same dzieci, które same „mówią” co im się podoba, czego potrzebują. Szyję głównie dla dzieci, ale nie tylko dla nich. Lubię stworzyć czasem coś dla siebie lub dla domu. Pomysły przychodzą same. Świdrują mój umysł, aż w końcu powstają. Czasami wystarczy, że gdzieś zobaczę ciekawy wzór, kolor i już nie potrafi opuścić mojej głowy. Kiedy wiem co chcę zrobić, ale nie do końca wiem jak – szukam w sieci. Istnieje wiele stron typu DIY, gdzie można odnaleźć sporo instrukcji i inspiracji.

fot.K.Mrowiec
J.G.: Pamiętasz swój pierwszy wykonany ręcznie przedmiot? Co to było?

K.M.: Jako że od zawsze lubiłam tworzyć coś ręcznie, pierwsze prace powstawały już w czasie mojego dzieciństwa, dlatego nie potrafię sobie przypomnieć co było tym pierwszym przedmiotem. Jednak jeśli chodzi o powrót do przygody z handmade w życiu dorosłym, kiedy to zaczęłam uczyć się szycia na maszynie, pierwszą uszytą rzeczą była sukienka, którą chciałam zrobić dla siebie. O rany... o efektach lepiej nie mówić, bo do dziś czerwienię się na to wspomnienie ;) 

J.G.: Jesteś samoukiem? Kto uczył Cię szyć? A może kończyłaś jakieś kursy w tym zakresie?

K.M.: Uczyłam się – i ciągle się uczę – sama. Choć w zasadzie nie do końca mogę tak powiedzieć, ponieważ często korzystałam z tutoriali, stron DIY lub fachowych czasopism. A za tym przecież stoją ludzie, którzy dzielą się swoimi umiejętnościami. To oni dali mi „podstawową bazę” wiedzy o szyciu, którą później rozwijałam na własną rękę. Może jest to właściwe miejsce i czas by wspomnieć właśnie o uzdolnionych osobach, które uczą innych, pokazują co i jak można zrobić samemu nie kryjąc tego jedynie dla siebie. Dobrze, że są tacy wśród nas! Mogę powiedzieć, że uczę się od najlepszych :)

J.G.: Kierujesz się własnymi pomysłami, czy też można u Ciebie zamówić przedmiot, o danym kształcie i kolorze, motywie podanym przez klienta?

K.M.: Projektuję i szyję rzeczy sama, z materiałów, które sama wybieram. Jeśli ktoś jest zainteresowany danym produktem to bierze go w całości takim jaki jest. Oczywiście klienci mogą mieć swoje życzenia – np. o wybór innej aplikacji filcowej na plecaku lub torbie, inny zestaw kolorów – dostosowuję się z chęcią do tych życzeń. Im bardziej spersonalizowany wzór tym lepiej. Do tej pory nie stworzyłam jeszcze dwóch takich samych przedmiotów. Zawsze jednak przyjmuję zasadę, że nie uszyłabym czegoś, co według mnie wyglądałoby źle. Nie odszywam również cudzych projektów, nie powielam zastrzeżonych znaków firmowych, nie łamię praw autorskich. Z tymi zasadami musi liczyć się każdy składający u mnie indywidualne zamówienie.

fot.K.Mrowiec
J.G.: Planujesz otwarcie swojej firmy, chcesz zamienić swoją pasję w biznes czy może zajmować się tym wyłącznie hobbystycznie?

K.M.: Przede wszystkim chcę się tym zajmować z radością i pasją. Jestem u progu otwierania własnej działalności. Choć nie ukrywam, że mam przy tym sporo obaw. Biznes rządzi się twardymi zasadami. A ja wiem, że aby tworzyć najlepiej jak potrafię, nie mogę stracić radości z tego co robię. Dlatego wydaje mi się, że w tej branży ogromną sztuką jest wyważenie złotego środka pomiędzy pasją a biznesem. 

J.G.: Czy planujesz rozszerzenie oferty o inne artykuły, na przykład ubranka dla dzieci?

K.M.: Oferta będzie się ciągle rozszerzać o to, co akurat będzie mi w duszy grało. Jeśli jakiś projekt spodoba się i sprawdzi w najbliższym otoczeniu to zostanie rozpowszechniony szerzej. Dziecko to najsprawiedliwszy i najbardziej surowy sędzia. Powie szczerze i dobitnie co mu się podoba, a co nie. Czasami oznacza to radość na widok nowo uszytej rzeczy, a czasami sprowadzenie do parteru. Co do rozszerzania oferty nie zamykam się na żadne opcje – planuję też popracować nad produktami nie tylko dla maluchów, ale również dla kobiet.

J.G.: Czy możesz zdradzić, jakie formy, postacie lubisz wykonywać najbardziej?

K.M.: Oczywiście sowy – to one są głównymi bohaterami naszych opowieści. Sama nie wiem skąd to się wzięło, ale tak już zostało. Sowy to symbole mądrości, więc niech towarzyszą naszym pociechom w poznawaniu świata. Poza tym to tajemnicze, nocne ptaki – więc historie o nich nie mają końca. Od nich też wzięła się nazwa Ptaszynkowo. Oprócz ptaków można u nas spotkać też inne postacie. Koty, pieski, biedronki i całą masę nienazwanych.

J.G.: Jako osoba planująca własną firmę co byś doradziła kobietom, które również myślą o założeniu własnej działalności? Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować? Co jest twoją największą obawą?

K.M.: Nie czuję się osobą na tyle doświadczoną by móc radzić innym. Sama zaczynam swoją przygodę z własnym biznesem, blogowaniem, e-commerce i często sama radzę się osób, które są na tej drodze sporo przede mną. Gdybym jednak miała przekazać coś innym kobietom, które rozważają założenie własnej działalności, to wypunktowałabym to w kilku zdaniach:
  • Zawsze próbuj, nie bój się brać spraw we własne ręce, uwierz we własne możliwości.
  • Nie będzie łatwo, ale nie poddawaj się.
  • Dobrze przemyśl co masz, w czym jesteś dobra, co potrafisz i rób to.
  • Dobrze się do wszystkiego przygotuj. Poczytaj, stwórz plan. Jeśli czegoś nie wiesz – ucz się, ale nie działaj w ciemno.
  • Nie słuchaj ludzi, którzy mówią: „ale po co ci to” i „nie dasz sobie rady”.
  • Wyrzuć ze swojej głowy zdanie „Nie da się”.
  • Nie nastawiaj się na sukces i profity od razu, wszystko wymaga czasu.
  • Dbaj o swój ciągły rozwój. Nie ma nic gorszego niż zatrzymać się w miejscu.
  • Zamiast narzekać zastanów się jak zmienić to, na co narzekasz.
  • Miej w sobie pokorę – nie każdy jest najlepszy we wszystkim (przynajmniej nie od razu) i trzeba się pogodzić z tym, że coś może się nie udać. A jeśli coś się nie uda – patrz punkt pierwszy na mojej liście. 
Mam kilka obaw. Po pierwsze boję się, aby „ubiznesowienie” mojej pasji nie zabrało mi z niej radości. By pogoń za uciekającym czasem, którego wciąż brakuje, nie przysłoniła mi rzeczy ważnych, takich jak czas dla bliskich, czas na odpoczynek i czas na realizowanie siebie w dziedzinach życia innych niż tylko praca. Wierzę jednak, że dobra organizacja, zaangażowanie i dyscyplina pomogą mi uporządkować wszystko i zapanować nad tym.

fot.K.Mrowiec

J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności? 

K.M.: Moim zdaniem od początku trzeba wszystko co się robi traktować poważnie i profesjonalnie. Szanować każdego klienta, jego autonomię i prywatność. Być słownym. Dyscyplina i organizacja – to podstawowe sprawy, o których chyba nie trzeba wspominać. Myślę, że sukcesy osiągają ludzie myślący innowacyjnie i przyszłościowo oraz tacy, którzy nie boją się wyzwań i odważnych decyzji. 

J.G.: Jaki aspekt związany z tworzeniem tych pięknych przedmiotów przynosi ci najwięcej satysfakcji? 

K.M.: Cały proces tworzenia sprawia mi przyjemność, już od momentu oswajania pomysłu w mojej głowie. Kiedy pojawia się inspiracja i wena do działania, czuję niepohamowaną chęć tworzenia i nie mogę odpuścić dopóki nie skończę. Lubię też etap końcowy – kiedy wykańczam szczegóły – ponieważ to one najmocniej personalizują każdą rzecz. Komponowanie kolorów, pisanie wiersza, misterne pakowanie – wszystko dla jak najlepszego efektu końcowego. Wtedy też najwięcej myślę o odbiorcach moich prac – o dzieciach, dla których szyję. Zastanawiam się co wiem na ich temat i jak ubrać to w rymy, żeby sprawić komuś odrobinę radości.

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

K.M.: Praca, praca i jeszcze raz praca. Chcę dobrze dopracować organizację i logistykę swojego codziennego życia, żeby znaleźć czas na wszystko. Ważne miejsce planuję tu znaleźć dla rozwoju swojej pasji jaką jest szycie, ciągłe doskonalenie warsztatu i jakości, budowa własnej marki. Myślę nad inwestycją w lepszy sprzęt, który pozwoli mi działać z większym rozmachem i stawiać sobie poprzeczkę co raz to wyżej. Zaczynam też przygodę z blogowaniem – i w tym temacie też chcę się rozwijać. Moim marzeniem jest postawienie znaku równości pomiędzy pasją i pracą. 

J.G.: Co Cię motywuje do działania? 

K.M.: Jakaś wyższa siła, której nie potrafię nazwać. Coś, jakby wrodzona, instynktowna potrzeba własnego rozwoju. Ciągle muszę coś robić i uczyć się nowych rzeczy. Bez tego czuję się wybrakowana. Nie znoszę poczucia stagnacji. Muszę odkrywać nowe horyzonty – i choć brzmi to jakbym mówiła o Himalajach, to tak właśnie jest w zwykłym codziennym życiu. Studiowałam na Śląskim Uniwersytecie Medycznym, pracowałam jako logistyk, teraz odnajduję się w szyciu – i choć wszystkie te dziedziny nie mają ze sobą nic wspólnego to w każdej potrafiłam odnaleźć swoje miejsce. I zamierzam szukać kolejnych, które przyniosą zaspokojenie mojej życiowej ciekawości. Uważam, że nie ma celów niemożliwych do osiągnięcia – wszystko jest kwestią podejścia i zaangażowania. Silnie motywuje mnie do działania poczucie zbyt szybko płynącego czasu – jest tyle, rzeczy do zrobienia i marzeń do spełnienia, że nie można sobie pozwalać na zbyt łatwe trwonienie i marnowanie cennych chwil. Chcę cieszyć się życiem i mieć przekonanie, że „spędzam” je właściwie, dlatego uważam, że każdy powinien robić to co naprawdę lubi. I na końcu chciałabym jeszcze wspomnieć o moim mężu, Piotrze. Ponieważ motywuje mnie i wierzy we mnie, bardziej niż ja sama. Czasami, kiedy z braku siły mam już ochotę na wszystko machnąć ręką, on podaje mi swoją i sprawia, że wszystko staje się łatwiejsze. Dużo mi pomaga. Jestem mu za to wdzięczna.

J.G.: Zatem pozostaje mi życzyć tej nieustannej pasji oraz sukcesu i wielu wiernych klientów (i małych i dużych), którzy pokochają Twoje dzieła!

sobota, 19 marca 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Iza Jurasik - Kamińska

Dziś moim gościem jest Iza Jurasik - Kamińska, była dziennikarka, rzecznik prasowy, właścicielka firmy Pani PRojekt, autorka bloga "dom z duszą".


Iza Jurasik - Kamińska o sobie...

źródło: Iza Jurasik - Kamińska
Z wykształcenia humanista - ale wie, jak zamienić przestrzeń w przyjazną dla wszystkich domowników. Dobrze czuje się we własnych czterech kątach i chętnie dzieli się wiedzą o tym, jak sprawić aby wnętrza miały duszę.
Ze swojego zamiłowania do stylu skandynawskiego we wnętrzach i ręcznie wykonywanych ozdób stworzyła markę dekoracji do domu "po zachodzie" oraz markę szytych tekstyliów kuchennych "blue and white", mocno inspirowanych ceramiką bolesławiecką.


J.G.: Reprezentujesz firmę zajmującą się tworzeniem oraz sprzedażą artykułów do wystroju wnętrz, ale i produktów dla dzieci. Skąd pomysł na taki rodzaj działalności? 

„Po zachodzie” to marka produktów inspirowanych Skandynawią. W obrębie tej marki tworzymy nie tylko krasnale ale króliki, dekoracje dla dzieci oraz ozdoby na przyjęcia i dekoracje sezonowe. Skandynawskie wzornictwo czerpie garściami z tradycji rodzimego rzemiosła. Wszystkie ozdoby miały tam własny styl. Były robione przez członków rodziny i dzięki temu tak niepowtarzalne. Są to rzeczy bardzo skromne, w stonowanych barwach, i bardzo uniwersalne - by równie dobrze odnalazły się w codziennym wystroju wnętrza. I podobnie jest z produktami "Po zachodzie". Staram się aby żywotność dekoracji nie kończyła się po sezonie, aby mogła ona funkcjonować w kuchni albo rosnąć razem z dzieckiem w jego pokoju..

Styl skandynawski jest specyficzny, urzeka przede wszystkim prostotą, lekkością, dobrą jakością tkanin. Przypomina moje zabawki z dzieciństwa albo może bardziej - moje wyobrażenia o zabawkach, inspirowane bajkami Astrid Lingren. Pomyśl o ulubionym zapachu z dzieciństwa. Dla mnie to jest koktajl z truskawek, który robiła babcia. To historia, którą chcę przeżywać na nowo, i na nowo. Bo wszystkie piękne rzeczy, które nas spotykają, stają się opowieścią, której jesteśmy bohaterami. To co robię staje się opowieścią. Na dobrą sprawę tym za czym wszyscy tęsknimy. 

Obkupiliśmy się telewizorami, tabletami, smartfonami i zaskoczyło nas odkrycie: co teraz? Dlaczego tylu ludzi z pasją oddaje się egzotycznemu gotowaniu? Po co tysiące dziewczyn i chłopaków każdego dnia biegają? Bo chcą czegoś więcej, czegoś nienamacalnego. Za każdą moją szytą lalką idzie taka właśnie legenda. Odwołanie do czasów, gdy historie były opowiadane wieczorami w skandynawskiej chacie przy lampie naftowej. Przynoszą coś więcej niż tworzone w fabrykach dekoracje do domu.

źródło: Iza Jurasik - Kamińska
J.G.: Jak myślisz, co Cię wyróżnia na rynku?

Wydaje mi się, że są to krasnale. Pracując w agencji PR, dziwiłam się, że nikt we Wrocławiu nie szyje krasnali, skoro są u nas tak bardzo popularne.
Bo we Wrocławiu krasnoludki są wszechobecne, dlatego śmiejemy się, że wrocławianie, wychodząc na ulicę – odruchowo patrzą pod nogi. Krasnoludki z Wrocławia bardzo mocno kojarzą się z Pomarańczową Alternatywą oraz z rzeźbami na chodnikach. A ja chciałam aby przekazać także wrocławianom skandynawskie tradycje krasnalowe. Tam krasnale mieszkały w każdym gospodarstwie. Małe, chude w szpiczastych czapeczkach, ludzie starali się być z nimi w dobrych stosunkach, aby nie psociły i chroniły dom przed nieszczęściem. W noc wigilijną obowiązkowo częstowali skrzaty miseczką słodkiej kaszy, po to tylko aby podtrzymywać przyjaźń cały następny rok. U nas w domu, krasnale także były obecne. Jeszcze zanim powstały formy szyte, opowiadaliśmy naszym dzieciom, że skrzaty mieszkają pod klepką w podłodze.

J.G.: Czy wszystkie produkty wykonujesz samodzielnie, czy współpracujesz z innymi wytwórcami?

Obecnie krasnale cieszą się zainteresowaniem wrocławskich firm, zamawiają je jako gadżety firmowe. Nawiązujemy też kontakty na skandynawskich rynkach. Firma jest bardzo młoda, działa od września 2014 r. ale bardzo prężnie się rozwijamy. Od początku chciałam domową manufakturę zamienić w firmę. Teraz dobieram do współpracy najlepsze polskie krawcowe, choć pierwsze wzory zawsze szyję sama.

źródło: Iza Jurasik - Kamińska

J.G.:  Jak powstają wykonane przez Ciebie przedmioty? Skąd czerpiesz inspirację, wzory? 

Na początku, jak większość rękodzielników szukałam własnej drogi, szyłam wszystko i nic. Próbowałam różnych technik, różnych wzorów, podpatrywałam innych. Potem postanowiłam uporządkować nieco głowę. Na początku moje produkty wyglądały zupełnie inaczej, uczyłam się dopiero ich form, zmieniałam je, szkoliłam warsztat i techniki. Od samego początku jednak postanowiłam sięgnąć po coś co jest w zasięgu mojej ręki, motywy dobrze rozpoznawalne, dobrze się kojarzące, mocno stopione z miejscami, z których pochodzę i w których żyję. 
Obecnie formy królików wymyślam sama. Początkowo szukałam ich w sieci. Dziś króliki modyfikują sami klienci - dzieci i rodzice. 

J.G.: Jesteś samoukiem? Kto uczył Cię szyć? A może kończyłaś jakieś kursy w tym zakresie?

W rodzinie nikt nie szyje zawodowo, ani mama ani babcia. Sama zaczęłam szyć, dziergać na drutach i szydełkować jeszcze w szkole podstawowej. Jestem szczęśliwym dzieckiem, które miało w szkole zajęcia ZPT. Na Tildowe lalki jest moda, wzory są ogólnodostępne, na nich uczyłam się form, aby po czasie wypracować własne. Najbardziej rozpoznawalne są tildowe anioły, ich szyję bardzo mało, bo rynek jest nimi nasycony. W stylu tildowym powstają moje krasnale ale ich wzór jest przeze mnie od podstaw zmodyfikowany.

źródło: Iza Jurasik - Kamińska
J.G.: Pamiętasz swój pierwszy wykonany ręcznie przedmiot? Co to było?

Chyba powoli staję się monotematyczna, ale był to oczywiście krasnal. Dziś jak na niego patrzę, nie mogę uwierzyć, że stworzyłam coś tak krzywego i szpetnego. Krasnoludki istniały w moim domu zawsze, były ukryte w książkach, mieszkały pod podłogą, razem z nami zmieniały adresy. Wszyscy – nie tylko dzieci opiekowały się nimi, podrzucały cukierki i okruszki w zamian za pomoc. 
Krasnoludki to według wierzeń skandynawskich opiekuńcze duszki, pomagają nam zawsze w trudnych sytuacjach, dokańczają nieskończone prace domowe, opiekują się wszystkimi domownikami, przypominają o wartościach i pomagają nam ich strzec.
Najczęściej można je spotkać po zachodzie słońca - stąd nazwa marki.

J.G.: Kierujesz się własnymi pomysłami, czy też można u Ciebie zamówić przedmiot, o danym kształcie i kolorze, motywie podanym przez klienta?

Bardzo często wykonuję rzeczy na zamówienie. Szyję nietypowe maskotki, na przykład ostatnio tworzyliśmy bohatera czeskiej bajki Niuniucha albo strażaka, jako gadżet firmowy.

J.G.: Co – myśląc o ofercie twojego sklepu – najczęściej kupują klienci?

Zapotrzebowanie na dekorowanie pokoju dziecka na różnych etapach jego rozwoju jest stałe. Coraz więcej rodziców znudzonych jest powtarzalnymi wzorami, oferowanymi w sklepach. Świadome rodzicielstwo obejmuje obszar dekoracji i zabawek. Coraz większą popularnością cieszą się nietypowe produkty wykonane z naturalnych materiałów, idealnie jeśli mają przy tym swoją opowieść, przesłanie, która trafi do rodzica.
Dobre produkty dla dzieci to nie tylko zabawki edukacyjne, jak sądzą niektórzy rodzice nastawieni na rozwój intelektualny dziecka. Zabawa nie musi być albo nauką, albo wysiłkiem, albo rozrywką, a tak nierzadko myślimy. Zabawka nie musi być z reklamy, może pobudzać wyobraźnię, uczyć gustu i opiekuńczości, pomagać odtwarzać role życiowe. Dlatego rodzic powinien przynajmniej próbować zastąpić coś co sztuczne i nieestetyczne, tym co wysmakowane i ładne. Poza tym pamiętajmy, że taki przyjaciel przytulanka (miś, królik, żołnierzyk lub krasnal) mogą pomóc dziecku w trudnych sytuacjach. Dlatego forma jest sprawą drugorzędną, najważniejsza jest idea i sposób jej podania.

źródło: Iza Jurasik - Kamińska
J.G.: Czy planujesz rozszerzenie oferty firmy o inne produkty bądź usługi, na przykład o kursy szycia?

Mam dwie marki i obecnie nie mam czasu na dodatkowe projekty. Druga marka nazywa się "Blue and white" to wysokogatunkowe tekstylia kuchenne, głownie z lnów i bawełny, skierowane do klientów detalicznych oraz do branż horeca i florystów.
Blue and white powstawało w mojej głowie bardzo długo i wynika z osobistej fascynacji stempelkami z Bolesławca – piękną ceramiką tam tworzoną.
Jestem rodowitą bolesławianką, kocham to miasto i tam stworzyłam firmę. Od dawna planowałam produkcję pięknych tekstyliów kuchennych, takich – które będą szły w parze z wysmakowanym wzornictwem lokalnej kamionki i wysoką jakością naczyń.
Wydaje mi się, że połączenie pięknych lnów, dobrej jakości bawełny – da ten właśnie efekt.
Fartuchy, zapaski, kitle nie muszą być szyte z poliestru, a na stołach nie musimy mieć obrusów plamoodpornych. Polacy pokochali gotowanie. Chętniej oglądamy i odważniej zgłaszamy się do programów kulinarnych typu talent show. Zaczynamy zwracać uwagę na to, co jemy ale i jak jemy. Liczy się wartość i estetyka podanej potrawy ale też oprawa jedzenia.
Pamiętamy już nie tylko o papierowych serwetkach (kilka lat temu nawet tego nie było na stole) ale robimy znacznie więcej: zwracamy uwagę na dodatki i tekstylia – ich wykonanie i jakość.

J.G.: Jaki aspekt związany z tworzeniem tych pięknych przedmiotów, tekstyliów, przynosi ci najwięcej satysfakcji? 

Chyba taki, że to są po prostu ładne rzeczy, takie, które sama posiadam i chętnie używam. Pracując w agencji PR-owskiej oglądałam czasami firmy, które marnowały tyle energii by wszystko udawać. Jaka to strata czasu. Po co udawać? Prawdziwy len, szalik zrobiony z naturalnej wełny, bawełna zerwana niemalże prosto z krzaku nie muszą niczego udawać. Najczęściej ludzie, którzy tego dotykają od razu doceniają autentyczność tej opowieści. 

J.G.: Jakie były początki Twojej działalności? Co było wówczas dla Ciebie największym wyzwaniem? 

Przez większość zawodowego życia byłam dziennikarzem, rzecznikiem prasowym, a na końcu PR-owcem. Przez lata pracując jako specjalista do spraw public relations, podpowiadałam swoim klientom z różnych branż skuteczne techniki promocji, które nierzadko mimo ich początkowej niewiary, przynosiły po czasie efekty. Tajemnicą tych sukcesów wizerunkowo – marketingowych była ciężka i konsekwentna praca na wszystkich płaszczyznach w firmie – nie tylko w produkcji i sprzedaży według ustalonych strategii, elastyczne reakcje na otoczenie. O swojej firmie myślę podobnie. Od pierwszego dnia działam jak firma, a nie manufaktura domowa, mam strategię działania, mam cele. 

źródło: Iza Jurasik - Kamińska

J.G.: Na jakie trudności związane z prowadzeniem działalności napotkałaś?

Chyba najbardziej rozczarowała mnie jakość niektórych polskich tkanin. Teraz tkaniny kupowane są w Polsce i za granicą, są wyłącznie nowe i najlepszego gatunku, choć pierwsze swoje prace szyłam na tym co mi wpadło w ręce, nierzadko za mniejsze pieniądze. Szybko jednak zrozumiałam, że nie tędy droga. Jeśli chcesz pokazać klientowi, jak wygląda w dotyku dobry len, musisz go po prostu mieć.
Cena produktu nie jest niska, jest wypadkową wielu elementów: surowca, pracy, projektu, promocji, jakości. Ale klienci przyjmują i akceptują tę cenę, bo wiedzą, że w zamian otrzymują jakość i oryginalny pomysł. Coś, co jest estetyczne, pomysłowe, zrobione z największą starannością, znajdzie wielu nabywców. 

J.G.: Jak na informację o chęci stworzenia czegoś własnego zareagowały osoby z Twojego otoczenia? Czy miałaś ich wsparcie? A może odradzali własny biznes? 

Na rodzinie mogę polegać ale wiem, że byli moimi pomysłami zwyczajnie przerażeni.

J.G.: Co Cię motywuje do działania? 

Chcę sprawdzić co będzie za 5, 10 lat. Do którego momentu dojdę:)

J.G.: Jako osoba prowadząca firmę co byś doradziła kobietom, które dopiero myślą o założeniu własnej działalności? Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować? 

Na początku, jak większość młodych przedsiębiorców szukałam własnej drogi, szyłam wszystko i nic. Próbowałam różnych technik, różnych wzorów, podpatrywałam innych. Potem postanowiłam uporządkować nieco głowę i założyłam firmę. Na początku moje produkty wyglądały zupełnie inaczej, uczyłam się dopiero ich form, zmieniałam je, szkoliłam warsztat i techniki.
Początkowo sądziłam, że działalność sklepu internetowego może i wręcz musi odbywać się w Internecie. Budujemy platformę sprzedażową i promujemy sklep w sieci. Bardzo się zdziwiłam, kiedy okazało się, że klientom i kontrahentom trzeba się pokazywać, rozmawiać z nim, pozwalać dotykać produkty. Podobnie jest ze sklepami, które decydują sie na zatowarowanie sklepu naszymi produktami. Nie wystarczy oferta. Jak w każdej branży trzeba się spotykać, rozmawiać, nie wszystko da się załatwić przez Internet, mimo, że technologie nam na to pozwalają.
Nie ma nieskutecznych sposobów na dotarcie do klienta. Czasami po prostu efekt przychodzi później niż się tego spodziewamy. Warto próbować wielu metod i robić to konsekwentnie. I konsekwencja jest chyba najważniejsza.
Start firmy na pewno ułatwia biznes plan i przemyślenie wszystkich aspektów jej działalności. Rękodzieła na rynku jest mnóstwo, jest duża konkurencja dlatego trzeba mieć pomysł na siebie. Nie znaczy jednak, że nie ma miejsca na nowe marki. Wręcz przeciwnie. Trzeba tylko umieć się pokazać, trzeba znać atuty swoich produktów, wierzyć z ich wartość. Trzeba liczyć się z sytuacją na rynku (konkurencja, szara strefa, sezonowość) i tak budować ofertę aby była modułowa i uzupełniała się. Bardzo ważne jest myślenie celami i przewidywanie kolejnych kroków. Przykładowo dziś myślę o tym, jak logistycznie rozwiązać rzeczy, które mogą zdarzyć się jutro. 

źródło: Iza Jurasik - Kamińska
J.G.: Czy, mając na uwadze swoje obecne doświadczenie, ponownie podjęłabyś decyzję o prowadzeniu swojej firmy? 

Tak, zdecydowanie tak. choć pewnie rzeczy zrobiłabym inaczej. Pewnie szybciej

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Marzę o dniu, kiedy pojadę na urlop.

J.G.: Bardzo dziękuję za rozmowę i krasnalowe opowieści. Pozostaje mi tylko życzyć tego wypoczynku!