Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 maja 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Anna Michalak

Dziś moim gościem jest Anna Michalak, przedsiębiorcza kobieta, właścicielka firmy Szyciarnia.

Anna Michalak o sobie:

Żona, matka i właścicielka dwóch kotów. Zawodowo wychowanka korporacji, która postanowiła być szefem, zaopatrzeniowcem, producentem, sprzedawcą i sprzątaczką równocześnie. Oczywiście w planach mam rozdanie tych czynności innym, ale na moich zasadach. Kiedyś szycie było moim hobby, a teraz szyte pomysły mogę realizować w pracy.
Zapraszam do mojego świata tkanin: http://www.szyciarnia.pl/pl/c/Tkaniny/13

wtorek, 22 marca 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Kamila Mrowiec

Dziś moim gościem jest Kamila Mrowiec, zajmująca się rękodziełem właścicielka bloga Ptaszynkowo.pl



Kamila Mrowiec o sobie: 

fot.K.Mrowiec
Nazywam się Kamila Mrowiec, mam 29 lat. W 2011 roku skończyłam studia na Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach z dyplomem mgr fizjoterapii. Zawodowo jednak zajęłam się logistyką i w tym kierunku podjęłam kolejne studia w 2013 roku. Obecnie odkrywam w sobie kolejne liczne pasje. Jako miłośniczka jakości i estetyki zakochałam się w handmade, czyniąc tę branżę częścią swojego życia. Uwielbiam szyć i obecnie w tym kierunku się rozwijam. Prywatnie jestem żoną i matką dwójki dzieci. Mieszkam w Bielsku – Białej.



J.G.: Zajmujesz się tworzeniem pięknych rzeczy dla dzieci i niemowląt. Skąd wziął się pomysł na taki rodzaj działalności? 

K.M.: Kiedy zastanawiałam się nad „nowym planem na siebie” i szukałam „TEGO CZEGOŚ” co mogłabym robić, starałam się przeanalizować wszystkie swoje możliwości, to co mam, co lubię robić, co potrafię i w czym jestem dobra. Wszystkie te określenia wskazały, że na pierwszym planie znajduje się szycie. Bardzo to lubię – choć nie jestem zawodowcem. Zawsze byłam dobra w pracach manualnych. W przypadku pisania wierszyków dla dzieci – nie jestem poetką, ale bajki - rymowanki są u nas w domu na porządku dziennym. Przychodzi mi to dość naturalnie przebywając w towarzystwie dwulatki, która uczy się mówić. Do tego dołożyć mogłam jeszcze podstawową znajomość programów graficznych i dobry sprzęt fotograficzny (mój mąż zawodowo zajmuje się fotografią), co daje dobry start w działalności internetowej. A skąd branża dziecięca? Jak to się mawia: „Potrzeba matką wynalazków” – to powiedzenie sprawdza się również w moim przypadku. Od zawsze podziwiałam osoby, które potrafią same zrobić coś dla siebie, dla domu i najbliższych. Oryginalnie, własnoręcznie. Kiedy w moim życiu pojawiły się dzieci, chciałam by wszystko dla nich było wyjątkowe i niepowtarzalne. Zaczynałam od szycia ubranek dla córeczki, potem pojawiały się kolejne uszytki. 

J.G.: Jak myślisz, co Cię wyróżnia na rynku?

K.M.: Jak każdego rękodzielnika – wyróżnia mnie mój własny styl, tworzone wzory, pomysły. Każdy przedmiot jest niepowtarzalny. Szycie nie jest żadną nowością na rynku – zajmuje się tym wiele osób. Gdybym jednak miała wskazać na jedną cechę odróżniającą moje prace powiedziałabym, że każda ma swoją historię. Są to niejako postacie z bajki, która ciągle się tworzy. Każdy plecaczek czy torebka jest szyty z myślą i dedykacją dla konkretnego dziecka Dlatego do każdej uszytej sowy dołączona jest krótka bajkowa rymowanka o postaci, którą uszyłam i o jej przyszłej właścicielce/właścicielu. Oczywiście nie zawsze mam informacje o tym, kto będzie używał moich produktów. Ale czasami wystarczy mi wiedza, że szyję np. dla dziewczynki z okazji trzecich urodzin. Pozwolę sobie posłużyć się przykładem sówki, która została uszyta dla trzyletniej Zuzi z Zielonej Góry z okazji jej trzecich urodzin: 

Zleciała się w chwili sów cała chmura
„Hu hu! A gdzie leży miasto Zielona Góra?
Czy wszystko tam ma kolory zieleni?
Co ma biedronka zamiast czerwieni?
Czy żyją tam sowy wyłącznie zielone?”
Huczało stado całkiem zdziwione.
I między sobą tak rozmyślały,
aż wpadły wreszcie na pomysł wspaniały.
„Wyślijmy Sowę do małej Dziewczynki,
która obchodzi dziś urodzinki.
Niech leci w pośpiechu do trzyletniej Zuzi
i uśmiech roznieci na jej ślicznej buzi.
A gdy się sowa wszystkiego dowie,
z pewnością na nasze pytania odpowie”
I tak się sówki wkoło zebrały
100 lat dla Zuzi z radością śpiewały.
Bardzo lubiły dalekie podróże
i opowieści o Zielonej Górze.

fot.K.Mrowiec

J.G.: Jakie artykuły dla maluchów masz w swojej ofercie?

K.M.: Moja oferta obejmuje głównie torebki, plecaczki, portfeliki dla dzieci. Swoją pasję dopiero zaczynam przekładać na szerszą działalność i mam plany znacznego poszerzenia swojej oferty o inne uszytki nie tylko dla dzieci. Będą to np. etui, kosmetyczki, worki, organizery, torby zakupowe, zestawy w kompletach i inne. Chcę jednak dążyć do tego krok po kroku – wszelkie nowości opiszę i pokażę na swoim blogu.

J.G.: Jak powstają wykonane przez Ciebie przedmioty? Skąd czerpiesz inspirację, wzory? Gdzie zaopatrujesz się w materiały?

K.M.: Kolejne postacie z bajki pojawiają się spontanicznie. Kiedy moje dziecko poznawało zwierzątka, w domu pojawiały się gdzieniegdzie nowe kotki, pieski, ptaszki w postaci naszywek na poduszki lub zawieszek. Potem zamieszkiwały plecaki, torebki, czasami ubranka. O każdym uszytku powstawała bajka. Moja dwuletnia córka, która właśnie uczy się świata, natychmiast zauważa je i potrafi po swojemu o nich opowiadać. Dlatego podstawową inspiracją są dla mnie bajki, żywe, wesołe kolory. Pomysły podsuwają mi same dzieci, które same „mówią” co im się podoba, czego potrzebują. Szyję głównie dla dzieci, ale nie tylko dla nich. Lubię stworzyć czasem coś dla siebie lub dla domu. Pomysły przychodzą same. Świdrują mój umysł, aż w końcu powstają. Czasami wystarczy, że gdzieś zobaczę ciekawy wzór, kolor i już nie potrafi opuścić mojej głowy. Kiedy wiem co chcę zrobić, ale nie do końca wiem jak – szukam w sieci. Istnieje wiele stron typu DIY, gdzie można odnaleźć sporo instrukcji i inspiracji.

fot.K.Mrowiec
J.G.: Pamiętasz swój pierwszy wykonany ręcznie przedmiot? Co to było?

K.M.: Jako że od zawsze lubiłam tworzyć coś ręcznie, pierwsze prace powstawały już w czasie mojego dzieciństwa, dlatego nie potrafię sobie przypomnieć co było tym pierwszym przedmiotem. Jednak jeśli chodzi o powrót do przygody z handmade w życiu dorosłym, kiedy to zaczęłam uczyć się szycia na maszynie, pierwszą uszytą rzeczą była sukienka, którą chciałam zrobić dla siebie. O rany... o efektach lepiej nie mówić, bo do dziś czerwienię się na to wspomnienie ;) 

J.G.: Jesteś samoukiem? Kto uczył Cię szyć? A może kończyłaś jakieś kursy w tym zakresie?

K.M.: Uczyłam się – i ciągle się uczę – sama. Choć w zasadzie nie do końca mogę tak powiedzieć, ponieważ często korzystałam z tutoriali, stron DIY lub fachowych czasopism. A za tym przecież stoją ludzie, którzy dzielą się swoimi umiejętnościami. To oni dali mi „podstawową bazę” wiedzy o szyciu, którą później rozwijałam na własną rękę. Może jest to właściwe miejsce i czas by wspomnieć właśnie o uzdolnionych osobach, które uczą innych, pokazują co i jak można zrobić samemu nie kryjąc tego jedynie dla siebie. Dobrze, że są tacy wśród nas! Mogę powiedzieć, że uczę się od najlepszych :)

J.G.: Kierujesz się własnymi pomysłami, czy też można u Ciebie zamówić przedmiot, o danym kształcie i kolorze, motywie podanym przez klienta?

K.M.: Projektuję i szyję rzeczy sama, z materiałów, które sama wybieram. Jeśli ktoś jest zainteresowany danym produktem to bierze go w całości takim jaki jest. Oczywiście klienci mogą mieć swoje życzenia – np. o wybór innej aplikacji filcowej na plecaku lub torbie, inny zestaw kolorów – dostosowuję się z chęcią do tych życzeń. Im bardziej spersonalizowany wzór tym lepiej. Do tej pory nie stworzyłam jeszcze dwóch takich samych przedmiotów. Zawsze jednak przyjmuję zasadę, że nie uszyłabym czegoś, co według mnie wyglądałoby źle. Nie odszywam również cudzych projektów, nie powielam zastrzeżonych znaków firmowych, nie łamię praw autorskich. Z tymi zasadami musi liczyć się każdy składający u mnie indywidualne zamówienie.

fot.K.Mrowiec
J.G.: Planujesz otwarcie swojej firmy, chcesz zamienić swoją pasję w biznes czy może zajmować się tym wyłącznie hobbystycznie?

K.M.: Przede wszystkim chcę się tym zajmować z radością i pasją. Jestem u progu otwierania własnej działalności. Choć nie ukrywam, że mam przy tym sporo obaw. Biznes rządzi się twardymi zasadami. A ja wiem, że aby tworzyć najlepiej jak potrafię, nie mogę stracić radości z tego co robię. Dlatego wydaje mi się, że w tej branży ogromną sztuką jest wyważenie złotego środka pomiędzy pasją a biznesem. 

J.G.: Czy planujesz rozszerzenie oferty o inne artykuły, na przykład ubranka dla dzieci?

K.M.: Oferta będzie się ciągle rozszerzać o to, co akurat będzie mi w duszy grało. Jeśli jakiś projekt spodoba się i sprawdzi w najbliższym otoczeniu to zostanie rozpowszechniony szerzej. Dziecko to najsprawiedliwszy i najbardziej surowy sędzia. Powie szczerze i dobitnie co mu się podoba, a co nie. Czasami oznacza to radość na widok nowo uszytej rzeczy, a czasami sprowadzenie do parteru. Co do rozszerzania oferty nie zamykam się na żadne opcje – planuję też popracować nad produktami nie tylko dla maluchów, ale również dla kobiet.

J.G.: Czy możesz zdradzić, jakie formy, postacie lubisz wykonywać najbardziej?

K.M.: Oczywiście sowy – to one są głównymi bohaterami naszych opowieści. Sama nie wiem skąd to się wzięło, ale tak już zostało. Sowy to symbole mądrości, więc niech towarzyszą naszym pociechom w poznawaniu świata. Poza tym to tajemnicze, nocne ptaki – więc historie o nich nie mają końca. Od nich też wzięła się nazwa Ptaszynkowo. Oprócz ptaków można u nas spotkać też inne postacie. Koty, pieski, biedronki i całą masę nienazwanych.

J.G.: Jako osoba planująca własną firmę co byś doradziła kobietom, które również myślą o założeniu własnej działalności? Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować? Co jest twoją największą obawą?

K.M.: Nie czuję się osobą na tyle doświadczoną by móc radzić innym. Sama zaczynam swoją przygodę z własnym biznesem, blogowaniem, e-commerce i często sama radzę się osób, które są na tej drodze sporo przede mną. Gdybym jednak miała przekazać coś innym kobietom, które rozważają założenie własnej działalności, to wypunktowałabym to w kilku zdaniach:
  • Zawsze próbuj, nie bój się brać spraw we własne ręce, uwierz we własne możliwości.
  • Nie będzie łatwo, ale nie poddawaj się.
  • Dobrze przemyśl co masz, w czym jesteś dobra, co potrafisz i rób to.
  • Dobrze się do wszystkiego przygotuj. Poczytaj, stwórz plan. Jeśli czegoś nie wiesz – ucz się, ale nie działaj w ciemno.
  • Nie słuchaj ludzi, którzy mówią: „ale po co ci to” i „nie dasz sobie rady”.
  • Wyrzuć ze swojej głowy zdanie „Nie da się”.
  • Nie nastawiaj się na sukces i profity od razu, wszystko wymaga czasu.
  • Dbaj o swój ciągły rozwój. Nie ma nic gorszego niż zatrzymać się w miejscu.
  • Zamiast narzekać zastanów się jak zmienić to, na co narzekasz.
  • Miej w sobie pokorę – nie każdy jest najlepszy we wszystkim (przynajmniej nie od razu) i trzeba się pogodzić z tym, że coś może się nie udać. A jeśli coś się nie uda – patrz punkt pierwszy na mojej liście. 
Mam kilka obaw. Po pierwsze boję się, aby „ubiznesowienie” mojej pasji nie zabrało mi z niej radości. By pogoń za uciekającym czasem, którego wciąż brakuje, nie przysłoniła mi rzeczy ważnych, takich jak czas dla bliskich, czas na odpoczynek i czas na realizowanie siebie w dziedzinach życia innych niż tylko praca. Wierzę jednak, że dobra organizacja, zaangażowanie i dyscyplina pomogą mi uporządkować wszystko i zapanować nad tym.

fot.K.Mrowiec

J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności? 

K.M.: Moim zdaniem od początku trzeba wszystko co się robi traktować poważnie i profesjonalnie. Szanować każdego klienta, jego autonomię i prywatność. Być słownym. Dyscyplina i organizacja – to podstawowe sprawy, o których chyba nie trzeba wspominać. Myślę, że sukcesy osiągają ludzie myślący innowacyjnie i przyszłościowo oraz tacy, którzy nie boją się wyzwań i odważnych decyzji. 

J.G.: Jaki aspekt związany z tworzeniem tych pięknych przedmiotów przynosi ci najwięcej satysfakcji? 

K.M.: Cały proces tworzenia sprawia mi przyjemność, już od momentu oswajania pomysłu w mojej głowie. Kiedy pojawia się inspiracja i wena do działania, czuję niepohamowaną chęć tworzenia i nie mogę odpuścić dopóki nie skończę. Lubię też etap końcowy – kiedy wykańczam szczegóły – ponieważ to one najmocniej personalizują każdą rzecz. Komponowanie kolorów, pisanie wiersza, misterne pakowanie – wszystko dla jak najlepszego efektu końcowego. Wtedy też najwięcej myślę o odbiorcach moich prac – o dzieciach, dla których szyję. Zastanawiam się co wiem na ich temat i jak ubrać to w rymy, żeby sprawić komuś odrobinę radości.

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

K.M.: Praca, praca i jeszcze raz praca. Chcę dobrze dopracować organizację i logistykę swojego codziennego życia, żeby znaleźć czas na wszystko. Ważne miejsce planuję tu znaleźć dla rozwoju swojej pasji jaką jest szycie, ciągłe doskonalenie warsztatu i jakości, budowa własnej marki. Myślę nad inwestycją w lepszy sprzęt, który pozwoli mi działać z większym rozmachem i stawiać sobie poprzeczkę co raz to wyżej. Zaczynam też przygodę z blogowaniem – i w tym temacie też chcę się rozwijać. Moim marzeniem jest postawienie znaku równości pomiędzy pasją i pracą. 

J.G.: Co Cię motywuje do działania? 

K.M.: Jakaś wyższa siła, której nie potrafię nazwać. Coś, jakby wrodzona, instynktowna potrzeba własnego rozwoju. Ciągle muszę coś robić i uczyć się nowych rzeczy. Bez tego czuję się wybrakowana. Nie znoszę poczucia stagnacji. Muszę odkrywać nowe horyzonty – i choć brzmi to jakbym mówiła o Himalajach, to tak właśnie jest w zwykłym codziennym życiu. Studiowałam na Śląskim Uniwersytecie Medycznym, pracowałam jako logistyk, teraz odnajduję się w szyciu – i choć wszystkie te dziedziny nie mają ze sobą nic wspólnego to w każdej potrafiłam odnaleźć swoje miejsce. I zamierzam szukać kolejnych, które przyniosą zaspokojenie mojej życiowej ciekawości. Uważam, że nie ma celów niemożliwych do osiągnięcia – wszystko jest kwestią podejścia i zaangażowania. Silnie motywuje mnie do działania poczucie zbyt szybko płynącego czasu – jest tyle, rzeczy do zrobienia i marzeń do spełnienia, że nie można sobie pozwalać na zbyt łatwe trwonienie i marnowanie cennych chwil. Chcę cieszyć się życiem i mieć przekonanie, że „spędzam” je właściwie, dlatego uważam, że każdy powinien robić to co naprawdę lubi. I na końcu chciałabym jeszcze wspomnieć o moim mężu, Piotrze. Ponieważ motywuje mnie i wierzy we mnie, bardziej niż ja sama. Czasami, kiedy z braku siły mam już ochotę na wszystko machnąć ręką, on podaje mi swoją i sprawia, że wszystko staje się łatwiejsze. Dużo mi pomaga. Jestem mu za to wdzięczna.

J.G.: Zatem pozostaje mi życzyć tej nieustannej pasji oraz sukcesu i wielu wiernych klientów (i małych i dużych), którzy pokochają Twoje dzieła!

środa, 9 marca 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Marta Lenartowicz

Dziś moim gościem jest Marta Lenartowicz, związana z Atelier maraArt. 


Marta Lenartowicz o sobie… 

Jestem pozytywnie zakręconą indywidualistką, chodzącą swoimi drogami. 
Mam szerokie zainteresowania - lubię czytać książki i mangi, interesuję się kulturą i rzemiosłem średniowiecza, lubię eksperymentować w kuchni. Ale przede wszystkim lubię TWORZYĆ. 
Na swojej drodze spotkałam równie zakręconego faceta, z którym realizuję nasze wspólne pasje.



J.G.: Zajmujesz się tworzeniem pięknych rzeczy, rękodziełem, które cieszy oczy i pobudza wyobraźnię. Skąd wziął się pomysł na taki rodzaj aktywności?

M.L.: Mam zakodowaną „wewnętrzną potrzebę tworzenia”, ponieważ wyrażanie siebie przez sztukę towarzyszyło mi od zawsze. Jest dla mnie jednym z podstawowych instynktów i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Niezależnie od wybranej formy artystycznej, po prostu lubię „robić coś z niczego”.
Być może to kwestia wychowania - pochodzę z wielopokoleniowej rodziny, w której każdy miał jakieś kreatywne hobby. Być może chodzi o potrzebę wyrażenia mojego artystycznego ducha.

J.G.: Jak myślisz, co wyróżnia Twoje prace?

M.L.: Moje prace zawierają cząstkę mnie. Każda z prac jest dopieszczona do granic możliwości, dopracowuję je tak długo, aż uznam że osiągnęłam dokładnie to co sobie założyłam, niezależnie ile czasu i pracy będzie mnie to kosztować. Wszystkie prace wyrażają moje emocje i wrażenia, moje wizje i punkt widzenia, oddają moją estetykę i poczucie piękna – niezależnie od techniki w jakiej akurat tworzę. Czasem pokazują mój zachwyt nad ładnym kwiatem lub krajobrazem, czasami wyrażają moją przyjaźń do osoby, dla której akurat tworzę prezent. Wszystkie moje prace są wymyślone, zwizualizowane i stworzone przeze mnie. Nie używam cudzych wzorów, nie kopiuję czyichś prac, nie podążam ślepo za trendami i modą. Po prostu moje prace są moje.

Bieżnik
Źródło: Marta Lenartowicz

J.G.: Jakie prace tworzysz?

M.L.: Tworzę różne dzieła w różnych technikach: patchworkowe ozdoby i upominki; pikowane „obrazy” z tkaniny; obrazy (szkicowane ołówkiem i węglem, malowane suchymi pastelami lub kredkami); stroje historyczne (repliki strojów głównie z okresu późnego średniowiecza, to wynika z innych moich zainteresowań); filcową biżuterię (filcowaną na mokro i sucho); czasami ozdabiam „po swojemu” przedmioty codziennego użytku, doszywając do nich jakąś dekorację.
Wszystko zależy od tego co mi w duszy gra. Wspieram też męża, któremu tak spodobało się komponowanie patchworkowych wzorów z kawałków tkanin, dobieranie kolorów i ozdabianie kompozycji haftami, że nauczyłam go szyć i teraz on również zajmuje się tworzeniem. Z tym że mąż tworzy głównie za pomocą komputera i skomputeryzowanej maszyno-hafciarki, a ja wolę bardziej tradycyjne techniki.

Koszula- ręczny haft
źródło: Marta Lenartowicz

J.G.: Jak powstają wykonane przez Ciebie przedmioty? Skąd czerpiesz inspirację, wzory? Gdzie zaopatrujesz się w materiały?

M.L.: Pytasz, jak powstają wykonywane przeze mnie przedmioty. Najczęściej pod wpływem jakiejś inspiracji. Gdzieś coś zobaczę, usłyszę, skojarzy mi się to z jakąś ciekawą tkaniną jaką mam w zapasach. W tym momencie zaczyna mi się tworzyć w głowie wzór. Przeważnie od razu siadam do pracy, bo lubię taką wizję od razu przekuć w dzieło. Czasami mąż się denerwuje, że poświęcam na coś cały wolny czas przez kilka dni pod rząd.
Wszystkie wzory na moje prace tworzę sama – nie lubię kopiować cudzych prac, to nie moja bajka. Tą samą zasadę wyznaje mój mąż, który uwielbia projektować geometryczne wzory na poduszki – jest to dla niego relaks po godzinach spędzonych w pracy.
Jeśli chodzi o inspirację to inspiruje mnie bardzo dużo rzeczy – ale najwięcej natchnienia czerpię z natury.
Materiały kupuję zarówno w lokalnych sklepach jak i przez Internet. Wszystko uzależnione jest od tego, czego potrzebuję. Niestety, nasza pracownia znajduje się w salonie 2-pokojowego mieszkania i z uwagi na to, pojemność moich półek na tkaniny i materiały jest bardzo ograniczona.

J.G.: Pamiętasz swój pierwszy wykonany ręcznie przedmiot? Co to było?

M.L.: Szczerze powiedziawszy ciężko mi sobie przypomnieć co było pierwszą stworzoną przeze mnie rzeczą, ponieważ od zawsze miałam zapędy artystyczne. 
We wczesnym dzieciństwie dużo rysowałam i malowałam. W czasach podstawówki zaczęłam rozwijać również inne pasje: szydełkowanie razem z tatą, haft Richelieu z ciocią Alą, szycie ręczne z babcią, robienie na drutach i nauka rysunku z ciocią Elzą, tworzenie prostej biżuterii z koralików z mamą. Oprócz tego w szkole były zajęcia „techniki”, na których poznałam podstawy technik aplikacji i makramy. Przez wiele lat należałam również do kółka plastycznego, na którym poznawałam nowe techniki i szkoliłam umiejętności.
Z rzeczy, które tworzyłam od najmłodszych lat do dzisiaj zachowały się na pewno serwetki, które wtedy wyhaftowałam i obrazki-aplikacje, które zrobiłam.

źródło: Marta Lenartowicz
J.G.: Jesteś samoukiem? Kto uczył Cię szyć? A może kończyłaś jakieś kursy w tym zakresie?

M.L.: Jeśli chodzi o szycie ręczne, to wiele cennych informacji wyniosłam z domu. Jeśli chodzi o szycie na maszynie to jestem samoukiem. Swój pierwszy kontakt z maszyną miałam w wieku kilku lat, kiedy aktywnie „pomagałam” swojej mamie, podkładając palce i kawałki ścinków pod szyte przez nią ubranka dla mnie i rodzeństwa. Tak bardzo chciałam wtedy szyć, że któregoś razu zakradłam się do maszyny i ją ... przypadkiem zepsułam. Niestety mimo wielu prób naprawienia uszkodzenia, maszyna nie szyje... Trauma pozostała mi na długie lata.
Mając 16 lat postanowiłam spróbować ponownie. Chciałam uszyć sobie narzutę na łóżko z próbek tkanin tapicerskich (nie miałam dostępu do tkanin, ani pieniędzy na zakup materiału). Ponieważ maszyna Łucznik mojej mamy była ciągle niesprawna, poszłam do cioci Elzy, u której stała maszyna Singer - napędzana na nożny pedał stara maszyna do szycia ze stolikiem. Wtedy totalnie nie znałam się na ustawianiu maszyny, rodzajach igieł, nici, tkanin, technikach szycia i całej masie rzeczy z tym związanych. Po prostu chciałam sobie uszyć narzutę. O tym, że uszyłam wtedy swój pierwszy patchwork, dowiedziałam się ponad 15 lat później. :)
W 2004 roku byłam zafascynowana rycerstwem i, żeby brać udział w imprezach, musiałam posiadać odpowiedni strój. Na krawcową nie było mnie stać, więc musiałam uszyć sobie strój sama. Właśnie wtedy kupiłam sobie swoją pierwszą maszynę do szycia – była to Arka Radom model 653 (chyba). Jak uszyłam sobie giezło, to siostra też chciała takie mieć. Uszyłam i dla niej. Później było szycie sukienek dla koleżanek z Bractwa. Jednak do tego, żebym mogła powiedzieć, że umiem szyć było mi jeszcze bardzo daleko.
Dopiero w 2010 roku tak naprawdę zaczęłam się wgryzać w tematykę szycia. Zaczęłam uczyć się dbania o maszynę: regulowania jej i konserwacji, dobierania igieł do materiałów, zastosowania stopek i ściegów, itp.
W 2013 zaczęłam się fascynować patchworkiem i pikowaniem (quilting) – to była miłość od pierwszego wejrzenia. Od tej pory cały czas się uczę i rozwijam, analizuję błędy i wyciągam wnioski. Bazuję na anglojęzycznych materiałach, ponieważ w Polsce praktycznie nie ma ta ten temat informacji. Kursów żadnych nie kończyłam – w moim mieście ich po prostu nie było, a na wyjazdy na drugi koniec Polski na jednodniowe szkolenie trwające 4-6 godzin nie miałam czasu.

J.G.: Na swoim blogu piszesz o ukochanej maszynie firmy Singer. Znasz jej historię? Skąd wzięła się u Ciebie?

M.L.: Jest to dokładnie ta sama maszyna na której szyłam swoją pierwszą narzutę na łóżko mając 16 lat. Wtedy było to dla mnie tylko narzędzie, do którego nie przywiązywałam większej wagi. Ot, stara maszyna – lepsze to niż zszywanie ręczne całej masy kawałków.
Jednak dzisiaj patrzę na nią inaczej – jest to najlepsza maszyna na jakiej szyłam. Kiedy metodą prób i błędów nauczyłam się, jak powinnam ją regulować, czyścić i konserwować, stała się dla mnie niezastąpiona.
Jeśli chodzi o historię tej maszyny, to niestety nie znam wszystkich szczegółów, ale postaram się ją choć trochę przybliżyć. Maszyna ma ponad 100 lat – tak wynika z numeru seryjnego. Ta maszyna trafiła do mojego rodzinnego domu w latach 90-tych. Ciocia dostała ją od swojej koleżanki, która z kolei dostała ją w spadku po śmierci swojej matki. Pamiętam, jak wielokrotnie odwiedzałam tą pogodną staruszkę w malutkim mieszkaniu na poddaszu. Zawsze była uśmiechnięta, kiedy przychodziłam z wizytą. Zawsze miała przygotowane domowe ciasteczka, którymi chętnie częstowała swoich gości. To u niej pierwszy raz widziałam tą piękną maszynę – pamiętam, że często z niej korzystała i bardzo o nią dbała. Sądzę, że dzięki temu maszyna jest w tak dobrym stanie technicznym, mimo swoich ponad 100 lat. Niestety nie wiem, jak maszyna znalazła się w jej posiadaniu.
W każdym bądź razie maszyna trafiła do mojej cioci, ponieważ koleżanka miała już swoją maszynę - dużo nowszą i chowaną do walizki, co w małym mieszkaniu było dużą zaletą. Po prostu brakowało jej miejsca na przechowywanie tej zabytkowej i postanowiła ją sprezentować koleżance. 
W moje ręce Singerka trafiła w 2010 roku, ponieważ w tym czasie moja Arka Radom już regularnie odmawiała posłuszeństwa. Początkowo została mi tylko wypożyczona przez ciocię Elzę, która nie korzystała z niej od lat. Kiedy po ponad roku czasu i regularnego szycia została mi sprezentowana, byłam bardzo szczęśliwa – lepszego prezentu urodzinowego nie mogłam sobie wymarzyć. Od tego czasu maszyna jest pod moją opieką i jest to jedna z cenniejszych rzeczy, które posiadam. Liczę, że posłuży mi jeszcze wiele lat. :)

J.G.: Co Cię motywuje do działania? 

M.L.: Największą motywacją jest dla mnie mój mąż – jest dla mnie wsparciem i inspiracją. Zawsze mogę na nim polegać, pomaga mi konsekwentnie dążyć do celu i krytycznym okiem ocenia moje prace. Jednocześnie, przez to że sam tworzy, dostarcza mi weny do dalszej pracy.

J.G.: Jaki aspekt związany z tworzeniem tych pięknych przedmiotów przynosi ci najwięcej satysfakcji? 

M.L.: Dla mnie cały proces tworzenia jest fascynujący. Zaczynając od pracy nad autorskim projektem, poprzez dobór odpowiednich tkanin i materiałów, szycie, pikowanie, wykończenie całości – te wszystkie czynności dają mi radość.
Jednak największą satysfakcję mam w momencie, kiedy pokazuję bliskim ukończoną pracę – ich zachwyt, docenienie precyzji wykonania, uznanie dla kilku dni pracy włożonych w stworzenie i wykonanie autorskiego projektu – to jest to co dodaje skrzydeł i sprawia, że chce się szyć. :) 

J.G.: Planujesz otwarcie swojej firmy, chcesz zamienić swoją pasję w biznes czy może zajmować się tym wyłącznie hobbystycznie?

M.L.: Na razie jest to moje hobby. Ale zdradzę Ci, że moim marzeniem jest własna firma - bardzo chciałabym swoje życie zawodowe związać z projektowaniem i tworzeniem unikalnych prac. Niestety jestem realistką i wiem, że bez skutecznego marketingu w dzisiejszych czasach można robić cuda i nie zarobić na opłacenie ZUS-u.Ogromnie cieszyłoby mnie, gdyby Polacy doceniali ilość pracy wkładaną w stworzenie czegoś ręcznie. 
Z kolei mąż prowadzi swoją firmę i w ramach firmy sprzedaje swoje prace – głównie są to ozdobne artykuły do dekoracji wnętrz. 
(od redaktora - pracę można obejrzeć TU).

J.G.: Kierujesz się własnymi pomysłami, czy też można u Ciebie zamówić przedmiot, o danym kształcie i kolorze, motywie podanym przez klienta?

M.L.: Tworząc swoje prace podążam za intuicją – wybieram kolory i struktury tkanin z których powstanie projekt. Lubię używać różnych technik, których połączenie nie zawsze jest oczywiste. Pasjonuje mnie tworzenie abstrakcyjnych wzorów, które pobudzają wyobraźnię odbiorcy, ponieważ każdy widzi w nich coś innego i może je indywidualnie interpretować. Jest to specyficzny dialog twórcy z odbiorcą, który odbywa się za pośrednictwem dzieła. :)
Produkty zaprojektowane przez klienta to specjalność mojego męża. W swojej firmie świadczy usługi wykonania przedmiotów wg gotowego projektu przesłanego przez klienta lub wg jego zaleceń – w takiej sytuacji mąż tworzy indywidualny projekt, który po akceptacji jest wykonywany w naszej pracowni. Dzięki hafciarce komputerowej możliwa jest dodatkowa personalizacja zamówienia np. haft imienia, daty lub wzoru. Tak naprawdę ogranicza nas tylko budżet przeznaczony na projekt.

J.G.: Czy planujecie rozszerzenie oferty o inne artykuły? A może o kursy stacjonarne dla osób, które chciałyby upiększać swoje otoczenie?

M.L.: Oczywiście cały czas tworzymy nowe projekty. Ja mam specjalny zeszyt w którym robię wstępne szkice wzorów. Czasami mam gotową wizję finalnego produktu, czasami rysuję tylko motyw lub fragment wzoru, który dopiero później dopracowuję. Z kolei mąż woli swoje projekty tworzyć na komputerze i tam od razu wstępnie dobiera kolorystykę wzoru i projektuje hafty, które pięknie uzupełniają kompozycję. W ofercie sklepu męża regularnie pojawiają się nowe produkty i nowe wzory – warto zaglądać i sprawdzać co nowego.
Nad prowadzeniem kursów zastanawialiśmy się kiedyś, ale żeby nauczyć kogoś szyć, trzeba go posadzić przed maszyną i pokazać „co i jak”. Może kiedyś w przyszłości się tym zajmiemy, ale na razie nie mamy takich planów.

J.G.: Szczególnie zauroczyły mnie Wasze poszewki na poduszki i walentynkowe serduszka. Ale możesz zdradzić, jakie przedmioty wykonane własnoręcznie, lubisz najbardziej?

M.L.: Cieszę się, że podobają Ci się nasze wytwory. :) Jeśli chodzi o produkty męża dostępne na Etsy, to najbardziej podobają mi się te cztery wzory patchworkowych poszewek:
źródło: https://www.etsy.com/listing/230550305/roses-pillow-3d-effect-patchwork-pillow
źródło: https://www.etsy.com/listing/230556518/modern-pillow-patchwork-embroidery
źródło: https://www.etsy.com/listing/248164126/throw-pillow-gift-for-woman-boho-chic
źródło: https://www.etsy.com/listing/230550181/pillowcase-brown-15x15in-3d-effect

Jeśli chodzi o moje dzieła, to jednym z moich ulubionych jest wełniany płaszcz i lniana koszula do mojego stroju średniowiecznego. Nad każdym z tych elementów pracowałam ponad 40 godzin. Wszystkie szwy i hafty motywu roślinnego zdobiące stroje wykonałam w 100% ręcznie. Uwielbiam również serię kwiatów rysowanych suchymi pastelami i filcowany naszyjnik z pomarańczowym kwiatem wyszywany drobnymi koralikami, który zakładam na specjalne okazje.

J.G.: A jakie przedmioty najczęściej kupują klienci?

M.L.: Z tego co obserwuję w działalności męża, największym powodzeniem cieszą się dekoracyjne bombki i zawieszki wykonane z tkanin (np. walentynkowe serduszka, o których wspominałaś wcześniej) oraz ekskluzywne haftowane kosmetyczki, które kupowane są na prezent.

Źródło: Marta Lenartowicz
J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

M.L.: Startujemy w poduszkowym konkursie Nancy Zieman i chcemy go wygrać.A tak bardziej serio - moje plany na najbliższą przyszłość? Żyć, cieszyć się zdrowiem i tworzyć z pasją.
Marzę też o wspaniałej pracowni, w której będę mogła realizować swoje projekty nie martwiąc się, że za godzinę przychodzą goście i trzeba zwijać pracę ze stołu w salonie.

J.G.: Tego wszystkiego Wam zatem życzę!