Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lutego 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Izabela Stasiak

Dziś moim gościem jest Izabela Stasiak ze Sweet Atelier

Izabela Stasiak o sobie…
Jestem zwyczajną dziewczyną, mamą dwójki już całkiem „dużych” dzieci, żoną tego samego chłopaka od lat 20-stu. Niepoprawną marzycielką ceniącą piękno i estetykę.
Kocham konie, góry i książki. Moją pasją jest tworzenie pierników i ciastek ręcznie dekorowanych. Lubię poznawać nowych ludzi, słuchać ich historii.
Jestem pozytywnie nastawionym do świata zwariowanym człowiekiem.




J.G.: Oferujesz słodkie, piękne zdobione wypieki, których czasami żal konsumować – już sam widok syci oczy. Skąd wziął się pomysł na taki rodzaj działalności? 

I.S.: Pomysł wziął się z miłości do piękna. Lubię rysować, tworzyć; już jako mała dziewczynka większość wolnego czasu spędzałam na malowaniu. Niestety nie było mi dane kształcić się w szkole plastycznej mimo, że o tym marzyłam. Uczyłam się w zupełnie innym kierunku- ekonomia, której nie znoszę do dziś. Na długie lata porzuciłam swoje zainteresowanie malarstwem; dzieci, dom, praca. Kilka lat temu zetknęłam się z czasopismami cukierniczymi i od tego się zaczęło. Małymi kroczkami, metodą prób i błędów, pierwszymi nieporadnymi piernikami aż do dziś. W sumie to mężowi zawdzięczam to gdzie jestem- mąż niesamowicie we mnie wierzył i wierzy, to On zamawiał wszystkie akcesoria niezbędne do dekoracji ciastek. I to właśnie mąż namówił mnie do założenia działalności.

J.G.: Jak myślisz, co Cię wyróżnia na rynku?

I.S.: W sumie nie wiem nawet czy coś mnie na rynku wyróżnia. Na pewno moje pierniki są zupełnie inne od tych, które czasem podglądam u "konkurencji". Mam swoje małe grono fanów i to mnie cieszy.

J.G.: Jak kształtuje się cenowo Twoja oferta?

I.S.: Różnie, w tej chwili dużym powodzeniem są zestawy na każdą okazję w cenie 25zł - elegancko zapakowane w pudełko z okienkiem i przewiązane wstążką. Są też zamówienia indywidualne np. dla firm gdzie ciastkowa wizytówka jest w cenie 4zł. Staram się nie windować cen, mimo że pracy jest naprawdę dużo przy każdym ciastku. Ale zależy mi, aby każdy mógł sobie pozwolić na coś niepowtarzalnego, tworzonego z pasją i miłością a nie szablonowo, taśmowo.

fot. I.Stasiak
J.G.: Ile czasu zajmuje Ci dekoracja jednego pierniczka? Skąd czerpiesz inspiracje?

I.S.: Tu też jest różnie, od kilku minut do nawet 20-stu. Inspiracje tak naprawdę przychodzą nagle, kiedy ciastko leży przede mną. Nie planuję, nie przygotowuję wzorów na kartce. Jest ciastko „gołe” i momentalnie wiem jak ono będzie wyglądać.

J.G.: Czy Twoje wykształcenie jest związane z cukiernictwem? Czy uczestniczysz w jakichś kursach zdobienia, pieczenia czy może jesteś samoukiem? 

I.S.: Jestem totalnym samoukiem. Z wykształcenia jestem ekonomistką, nie uczestniczyłam w kursach, szkoleniach z prostej przyczyny- nie stać mnie na taki luksus:)

fot.I.Stasiak
J.G.: Jakie były początki Twojej działalności? Co było wówczas dla Ciebie największym wyzwaniem? 

I.S.: Wszystko było wyzwaniem, począwszy od ciasta na pierniki, ustawienia piekarnika po przygotowanie odpowiedniego lukru, z którym dobrze byłoby pracować. Dla mnie to były zupełnie nowe rzeczy.

J.G.: Na jakie trudności związane z prowadzeniem działalności napotkałaś? 

I.S.: Na początku na pewno miałam problem z dotarciem do klienta.

J.G.: Jak na informację o chęci stworzenia czegoś własnego zareagowały osoby z Twojego otoczenia? Czy miałaś ich wsparcie? A może odradzali własny biznes? 

I.S.: Przyjaciele, rodzina i przede wszystkim mąż mieli chyba więcej wiary we mnie niż ja sama. Cały czas wydawało mi się, że moje pierniki są takie niedoskonałe.

J.G.: Co Cię motywuje do działania? 

I.S.: Chęć stworzenia czegoś nowego. Wiem, że każde ciastko, to nowy pomysł.

J.G.: Twoje SweetBox-y to doskonały prezent dla każdego miłośnika słodkości, ale i estety. Czy planujesz rozszerzenie oferty o inne produkty, na przykład torty? A może szkolenia ze zdobienia pierników? 

I.S.: Torty również wykonuję, ale obecnie tylko dla najbliższych. Marzę o takiej prawdziwej słodkiej pracowni gdzie powstawałoby naprawdę dużo przeróżnych słodyczy.

J.G.: Co mogłabyś doradzić kobietom, które myślą o założeniu własnej działalności? Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować? 

I.S.: Przede wszystkim muszą uwierzyć w siebie. Muszą wykorzystać talent, zainteresowania bo naprawdę warto. Dobrze jest podglądać konkurencję, zapoznawać się z danym tematem, zdobywać jak najwięcej wiedzy. I mówić głośno o swoich marzeniach, planach.

fot.I.Stasiak

J.G.: Czy, mając na uwadze swoje obecne doświadczenie, ponownie podjęłabyś decyzję o prowadzeniu swojej firmy? 

I.S.: Tak. Z pewnością zrobiłabym to dużo wcześniej.

J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności? 

I.S.: Na pewno determinacja i wiara w to, że to co robię, jest dobre.

J.G.: Jaki aspekt prowadzenia działalności przynosi ci najwięcej satysfakcji? 

I.S.: Dekorowanie pierników, ciastek. Gorzej radzę sobie z reklamą:)

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość? 

I.S.: Chciałbym aby Sweet Atelier stało się znaną firmą.

J.G.: Czy możesz zdradzić nam przepis na Twoje ulubione ciasteczka? 

I.S.: Najprostsze ciasteczka maślane- 300g mąki, 200 g masła, 100 g cukru pudru, 2 żółtka i szczypta soli:)

J.G.: Bardzo dziękuję za poświęcony czas. Życzę zatem wiele satysfakcji i spełnienia marzeń, również o tej "słodkiej" pracowni.

sobota, 27 lutego 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Dagmara Cholewa-Lewandowska

Dziś moim gościem jest Dagmara Cholewa-Lewandowska z Daget-Art...


Dagmara Cholewa-Lewandowska o sobie …

Całą siebie mogę chyba zawrzeć w tym krótkim opisie: „Szczyptą wiary osłodziłam życie, cukrem pudrem posypałam marzenia. Słodko... a kawę i herbatę... piję gorzką!".
Gdzieś tam w środku mnie ukrywa się romantyczna dusza, choć do życia podchodzę mocno stąpając po ziemi. Jestem żoną i matką, mam swoje wzloty i upadki, codzienne problemy, czasami osobiste tragedie ale cały czas widzę jednak życie w kolorowych barwach. Może właśnie dlatego uwielbiam tworzyć to, co mi i innym w duszy gra. Po prostu nadaję kształt temu, co ukryte w sercach.


J.G.: W Daget-Art zajmujesz się tworzeniem zaproszeń, broszek, dzierganych kołnierzyków i wielu innych pięknych rzeczy. Skąd wziął się pomysł na taki rodzaj działalności? 

Daget-Art: Ach, to było we mnie chyba od zawsze, wyssałam to z mlekiem matki. Jeden z moich dziadków był szewcem, drugi wykonywał cuda ze wszystkiego co wpadło mu w ręce, babcię od strony mamy od zawsze pamiętam z drutami w ręce, moja mama kiedyś wyszywała piękne obrusy haftem richelieu a tato złota rączka tworzył zarówno meble, jak i dziane swetry. We mnie jednak dopiero w liceum obudziła się „dusza artysty” i rękodzielnika, zrobiłam swój pierwszy sweter, potem kolejny, namalowałam na ścianie w salce przykościelnej cudny zachód słońca farbami plakatowymi, zaczęłam tworzyć plakaty dla Duszpasterstwa Akademickiego a kartki świąteczne robiłam każdego roku. Jednak, dopiero kiedy na własny ślub sami zrobiliśmy zaproszenia, dekoracje i księgę gości, to wsiąkłam w to po uszy.

J.G.: Jak myślisz, co Cię wyróżnia na rynku?

D.A.: Co mnie wyróżnia? Dobre pytanie. Sądzę, że najczęściej są to moje własne rysunki. Jeśli rzecz (zazwyczaj kartka) jest skierowana do konkretnej osoby, to nie ma możliwości stworzyć identycznej dla kogoś innego, bo nie będzie pasować. Ilu jest np. mężczyzn idących na emeryturę, będących strażakami, grających na gitarze elektrycznej, jeżdżących na czarnym motorze, uwielbiających rower i wyprawy pod namiot a do tego będących sensei i mających trzy belki na czarnym pasie?

J.G.: Jakie artykuły, oprócz wyżej wymienionych, masz w swojej ofercie?

D.A.:Moja oferta jest duża, a tego czego nie mam - jestem w stanie zrobić, wystarczy do mnie napisać. Fascynują mnie wyzwania i nie zamykam się na nowe. Uwielbiam papier i jego wariacje, kocham włóczkę i tkaniny dlatego stworzyłam już wiele rzeczy m.in. albumy na zdjęcia, pamiętniki, kartki okazjonalne na wszelkie okazje (bo każda okazja jest dobra by podarować komuś kartkę) i w różnej formie, szyte okładki na Książeczki Zdrowia Dziecka, dekoracyjne skrzynie na pamiątki, włóczkowe i szyte komin oraz czapki, wełniane mitenki albo ocieplacze na nogi, kolorowe tasiemki do smoczków dla niemowląt, słodkie bukiety z pralinek i wiele innych

fot. Dagmara Cholewa-Lewandowska 

J.G.: Jak powstają wykonane przez Ciebie przedmioty? Skąd czerpiesz inspirację, wzory? Gdzie zaopatrujesz się w materiały?

D.A.:Jak powstają? Różnie - czasami godzinami obmyślam jak coś ma wyglądać a czasami mam zlecenie na wczoraj i wtedy modlę się żeby czas się rozciągnął. Najłatwiej jest mi tworzyć, kiedy mam wolną rękę i przyzwolenie „cokolwiek zrobisz będzie super, bo już Cię znam”. Gorzej, kiedy ktoś ma wizję, dostaję dużo danych i muszę je wszystkie zawrzeć w jednej pracy. Wzory i inspiracje czerpię z otoczenia, czasami jest to kształt z dziecięcej bluzy, kolory z wystawy sklepowej, widzę jakiś detal i już wiem, gdzie go umieszczę. To jest jak grom z jasnego nieba, strzela we mnie i już. Czasami przed zaśnięciem wymyślam tekst na kartkę albo przychodzi mi jakiś pomysł i wstaję, aby go zapisać, by mi nie umknął. 

J.G.: Pamiętasz swój pierwszy wykonany ręcznie przedmiot? Co to było?

D.A.:Tak pamiętam … ale nie ma się czym szczycić. To był szalik, babcia mnie uczyła jak posługiwać się szydełkiem. Wyszedł mi koszmarnie krzywo. Pogubiłam oczka na końcach i wyszły po bokach tragiczne schodki, w dodatku był niesamowicie twardy. Rzuciłam wtedy szydełko w kąt na długo. 

J.G.: Jesteś samoukiem? A może ukończyłaś jakieś kursy w tym zakresie?

D.A.:Jedyne kursy jakie miałam to babcine, w sprawie drutów i szydełka. Do tej pory, kiedy mam problem z jakimś schematem, to zwracam się do niej. Haftowania uczyła mnie mama, ale tylko podstawowych ściegów. A cała reszta to moja własna twórcza zawziętość, kursy umieszczone w sieci i czasami warsztaty scrapbookingowe organizowane na tzw. Zlotach. Lecz przede wszystkim eksperymentuje ciągle, z nie tylko z nowymi tworami, ale także przeróżnymi materiałami. 

J.G.: Na swoim blogu piszesz, że marzyłaś o ASP, a ukończyłaś informatykę ekonomiczną. Teraz odżyły w Tobie dawne tęsknoty, czy nigdy nie przestałaś, nawet w trakcie tak ciężkich studiów, otaczać się pięknem i tworzyć?

D.A.:Fakt marzyłam, ale nikt mnie nie pokierował, albo za mało byłam pewna siebie i moich możliwości. Prawda jest taka, że skończyłam takie studia a nie inne, bo po dwóch latach nie otworzyli nam specjalizacji, papiery składałam na grafikę komputerową, ale kierunek się ostatecznie nie otworzył. Jednak studiując informatyczne analizy ekonomiczne w międzyczasie rysowałam i wciąż się uzewnętrzniałam twórczo. Jednak studia (choć nigdy nie pracowałam w wyuczonym zawodzie) są mi teraz przydatne. Matematykę mam w małym palcu dzięki czemu sama tworzę kształty, wyliczam, obliczam, wrysowywuje figury w koła, obliczam powierzchnie figur i szacuje materiał. 

J.G.: Kierujesz się własnymi pomysłami, czy wykonujesz też przedmioty na indywidualne zamówienie klienta?

D.A.:Zaczynając działalność postawiłam na indywidualne projekty. Nie znoszę masówki, w sieciówkach bardzo rzadko sama się ubieram, chyba że coś skradnie mi serce. Ale i tak później dodaje coś od siebie. Od zawsze stawiałam na indywidualność i wyróżnianie się z pośród tłumu. Lubię mieć coś, czego nikt inny nie ma i takie są moje realizacje. Najczęściej tylko w jednym egzemplarzu. Wiadomo, czasami powstaje coś w większej skali np. zaproszenia. Ale nie oszukujmy się, ludzie lubią mieć coś wykonanego specjalnie dla nich, nawet jakby to była tylko zmiana tasiemki, kwiatka czy koloru wyjściowego tworu. 

J.G.: Czy planujesz rozszerzenie oferty o inne artykuły, na przykład ubranka dla dzieci? A może kursy rękodzieła?

D.A.:Tak, marzą mi się warsztaty i super pracownia z większymi możliwościami niż teraz. A wtedy, któż to wie w która stronę mnie poniesie. 
fot. Dagmara Cholewa-Lewandowska 
J.G.: Czy możesz zdradzić, jakie przedmioty lubisz wykonywać najbardziej?

D.A.:Uwielbiam tworzyć kartki, za każdą z nich stoi konkretny człowiek, z konkretną historią. Ma oczy, włosy (albo i nie), posturę swoje hobby, plany i marzenia obchodzi konkretną okazję i dzięki temu mogę choć w niewielkim stopniu pokolorować jego życie. Znając podstawy algorytmów (ze studiów) zawsze staram się mieć jak najwięcej danych wejściowych do powstania danego tworu. 

J.G.: Jako osoba prowadząca własną pracownię co byś doradziła kobietom, które również myślą o założeniu własnej działalności? Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować? Co jest twoją największą obawą?

D.A.:Powiem jedno - jak nie spróbujesz to, się nie dowiesz. Nie wszyscy się nadają aby być własnym szefem, ale też może się okazać, że sprawdzą się w tej roli doskonale. A jak się nie uda? Cóż... świat się na tym nie kończy. To nie jest tragedia, życie samo pisze scenariusze i ja tego się trzymam. Marzyłam, spróbowałam, zobaczymy co los przyniesie. Nachodzi mnie czasami taka myśl „czy to ma sens?”, „może znajdę etat?”, ale wtedy dostaję mail albo wiadomość od klienta, że „ to jest cudne”, „wiedziałam, że tylko Ty dasz radę” … Wtedy robię sobie kolejną kawę i tworzę dalej. 
fot. Dagmara Cholewa-Lewandowska 
J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności? 

D.A.:Na pewno cierpliwość, dobra organizacja i umiejętność wydłużania doby :) 

J.G.: Czy, jako mama, możesz zdradzić w jaki sposób godzisz obowiązki domowe z tak czasochłonnym zajęciem, jak rękodzieło?

D.A.:Trzeba mieć duże pokłady cierpliwości :). Problemem nie są obowiązki domowe, chociaż obiad się sam nie zrobi, sprzątaczki nie mam, a dziecko z przedszkola trzeba odebrać. Problemem czasami jest najmłodszy pomocnik, który zawsze znajdzie chęć i możliwość, żeby pomóc i „udoskonalić” projekt. Sądzę, że w przypadku starszych dzieci takiego problemu nie ma, niestety moja 4-latka jest bardzo kreatywną istotą, która uwielbia ze mną tworzyć. 

J.G.: Jaki aspekt związany z tworzeniem tych pięknych przedmiotów przynosi ci najwięcej satysfakcji? 

D.A.:Często zaczynam coś robić z czystej ciekawości czy dam radę albo jaki będzie efekt końcowy. I wówczas pojawia się ten stan ducha, kiedy kończę i mogę stwierdzić REWELACJA. Tak lubię to!

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

D.A.:Niecierpliwie czekam na swoją pracownię, która się buduje razem z naszym domem. W międzyczasie planuję wejść ze swoimi pracami do kilku galerii internetowych. 
fot. Dagmara Cholewa-Lewandowska 
J.G.: Co Cię motywuje do działania? 

D.A.:Nie cierpię nudy, kiedy siadam na kanapie i nic nie robię mam wrażenie, że o czymś zapomniałam i powinnam jednak wstać. 

J.G.: Zatem spełnienia marzeń o domu i większej pracowni, nieustannej motywacji i inspiracji życzę!