piątek, 31 sierpnia 2012

Robert B.Dilts „Myśl jak Albert Einstein”


Nie ma chyba osoby, która nie wie, kim był Albert Einstein, geniusz, któremu udało się połączyć naukę z duchowością i kwestiami społecznymi. Znany przede wszystkim ze swej teorii względności, jest autorem nowatorskiego paradygmatu myślenia, który wywarł wypływ na nasze postrzeganie codzienności. W jaki jednak sposób Einstein dokonał tak wielu rewolucyjnych spostrzeżeń, które podważyły dotychczasowy sposób myślenia o świecie? Czy jego genialny umysł był uwarunkowany genetycznie? A może Einstein zdołał odkryć sposób na rozszerzenie pola swojej percepcji, logicznego myślenia i kojarzenia faktów?
Sekret Einsteina, człowieka, który twierdził, że „(…) kwintesencją bycia człowiekiem takim  jak ja, jest to, co się myśli i jak się myśli, nie zaś to, co się robi i co się przeżywa”, odkrywa przed nami Robert B.Dilts, trener neurolingwistycznego programowania (NLP). Jego książka z serii „Strategie geniuszy” stanowi analizę procesów myślenia  oraz „strategii geniuszu”, które kryją się za osiągnięciami Einsteina. „Myśl jak Albert Einstein” to fascynująca podróż przez umysł naukowca , przy wykorzystaniu technik modelowania, typowych dla NLP.
Celem autora jest nie tylko ograniczenie się do kwestii naukowych , ale i spojrzenie na postać oraz działania Einsteina z szerszej perspektywy, przedkładając jego procesy myślowe na „etapy”, które możemy wykorzystać w codziennym życiu. Nie jest to zatem biografia geniusza, choć Dilts przytacza wydarzenia czy okresy w życiu Einsteina, ale raczej poradnik, jak rozbudzić w sobie potencjał godny samego mistrza i jak sposób jego rozumowania wykorzystać w codziennym życiu.
Poznajemy bliżej Einsteina, wizjonera, który wierzył, że wszystkie zjawiska we wszechświecie  są ze sobą połączone i tworzą jednolity układ. Świat naukowych dowodów nie przeszkadzał mu pozostać osobą duchową, a jego postrzeganie Boga i religijne odczucia, które przybierały „formę duchowego zdziwienia harmonią praw natury”, znalazły swoje odzwierciedlenie nie tylko w teorii względności, ale przejawiały się też w całym życiu fizyka. Według niego  źródło motywacji do rozwoju  daje duchowe  poczucie misji  i celu, zaś rozwój wraz z odpowiadającymi mu narzędziami, powinien być wykorzystywany do tego, by głębsze cele i misje inspirujące wspomniany rozwój były zaspokajane. Geniusz podkreślał też konieczność stałego sprzężenia zwrotnego z doświadczeniem, bowiem właśnie spójna organizacja zachowań i doświadczeń zmysłowych, stanowi cel etyki i nauki.
Autor, przybliżając nam podejście Einsteina do myślenia i używania podstawowych procesów myślowych, omawia także psychologiczne implikacje teorii względności i przedstawia przykład tego, jak strategię z której korzystał można zastosować do rozwiązywania konfliktów psychologicznych czy w celu wsparcia innych ludzi w próbach rozwiązania konfliktów związanych z przekonaniami lub tożsamością. Ponadto Dilts odkrywa przed nami podstawowe zasady, które pomogły fizykowi stać się wybitną osobą zgodnie z tym, co twierdził, że: „celem edukacji jest (…) kompletny, zrównoważony rozwój jednostki”.
Książce „Myśl jak Albert Einstein” daleko jest do poradnika akademickiego, to raczej żywa forma, która wyzwala w nas kreacje osobowości i pokazuje, jak można realizować swoje cele. Skorzystać ze wzorców myślowych geniusza mogą nie tylko studenci psychologii, socjologii czy pedagogiki oraz specjaliści NLP, ale wszyscy, którzy chcą poprawić jakość swojego życia. Autor, posługując się licznymi przykładami, cytatami, anegdotami czy wyjątkami z prac Einsteina nie tylko przedstawia jego wielkość, ale przekonuje, że strategie geniusza mogą zostać wykorzystane do wzbogacenia naszej kreatywności oraz zdolności rozwiązywania problemów. Zatem, zacznij już dziś … myśleć jak geniusz!
 
 
Recenzja została także umieszczona na stronach wortalu literackiego Granice.pl

niedziela, 26 sierpnia 2012

Hermann Scherer "Dzieci szczęścia"

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego jedni całe życie zmagają się z problemami, zaś inni pławią się w luksusie? Dlaczego jednym „wiatr w oczy wieje”, zaś inni, napędzani nim, potrafią sięgać po więcej i więcej? Czyżby była to kwestia szczęścia? A może indywidualnych predyspozycji? A może, o czym rzadko myślimy odsuwając od siebie odpowiedzialność, to sprawa konsekwencji, ciężkiej pracy (w tym pracy nad sobą) i wizji? Czy to właśnie charakteryzuje dzieci szczęścia?
O tym, ze nikt nie rodzi się predestynowanym do sukcesu, zaś bardzo często naszym największym wrogiem jesteśmy my sami, pisze Hermann Scherer, jeden z czołowych prelegentów, ekspert biznesu w dziedzinie motywacji i rozwoju zawodowego. Jego bestsellerowa książka „Dzieci szczęścia” udziela nam odpowiedzi na pytanie „Dlaczego jedni całe życie szukają swojej szansy, a inni codziennie swoje szanse wykorzystuje?” i, jeśli ktoś chce odkryć powód, dla którego wciąż jest na ostatnim miejscu w peletonie szczęścia, to nie mógł trafić lepiej. Poradnik opublikowany przez Wydawnictwo Gall to kolejna już pozycja z serii IQ Rozwijaj inteligencję finansową, w której autorowi wystarczyło zaledwie dwieście pięćdziesiąt stron, aby otworzyć nam oczy na to, co dotychczas umykało – na sabotowanie każdego kroku, za co odpowiedzialni jesteśmy wyłącznie my, a nie – jak dotąd sądziliśmy – czynniki zewnętrzne.
Scherer dowodzi, że szanse są tak powszechne, jak samo życie, „są tak pospolite, jak torebka ekspresowej herbaty”. Tyle tylko, że każda szansa jest związana ze sposobem postrzegania codziennego dnia i dlatego większość z nas uważa je za bardzo rzadkie. Zazwyczaj oczekujemy bowiem, że szansa zostanie nam podana na srebrnej tacy, że przyjdzie do nas z transparentem „jestem szansą, wykorzystaj mnie”. Tymczasem te prawdziwe okazje kryją się wśród lęków i niepowodzeń czyli tam, gdzie ze strachu czy braku chęci rzadko zaglądamy, unikając raczej analizowania porażek. Rozglądamy się wiec dookoła oczekując lepszej przyszłości, czegoś naprawdę wielkiego, gdy tymczasem kluczem do sukcesu jest oddanie się temu, co znajduje się przed nami tu i teraz.
Jak jednak możemy uchwycić swoje szanse, kiedy wciąż mamy ręce pełne starych rzeczy, przyzwyczajeń, utartych sposobów postępowania i wyobrażeń. Trzymamy się tego wszystkiego kurczowo nie rozumiejąc, że aby stać się  wolnym, musimy zrezygnować z dotychczasowego poczucia bezpieczeństwa. Otaczając się murem, zamknęliśmy się w więzieniu i pozbawiliśmy wszelkich szans na wolność i możliwość lepszych zarobków. „A w dodatku kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy – po to, aby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubimy”, oczywiście wszystko to w imię złudnego poczucia bezpieczeństwa. W konsekwencji uparcie tkwimy przy nierealnych zamiarach, mówimy o tym, czego nie zrobiliśmy, marzymy o tym, co się nie spełni i to na dodatek nie spełni się wyłącznie z naszej winy. Ta osobliwa skłonność do krzywdzenia siebie to wynik kontynuacji i utrwalania dyskomfortu, stanu niezadowolenia po to, aby – paradoksalnie – móc poczuć się bezpiecznym. Dzieci szczęścia tak nie postępują. Dzieci szczęścia, niczym Agatokles wyjeżdżający na wojnę z Kartaginą, palą za sobą statki, by nie dopuścić do siebie myśli o powrocie.
Scherer boleśnie uświadamia nam, że wcale nie dążymy do maksymalizowania wyników naszych transakcji bowiem wygodniej jest nam żyć w zgodzie z odczuwanym przez nas, subiektywnie postrzeganym i względnym standardem. Tym samym zaspokajamy swoją potrzebę przynależności do grupy, jednocześnie pozbawiając się wszelkich możliwości rozwoju. „Wolimy być jeden procent ponad przeciętność, niż jeden procent poniżej szczytu” – pisze autor i trudno nie przyznać mu racji. To właśnie obnażając nasze mechanizmy postępowania Scherer udowadnia, że sami torpedujemy nasze pragnienia, obniżamy loty, asekurujemy się nie podejmując żadnej decyzji czy ryzyka. Nikt inny nie jest odpowiedzialny za naszą klęskę, nie możemy winić ludzi wokół nas, czynników zewnętrznych, wymówką nie są odziedziczone długi czy kryzys gospodarczy. Jedynie rzucając się na głęboką wodę nauczymy się pływać, inaczej wciąż będziemy brodzić po kostki przy brzegu zazdrośnie spoglądając na roześmiane dzieci szczęścia w oddali. A może pora do nich dołączyć?
„Dzieci szczęścia” Scherera, podobnie jak inne poradniki, nie podają gotowego przepisu na sukces – dla każdego oznacza on wszak coś innego. Autor jednak wytyka nam notorycznie popełniane błędy, zwraca uwagę na nasze tchórzostwo i strefę komfortu, którą boimy się opuścić zachowując nasze status quo. Zachęca też do tego, aby nie bać się walczyć o więcej, by nie bać się marzyć i sięgać do gwiazd. „Prawdziwe dzieci szczęścia to ludzie tak kompetentni, że używając własnej woli, są w stanie dotrzeć do celu, nikomu przy tym nie szkodząc, a nawet robiąc to w taki sposób, że inni na tym korzystają” – pisze autor uświadamiając nam, że posiadane kompetencje i niezłomność w dążeniu do celu determinują nasze działania, nie pozwalając zboczyć z raz obranej drogi. Scherer stworzył książkę, która ułatwia nam odkrycie tego, co dawno straciliśmy z zasięgu wzroku – własnej ścieżki. Stworzył mapę, za pomocą której na tą ścieżkę możemy wrócić. Stworzył przepis, dzieki któremu możemy zostać jednym z dzieci szczęścia. Zatem – Just do it!
Hermann Scherer "Dzieci szczęścia", Wydawnictwo Gall, 2012 r.
Recenzja została także umieszczona na stronach wolrtalu literackiego Granice.pl

sobota, 11 sierpnia 2012

Steve Grounds "Planuj i bogać się"

Miłość, kariera, pieniądze, szczęście - rzadko kiedy te osiągnięcia występują razem. Obserwując otoczenie można odnieść wrażenie, że zdobycie jednej z wymienionych rzeczy bądź osiągniecie danego stanu, odbywa się zawsze kosztem czegoś. Bogaty, ale samotny, zakochany ale bezrobotny, robiący karierę, ale śmiertelnie chory - takie przypadki potwierdzają że w życiu nie można mieć wszystkiego. Ale czy na pewno? A może po prostu wystarczy… dobry plan?
„Planuj i bogać się” Steve’a Groundsa to pozycja, która uświadamia nam znaczenie celów - ich wytyczania oraz tworzenia planów osiągnięcia założonych poziomów. Teoretycznie, to książka jakich na rynku jest wiele. Przyciąga jednak uwagę bardzo niepopularną wymową - jako jedna z nielicznych nie obiecuje, że wzbogacimy się/wyzdrowiejemy/znajdziemy miłość itd. (niepotrzebne skreślić) z dnia na dzień. Autor zwraca uwagę na to samo, na co specjaliści od zarządzania kładą tak wielki nacisk - na planowanie, a następnie na konsekwentne realizowanie celów. Nie oczekujmy zatem, że sama lektura książki cudownie odmieni nasze życie. „Planuj i bogać się” może być jedynie przewodnikiem w procesie zmian.
Niezależnie od tego, czy naszym celem jest kupno mieszkania czy całej kamienicy, założenie jednoosobowej firmy czy budowa konsorcjum, czy planujemy znaleźć miłość czy zorganizować ślubne przyjęcie, to reguły gry będą zawsze takie same. Przede wszystkim musimy zacząć od wyobraźni, aby zbudować obraz „wymarzonej przyszłości”, życia jakie chcemy prowadzić. Niestety, już na tym etapie wiele osób ma problemy ze stworzeniem przejrzystej wizji tego, czego oczekujemy od życia. Nieco lepiej wygląda na tym tle określanie rzeczy, których nie chcemy robić lub na który nie wyrażamy zgody. Tymczasem wizja jest wskazaniem kierunku dla naszej wyobraźni i podpowiedzią, gdzie tak naprawdę chcemy dojść, gdzie jest ten punkt docelowy. Dopiero z jasnej wizji mogą wyłonić się konkretne cele, które pozwolą nam rozpocząć działanie. Im bardziej rzeczowo podchodzimy do naszych oczekiwań wobec przyszłego życia, tym większe szanse mamy na to, aby osiągać cele. Nie ma zatem też miejsca na wątpliwości czy ponure myśli, które hamują naszą inicjatywę i nie pozwalają ruszyć z miejsca. Jeśli jednak wypełniają nas pretensję, żale czy brak wiary we własne możliwości musimy skoncentrować się na zmianie swojego nastawienia. „Jeśli raz otworzysz umysł na okazję, gwarantuję, że się pojawią”- pisze autor i chyba ma racje, bowiem tak działa proste prawo przyciągania.
W ten sposób, krok po kroku, Steve Grounds poprowadzi nas w kierunku stworzenia własnej mapy celów i konsekwentnej realizacji planu. Wskazuje także na ćwiczenia, które mogą pomóc nam w tym procesie zmian: „Moje wymarzone życie” zostało stworzone, aby wspierać przejrzystość marzeń, „Kopanie osła” ma na celu zakwestionowanie obecnego postrzegania spraw i myślenia (bowiem to przekonania w dużej mierze powstrzymują nas przed dotarciem do miejsca, w którym chcemy się znaleźć), zaś „Ustalenie wizji” pomaga w precyzyjnym wytyczeniu celów krótko- średnio- i długoterminowych.
Pozycja ta, jest pierwszą książką w serii fachowych publikacji „IQ – Rozwijaj inteligencję finansową”, które adresowane są do wszystkich osób zainteresowanych motywacją, rozwojem, biznesem, osiąganiem niezależności finansowej, czyli podniesieniem jakości swojego życia we wszystkich jego aspektach.
Warto skorzystać z szansy, którą daje nam autor książki „Planuj i bogać się” by zacząć spełniać swoje marzenia. I choć będzie wymagało to od nas nie lada wysiłku, to perspektywy są niezmiernie nęcące. Zatem do zobaczenia za rok - pojawię się w sieci pisząc z mojego ogródka przy domu, dookoła będzie unosił się zapach róż, a moje internetowe przedsięwzięcie będzie generowało pasywny dochód pozwalając mi cieszyć się pięknem przyrody, lekturą kolejnych książek i kontaktem z Wami!


Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl
Steve Grounds "Planuj i bogac się", Wydawnictwo Gall, 2012

środa, 25 lipca 2012

Dominic O'Brien "Pamięć genialna! Poznaj triki i wskazówki mistrza"


Studia upłynęły pod znakiem zasady „3xz”, czyli „zakuć, zdać, zapomnieć”? Wizyta w sklepie kończy się karczemną awanturą rodzinną, bowiem w koszyku nie znalazła się większość z zaplanowanych zakupów? Numery telefonów „pamiętasz” wyłącznie dzięki zapisaniu ich na karcie pamięci, a o urodzinach żony przypomina sekretarka? Kluczyki od samochodu znajdujesz w lodówce, wyniki wczorajszego meczu nikną we mgle niepamięci, zaś tekst  przemowy, którą masz wygłosić na spotkaniu firmowym, przypomina naukę chińskiego? Jeśli choć na jedno pytanie odpowiedziałeś/odpowiedziałaś „tak”, to znaczy, że twojemu mózgowi potrzebna jest… gimnastyka.
A któż mógłby ją poprowadzić lepiej niż Dominic O`Brien, ośmiokrotny zdobywca tytułu „Międzynarodowego Mistrza Pamięci”, super mózg, zapamiętujący aż pięćdziesiąt cztery talie kart (a przecież wszystko jeszcze przed nim) i dyrektor generalny World Memory Sports Council. Jego książka „Pamięć genialna! Poznaj triki i wskazówki mistrza” to drogowskaz, zdolny poprowadzić czytelnika prostą (choć wymagającą nie lada wysiłku umysłowego) drogą ku zapamiętaniu (wzorem mistrza) w ciągu 30 minut 2385 losowo wygenerowanych cyfr kodu dwójkowego.
Zanim to jednak nastąpi czeka nas wytężona praca, nie można się bowiem łudzić, że spektakularna zmiana nastąpi z dnia na dzień. Autor zabiera nas ze sobą „w podróż prowadzącą po wytyczonym (…) szlaku, oznaczając trasę i pokazując rzadko uczęszczane skróty” i zapewniając „narzędzia wystarczające do tego, byś pewnego dnia sam odkrył, jak niesamowitą pamięcią dysponujesz”. Aby jednak było to możliwe, musimy zwalczyć w sobie pokusę selektywnej lektury książki, bowiem każdy kolejny rozdział oparty został na treściach, poruszanych w poprzednim. Dlatego też każda nieuwaga bądź pobieżne zapoznanie się z tekstem, działa na naszą niekorzyść. Tak skonstruowana została pierwsza część książki, która odkryje przed nami tajemnice naszego mózgu, jego budowy, funkcjonowania i współpracy półkul mózgu. Any zmierzyć stopień sprawności naszej pamięci w miarę opanowywania kolejnych technik przedstawionych w książce, autor proponuje nam dwa podstawowe testy, pozwalające ocenić bieżące możliwości pamięciowe.
Drugą połowę publikacji stanowią scharakteryzowane poszczególne metody praktycznego zastosowania wprowadzonych przez autora technik pamięciowych, a także wskazówki dotyczące higieny umysłu i ciała. Piętnaście wydzielonych z treści rozdziałów ćwiczeń do samodzielnego wykonania pozwoli na trening poszczególnych aspektów pamięci, dzięki czemu będziemy mogli przekonać się, jak z dnia na dzień poprawia się nasza zdolność koncentracji, zapamiętywania oraz kreatywności.
„Pamięć genialna” jest rzeczywiście genialną książką, która znacząco poprawia jakość pamięci (a co za tym idzie - życia). Od dziś nauka języka, zakupy czy studiowanie stanie się prawdziwą przyjemnością. Pod warunkiem oczywiście, że publikację wykorzystamy czynnie, a nie biernie, ograniczając się wyłącznie do lektury. Podstawą jest ćwiczenie (dobrze jest poświęcać na trening choć kilka minut dziennie), a także dobra zabawa przy wizualizacji określonych symboli, wymyślaniu historii czy rysowaniu map myśli. Wszak praktyka czyni mistrza, a patrząc na osiągnięcia autora przekonujemy się o tym najlepiej. Kto wie, może już wkrótce i my mu dorównanym, zaś zapamiętanie 2385 cyfr w trzydzieści minut, stanie się realnym osiągnięciem.


Recenzja została także umieszczona na stronach wortalu literackiego Granice.pl
Dominic O`Brien "Pamięć absolutna", Sensus, 2012 r.

 

niedziela, 22 lipca 2012

Mateusz Grzesiak "Ego-rcyzmy. Poznaj, czym jest i jak działa ego"


Ego, wprowadzone do psychologii przez S.Freuda, jest organizacją procesów poznawczych na poziomie świadomym, stanowiąc pośrednią „warstwę” psychiki, pomiędzy popędowym Id oraz normatywną nadbudową, czyli Superego. Reguluje ono całokształt wewnętrznych i zewnętrznych oddziaływań na osobowość, istniejąc zarówno na poziomie mentalnym, jak i cielesnym. Mentalnie każdy (bądź prawie każdy) ma swoją własną historię na temat swojej osoby – jesteśmy matkami, kierownikami, jesteśmy chorzy bądź też nieszczęśliwi. W momencie, kiedy zaczynami się z tymi określeniami (historiami) identyfikować, chwilowo tracimy kontakt z otaczającą nas rzeczywistością. Historie w które zaczynamy wierzyć  wyznaczają sposób naszego postępowania i myślenia, zamykając nas w ciasnym świecie będącym nie naszym życiem, ale jego wyobrażeniem. Natomiast na poziomie somatycznym istnienie ego oznacza przyjęcie przez ciało określonej świadomości somatycznej (dlatego są możliwe na przykład takie niezrozumiałe dla ludzi Zachodu samoistne wyzdrowienia). Nasze myśli kształtują rzeczywistość, wpływają na ciało czyniąc niejednokrotnie wielką krzywdę, a trzymając nas uparcie w przeszłości, bądź wybiegając w przyszłość, nie pozwalają nam żyć tu i teraz ciesząc się teraźniejszością.
O tym, jak odróżnić ten koncept „ja” od „ja” rzeczywistego, jak być wolnym i nie tylko przeżyć oświecenie, ale też pozostać na jego ścieżce, zajmująco pisze Mateusz Grzesiak, międzynarodowy nauczyciel i trener, psycholog, autor licznych publikacji dotyczących rozwoju osobistego. Książka „Ego-rcyzmy” to podróż w głąb swojej świadomości, bodziec do stawienia czoła swojej przeszłości i wydarzeniom, które podświadomie naznaczają nas na cale życie. Mimo, iż nie jest to lektura łatwa, to wierzę, że wszystkie osoby zainteresowane samorozwojem znajdą tu odpowiedź  na wiele pytań i materiał, który przeprowadzi ich przez proces zmian.
„Ta książka jest opisem doświadczeń umysłu budzącego się do siebie samego, który odkrył już, ze nie jest sobą, i dotknął natury pustki” – pisze autor o swoim przewodniku dla każdego z naszych ego, zawierającym autentyczne historie ludzi pracujących nad sobą, z którymi każdy z nas może się identyfikować. To klucz od znalezienia odpowiedzi na nękające nas od lat pytania, to książka, która czytana uważnie – nie jak podręcznik akademicki tylko aktywnie, włączając w lekturę również refleksję  – może zmienić nasze życie. I w tym przypadku nie jest to pusty frazes, a autor nie obiecuje, że zmiany będą miały miejsce z dania na dzień. To raczej nieustający proces, ciągła obserwacja siebie i swoich działań, zachowanie uważności po to, by móc trwać w teraźniejszości i nie karmić naszych licznych ego lękami czy fałszywymi pragnieniami.
Książka została podzielona na rozdziały z których każdy stanowi pewną całość. Dlatego też warto czytać ją krok po kroku, stopniowo zagłębiając się w świat naszego umysłu, poznając genezę ego, ucząc się identyfikować odczucie w ciele (tzw. core feeling) oraz core stories. Autor przedstawia nam także ego-rcyzmy, jako metodologię stanowiącą rozwinięcie koncepcji części wywodzącej się z teorii programowania neurolingwistycznego (NLP), według której każdy z nas ma tzw. części odpowiedzialne za realizowanie celów życiowych. Aby móc w pełni identyfikować swoje historie, konieczne jest również poznanie mechanizmów działania ego oraz mechanizmów obronnych, za pomocą których ego zapewnia sobie funkcjonowanie.
W tekst wplecione są fragmenty transkrytptów szkoleniowych i terapeutycznych, które pomagają zrozumieć opisywane przez autora mechanizmy działania naszej psychiki oraz zastosować analogiczny proces u siebie. „Ego-rcyzmy” to bowiem książka, która aż się prosi, żeby po przeczytaniu nie odkładać jej na półkę, tylko wejść z nią w głębszą relację, demaskując swoje nawyki, historie oraz odkrywając źródło wszelkich problemów. Aby dzięki niej znaleźć prawdę o sobie, której nierzadko szukamy całe życie.

R
ecenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl
Mateusz Grzesiak "Ego-rcyzmy", Wydawnictwo Sensus, Gliwice 2012 r.,

poniedziałek, 2 lipca 2012

Anna Sasin "Pracuj z głową! "

Bardzo często zastanawiamy się, dlaczego jednym dane jest odnosić sukcesy niemal w każdej dziedzinie, łączyć życie prywatne z rozwojem zawodowym czy w ciągu dnia wygospodarować trochę czasu dla siebie. Jak oni to robią? Jakim sposobem udaje się w ciągu dwudziestu czterech godzin zrealizować wszystko w takim stopniu, żeby każdy kolejny dzień przybliżał do osiągnięcia celu?
O tym, jak wykształcić w sobie inteligencję biznesową, stosować holistyczne podejście do życia, zredukować stres, realizować zawodowe i osobiste plany pisze Anna Sasin, certyfikowany trener, psycholog i coach, autorka m.in. poradnika „Głodne emocje”. Jej najnowsza publikacja „Pracuj z głową. Spraw, by Twoja praca stała się łatwa, lekka i przyjemna” to niezbędnik każdego zawodowo pracującego człowieka, dzięki któremu nie tylko wzbudzimy w sobie motywację do pracy, ale też zyskamy zdrowy dystans zarówno do swojej osoby i ewentualnych porażek, jak i do realizacji zawodowych wyzwań.
Jak deklaruje Sasin książka ta powstała w oparciu o problemy osób uczestniczących w prowadzonych przez nią sesjach coachingowych oraz szkoleniach, dlatego też jej odbiorcą może być każdy - od przedstawiciela kadry kierowniczej po freelancera. Przedstawione przez autorkę kwestie znamy doskonale z własnego życia dlatego też w pełni utożsamiamy się z osobami przedstawiającym trudne dla nich sytuacje i ograniczenia. Jeśli zatem paraliżuje nas strach, spada nasza wydajność zaś frustracja narasta, odczuwamy wyraźny brak sił witalnych bądź problemem dla nas są zdrowe relacje interpersonalne, nadszedł czas, by sięgnąć po poradnik „Pracuj z głową” i w prosty (co nie oznacza, że „nie wymagający pracy nad sobą”) sposób rozpocząć proces zmiany i podnoszenia jakości życia.
W kolejnych rozdziałach poradnika Sasin uczy nas, jak być skutecznym w działaniu, jak wzbudzać w sobie motywację oraz jak wykorzystywać nasze mocne strony i pracować nad słabymi. Dowiemy się również jak radzić sobie ze stresem w zależności od czasu, który mamy na zredukowanie napięcia, a także jak efektywnie zarządzać czasem. Autorka przedstawi nam również zasady autoprezentacji tak, aby inni zaczęli postrzegać nas na gruncie zawodowym jako profesjonalistów. Przekonamy się, jakie możliwości kryją się we właściwej komunikacji, która da nam szansę nie tylko na wymianę myśli, ale i na współdziałanie.
Jako, że Sasin zwraca naszą uwagę na holistyczne podejście do życia, uwzględniające równowagę we wszystkich sferach, nie mogło zabraknąć także rozdziału o sposobach dbania o kondycję psychiczną, fizyczną raz wygląd - są to bowiem nieodłączne elementy, niejednokrotnie rzutujące na naszą pracę i możliwości rozwoju. Znajdziemy tu również przykładowy plan żywieniowy tak, abyśmy mogli cieszyć się energią cały dzień.
Mimo, iż większość czytelników refleksję powstałe podczas książki „Pracuj z głową” odłoży na półkę wraz z książką, to jednak gorąco namawiam do rozpoczęcia procesu zmian, choćby (na początek) drobnych. Kiedy już przekonamy się, że propozycje przedstawione przez Annę Sasin przynoszą wymierne korzyści, zainicjujemy nieustanny proces samodoskonalenia. I mimo, iż nikt nie może obiecać, że będzie łatwo, to jednak osiągnięta satysfakcja jest warta poczynionych wyrzeczeń.


Recenzja znajduje się również na stronach wortalu literackiego Granice.pl
Anna Sasin "Pracuj z głową! ", Sensus, 2012 r.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Olga Rzycka "Potwór w Twojej głowie. Jak być nieszczęśliwym i zatruć życie innym"


Na rynku znajdziemy mnóstwo poradników w stylu „ Jak być szczęśliwym?”, które próbują nakierować nasze życie na drogę radości i zadowolenia, uczynić ją pasmem sukcesów, zarówno w sferze osobistej, jak i zawodowej. Zastanawia jednak, dlaczego mimo półek uginających się od tego typu literatury, Polacy są wciąż narodem malkontentów. Dlaczego wciąż jednym z niewielu momentów naszego triumfu są…. porażki innych? W trakcie analizy problemu do głowy przyszła mi szatańska myśl - a może, zamiast uczyć się jak być szczęśliwym, warto do perfekcji doprowadzić bycie nieszczęśliwym? Może, paradoksalnie, to nas uszczęśliwi?
W świat wiecznych pretensji, podejrzliwości i unieszczęśliwiania, wprowadzi nas Olga Rzycka, autorka poradnika „Potwór w Twojej głowie. Jak być nieszczęśliwym i zatruć życie innym”, pozycji, która wywoła prawdziwą rewolucję w życiu każdego, kto zechce natychmiast sprawdzić skuteczność tych porad.
Książkę tę najlepiej jest czytać w towarzystwie swojego najlepszego (nie)przyjaciela potwora, by wraz z nami mógł karmić się wszystkimi negatywnymi zdaniami zawartymi w książce, która oczywiście jest okropna, źle napisana, a rady w niej zawarte w ogóle nie działają. Jeśli jednak, przekornie, zdecydujemy się na jej lekturę, wkrótce głos w naszej głowie zyska imię. Na dodatek nikt nas nie posądzi o rozdwojenie jaźni, bowiem będzie miał szansę poznać naszego wiernego towarzysza Czarnomyśla Pospolitego (choć jego słowa: „jest źle, a będzie jeszcze gorzej” słyszeliśmy już nie raz), Narzekuja Czarwonoskrzydłowego (może się okazać, że ten pan również nie jest nam obcy), Lękliwka nadzwyczajnego czy całą resztę tego (nie)rozrywkowego towarzystwa.
Taka (nie)zgrana paczka, to znakomici kompani do przeprowadzenia akcji zwiększania stężeń nieszczęścia. Trzeba jedynie pamiętać, że potworki (a szczególnie dorosłe potwory) są bardzo łakome i należy je regularnie dokarmiać, odżywiać i pielęgnować tak, abyśmy nie mogli już odróżnić ich jadowitych myśli od swoich - wszak stanowimy jedność. Jak jednak osiągnąć takie mistrzostwo w hodowli? Zgodnie ze wskazówkami Olgi Rzyckiej trzeba uparcie analizować wciąż od nowa wydarzenia z przeszłości tak, aby na teraźniejszość zostało już niewiele energii, uparcie trzymać się rozwiązań, które kiedyś (nacisk na słowo „kiedyś”) były wystarczające i nie zwracać uwagi na zmieniające się otoczenie i warunki. Potwory lubią też takie smakołyki, jak spiski i oskarżenia, wieczną bezrefleksyjną aktywność, skupiane są na wielkości problemów i nurzanie się w najgorszych momentach naszego życia.
Z takim dorodnym (nie)przyjacielem można wspólnie już ignorować wszelkie przejawy optymizmu, z lubością rozpamiętywać wszelkie porażki, koniecznie deprecjonować swoją wartość i uważać siebie za niegodnego miłości. Jeśli zabraknie nam pomysłów na tak (nie)kreatywne spędzanie wolnego czasu, zawsze można spróbować skorzystać z poszerzonego dekalogu propozycji uczynienia dnia nieznośnym.
Kiedy już ból i cierpienie wypróbujemy na sobie, nie możemy zbaczać z wyznaczonej trasy, wszak „no risk, no fun!”. Zafundujmy zatem najgorszą z możliwych atmosfer wszystkim wokół, sprawmy, aby innym we wzajemnych relacjach było naprawdę źle. Idąc za radą autorki bądźmy hojni - na lewo i prawo wymierzajmy kary, oskarżajmy innych, deptajmy ich (lub swoją- to dodatkowa przyjemność) godność i obrzucajmy potokiem złych, obraźliwych, raniących dogłębnie słów. Szczytem naszych umiejętności niech będzie rozplenienie wirusa nieszczęścia - zarażajmy kulturą narzekania wszystkich. Niech cały świat nurza się w bólu, cierpieniu i nieszczęściu! Wisienką (oczywiście zgniłą) na torcie niech będzie wypuszczenie w świat armii vampirów (nie mylić z prawdziwymi wampirami), by reszta opornych straciła swój optymizm i radość życia.
Rozwalajmy i deptajmy zgliszcza naszych związków, a swojej filozofii nieszczęścia nie zostawiajmy w domu - zaszczepmy ją również w miejscu pracy zwiększając prawdopodobieństwo, że tu też będzie źle. Choć właściwie, skoro marnotrawienie czasu w firmie mamy opracowane do perfekcji, możemy od razu rzucić się na głęboką wodę i przypuścić frontalny atak na współpracowników i szefa. Musimy jednak zachować na tyle siły, by mieć po pracy czas na prokreację wszak tacy wspaniali/ beznadziejni ludzi jak my muszą zostawić po sobie ślad - najlepiej w postaci dziecka hodowanego na nasz obraz i podobieństwo. Toksyczne wychowanie i kształcenie dziecka nie jest trudne, wystarczy tylko obsesyjnie je kontrolować, nadużywać swojej władzy i sączyć mu do głowy jadowite myśli, a  to mamy już opanowane do perfekcji.
Jeśli jednak nie czujemy się na siłach dołączyć do grona malkontentów i pesymistów, bądź też idziemy tą drogą, ale ta wyprawa niezbyt nam się podoba, zawsze możemy sięgnąć po tę kontrowersyjną książkę Olgi Rzyckiej, swego rodzaju (nie) poradnik dla tych, którzy poszukują nieszczęścia w szczęściu bądź też szczęścia w nieszczęściu - do wyboru. Kto wie, może nawet lektura „Potwór w Twojej głowie. Jak być nieszczęśliwym i zatruć życie innym” pozwoli nam być świadomie nieszczęśliwym, bądź też, w ekstremalnych sytuacjach, stanowić będzie bodziec do morderstwa? Może okrzyk” „Na pohybel potworom!” wreszcie uczyni nas ludźmi świadomie… szczęśliwymi?

Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

Olga Rzycka "Potwór w Twojej głowie. Jak być nieszczęśliwym i zatruć życie innym", Sensus, 2012 r.