poniedziałek, 29 lutego 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Izabela Stasiak

Dziś moim gościem jest Izabela Stasiak ze Sweet Atelier

Izabela Stasiak o sobie…
Jestem zwyczajną dziewczyną, mamą dwójki już całkiem „dużych” dzieci, żoną tego samego chłopaka od lat 20-stu. Niepoprawną marzycielką ceniącą piękno i estetykę.
Kocham konie, góry i książki. Moją pasją jest tworzenie pierników i ciastek ręcznie dekorowanych. Lubię poznawać nowych ludzi, słuchać ich historii.
Jestem pozytywnie nastawionym do świata zwariowanym człowiekiem.




J.G.: Oferujesz słodkie, piękne zdobione wypieki, których czasami żal konsumować – już sam widok syci oczy. Skąd wziął się pomysł na taki rodzaj działalności? 

I.S.: Pomysł wziął się z miłości do piękna. Lubię rysować, tworzyć; już jako mała dziewczynka większość wolnego czasu spędzałam na malowaniu. Niestety nie było mi dane kształcić się w szkole plastycznej mimo, że o tym marzyłam. Uczyłam się w zupełnie innym kierunku- ekonomia, której nie znoszę do dziś. Na długie lata porzuciłam swoje zainteresowanie malarstwem; dzieci, dom, praca. Kilka lat temu zetknęłam się z czasopismami cukierniczymi i od tego się zaczęło. Małymi kroczkami, metodą prób i błędów, pierwszymi nieporadnymi piernikami aż do dziś. W sumie to mężowi zawdzięczam to gdzie jestem- mąż niesamowicie we mnie wierzył i wierzy, to On zamawiał wszystkie akcesoria niezbędne do dekoracji ciastek. I to właśnie mąż namówił mnie do założenia działalności.

J.G.: Jak myślisz, co Cię wyróżnia na rynku?

I.S.: W sumie nie wiem nawet czy coś mnie na rynku wyróżnia. Na pewno moje pierniki są zupełnie inne od tych, które czasem podglądam u "konkurencji". Mam swoje małe grono fanów i to mnie cieszy.

J.G.: Jak kształtuje się cenowo Twoja oferta?

I.S.: Różnie, w tej chwili dużym powodzeniem są zestawy na każdą okazję w cenie 25zł - elegancko zapakowane w pudełko z okienkiem i przewiązane wstążką. Są też zamówienia indywidualne np. dla firm gdzie ciastkowa wizytówka jest w cenie 4zł. Staram się nie windować cen, mimo że pracy jest naprawdę dużo przy każdym ciastku. Ale zależy mi, aby każdy mógł sobie pozwolić na coś niepowtarzalnego, tworzonego z pasją i miłością a nie szablonowo, taśmowo.

fot. I.Stasiak
J.G.: Ile czasu zajmuje Ci dekoracja jednego pierniczka? Skąd czerpiesz inspiracje?

I.S.: Tu też jest różnie, od kilku minut do nawet 20-stu. Inspiracje tak naprawdę przychodzą nagle, kiedy ciastko leży przede mną. Nie planuję, nie przygotowuję wzorów na kartce. Jest ciastko „gołe” i momentalnie wiem jak ono będzie wyglądać.

J.G.: Czy Twoje wykształcenie jest związane z cukiernictwem? Czy uczestniczysz w jakichś kursach zdobienia, pieczenia czy może jesteś samoukiem? 

I.S.: Jestem totalnym samoukiem. Z wykształcenia jestem ekonomistką, nie uczestniczyłam w kursach, szkoleniach z prostej przyczyny- nie stać mnie na taki luksus:)

fot.I.Stasiak
J.G.: Jakie były początki Twojej działalności? Co było wówczas dla Ciebie największym wyzwaniem? 

I.S.: Wszystko było wyzwaniem, począwszy od ciasta na pierniki, ustawienia piekarnika po przygotowanie odpowiedniego lukru, z którym dobrze byłoby pracować. Dla mnie to były zupełnie nowe rzeczy.

J.G.: Na jakie trudności związane z prowadzeniem działalności napotkałaś? 

I.S.: Na początku na pewno miałam problem z dotarciem do klienta.

J.G.: Jak na informację o chęci stworzenia czegoś własnego zareagowały osoby z Twojego otoczenia? Czy miałaś ich wsparcie? A może odradzali własny biznes? 

I.S.: Przyjaciele, rodzina i przede wszystkim mąż mieli chyba więcej wiary we mnie niż ja sama. Cały czas wydawało mi się, że moje pierniki są takie niedoskonałe.

J.G.: Co Cię motywuje do działania? 

I.S.: Chęć stworzenia czegoś nowego. Wiem, że każde ciastko, to nowy pomysł.

J.G.: Twoje SweetBox-y to doskonały prezent dla każdego miłośnika słodkości, ale i estety. Czy planujesz rozszerzenie oferty o inne produkty, na przykład torty? A może szkolenia ze zdobienia pierników? 

I.S.: Torty również wykonuję, ale obecnie tylko dla najbliższych. Marzę o takiej prawdziwej słodkiej pracowni gdzie powstawałoby naprawdę dużo przeróżnych słodyczy.

J.G.: Co mogłabyś doradzić kobietom, które myślą o założeniu własnej działalności? Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować? 

I.S.: Przede wszystkim muszą uwierzyć w siebie. Muszą wykorzystać talent, zainteresowania bo naprawdę warto. Dobrze jest podglądać konkurencję, zapoznawać się z danym tematem, zdobywać jak najwięcej wiedzy. I mówić głośno o swoich marzeniach, planach.

fot.I.Stasiak

J.G.: Czy, mając na uwadze swoje obecne doświadczenie, ponownie podjęłabyś decyzję o prowadzeniu swojej firmy? 

I.S.: Tak. Z pewnością zrobiłabym to dużo wcześniej.

J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności? 

I.S.: Na pewno determinacja i wiara w to, że to co robię, jest dobre.

J.G.: Jaki aspekt prowadzenia działalności przynosi ci najwięcej satysfakcji? 

I.S.: Dekorowanie pierników, ciastek. Gorzej radzę sobie z reklamą:)

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość? 

I.S.: Chciałbym aby Sweet Atelier stało się znaną firmą.

J.G.: Czy możesz zdradzić nam przepis na Twoje ulubione ciasteczka? 

I.S.: Najprostsze ciasteczka maślane- 300g mąki, 200 g masła, 100 g cukru pudru, 2 żółtka i szczypta soli:)

J.G.: Bardzo dziękuję za poświęcony czas. Życzę zatem wiele satysfakcji i spełnienia marzeń, również o tej "słodkiej" pracowni.

sobota, 27 lutego 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Dagmara Cholewa-Lewandowska

Dziś moim gościem jest Dagmara Cholewa-Lewandowska z Daget-Art...


Dagmara Cholewa-Lewandowska o sobie …

Całą siebie mogę chyba zawrzeć w tym krótkim opisie: „Szczyptą wiary osłodziłam życie, cukrem pudrem posypałam marzenia. Słodko... a kawę i herbatę... piję gorzką!".
Gdzieś tam w środku mnie ukrywa się romantyczna dusza, choć do życia podchodzę mocno stąpając po ziemi. Jestem żoną i matką, mam swoje wzloty i upadki, codzienne problemy, czasami osobiste tragedie ale cały czas widzę jednak życie w kolorowych barwach. Może właśnie dlatego uwielbiam tworzyć to, co mi i innym w duszy gra. Po prostu nadaję kształt temu, co ukryte w sercach.


J.G.: W Daget-Art zajmujesz się tworzeniem zaproszeń, broszek, dzierganych kołnierzyków i wielu innych pięknych rzeczy. Skąd wziął się pomysł na taki rodzaj działalności? 

Daget-Art: Ach, to było we mnie chyba od zawsze, wyssałam to z mlekiem matki. Jeden z moich dziadków był szewcem, drugi wykonywał cuda ze wszystkiego co wpadło mu w ręce, babcię od strony mamy od zawsze pamiętam z drutami w ręce, moja mama kiedyś wyszywała piękne obrusy haftem richelieu a tato złota rączka tworzył zarówno meble, jak i dziane swetry. We mnie jednak dopiero w liceum obudziła się „dusza artysty” i rękodzielnika, zrobiłam swój pierwszy sweter, potem kolejny, namalowałam na ścianie w salce przykościelnej cudny zachód słońca farbami plakatowymi, zaczęłam tworzyć plakaty dla Duszpasterstwa Akademickiego a kartki świąteczne robiłam każdego roku. Jednak, dopiero kiedy na własny ślub sami zrobiliśmy zaproszenia, dekoracje i księgę gości, to wsiąkłam w to po uszy.

J.G.: Jak myślisz, co Cię wyróżnia na rynku?

D.A.: Co mnie wyróżnia? Dobre pytanie. Sądzę, że najczęściej są to moje własne rysunki. Jeśli rzecz (zazwyczaj kartka) jest skierowana do konkretnej osoby, to nie ma możliwości stworzyć identycznej dla kogoś innego, bo nie będzie pasować. Ilu jest np. mężczyzn idących na emeryturę, będących strażakami, grających na gitarze elektrycznej, jeżdżących na czarnym motorze, uwielbiających rower i wyprawy pod namiot a do tego będących sensei i mających trzy belki na czarnym pasie?

J.G.: Jakie artykuły, oprócz wyżej wymienionych, masz w swojej ofercie?

D.A.:Moja oferta jest duża, a tego czego nie mam - jestem w stanie zrobić, wystarczy do mnie napisać. Fascynują mnie wyzwania i nie zamykam się na nowe. Uwielbiam papier i jego wariacje, kocham włóczkę i tkaniny dlatego stworzyłam już wiele rzeczy m.in. albumy na zdjęcia, pamiętniki, kartki okazjonalne na wszelkie okazje (bo każda okazja jest dobra by podarować komuś kartkę) i w różnej formie, szyte okładki na Książeczki Zdrowia Dziecka, dekoracyjne skrzynie na pamiątki, włóczkowe i szyte komin oraz czapki, wełniane mitenki albo ocieplacze na nogi, kolorowe tasiemki do smoczków dla niemowląt, słodkie bukiety z pralinek i wiele innych

fot. Dagmara Cholewa-Lewandowska 

J.G.: Jak powstają wykonane przez Ciebie przedmioty? Skąd czerpiesz inspirację, wzory? Gdzie zaopatrujesz się w materiały?

D.A.:Jak powstają? Różnie - czasami godzinami obmyślam jak coś ma wyglądać a czasami mam zlecenie na wczoraj i wtedy modlę się żeby czas się rozciągnął. Najłatwiej jest mi tworzyć, kiedy mam wolną rękę i przyzwolenie „cokolwiek zrobisz będzie super, bo już Cię znam”. Gorzej, kiedy ktoś ma wizję, dostaję dużo danych i muszę je wszystkie zawrzeć w jednej pracy. Wzory i inspiracje czerpię z otoczenia, czasami jest to kształt z dziecięcej bluzy, kolory z wystawy sklepowej, widzę jakiś detal i już wiem, gdzie go umieszczę. To jest jak grom z jasnego nieba, strzela we mnie i już. Czasami przed zaśnięciem wymyślam tekst na kartkę albo przychodzi mi jakiś pomysł i wstaję, aby go zapisać, by mi nie umknął. 

J.G.: Pamiętasz swój pierwszy wykonany ręcznie przedmiot? Co to było?

D.A.:Tak pamiętam … ale nie ma się czym szczycić. To był szalik, babcia mnie uczyła jak posługiwać się szydełkiem. Wyszedł mi koszmarnie krzywo. Pogubiłam oczka na końcach i wyszły po bokach tragiczne schodki, w dodatku był niesamowicie twardy. Rzuciłam wtedy szydełko w kąt na długo. 

J.G.: Jesteś samoukiem? A może ukończyłaś jakieś kursy w tym zakresie?

D.A.:Jedyne kursy jakie miałam to babcine, w sprawie drutów i szydełka. Do tej pory, kiedy mam problem z jakimś schematem, to zwracam się do niej. Haftowania uczyła mnie mama, ale tylko podstawowych ściegów. A cała reszta to moja własna twórcza zawziętość, kursy umieszczone w sieci i czasami warsztaty scrapbookingowe organizowane na tzw. Zlotach. Lecz przede wszystkim eksperymentuje ciągle, z nie tylko z nowymi tworami, ale także przeróżnymi materiałami. 

J.G.: Na swoim blogu piszesz, że marzyłaś o ASP, a ukończyłaś informatykę ekonomiczną. Teraz odżyły w Tobie dawne tęsknoty, czy nigdy nie przestałaś, nawet w trakcie tak ciężkich studiów, otaczać się pięknem i tworzyć?

D.A.:Fakt marzyłam, ale nikt mnie nie pokierował, albo za mało byłam pewna siebie i moich możliwości. Prawda jest taka, że skończyłam takie studia a nie inne, bo po dwóch latach nie otworzyli nam specjalizacji, papiery składałam na grafikę komputerową, ale kierunek się ostatecznie nie otworzył. Jednak studiując informatyczne analizy ekonomiczne w międzyczasie rysowałam i wciąż się uzewnętrzniałam twórczo. Jednak studia (choć nigdy nie pracowałam w wyuczonym zawodzie) są mi teraz przydatne. Matematykę mam w małym palcu dzięki czemu sama tworzę kształty, wyliczam, obliczam, wrysowywuje figury w koła, obliczam powierzchnie figur i szacuje materiał. 

J.G.: Kierujesz się własnymi pomysłami, czy wykonujesz też przedmioty na indywidualne zamówienie klienta?

D.A.:Zaczynając działalność postawiłam na indywidualne projekty. Nie znoszę masówki, w sieciówkach bardzo rzadko sama się ubieram, chyba że coś skradnie mi serce. Ale i tak później dodaje coś od siebie. Od zawsze stawiałam na indywidualność i wyróżnianie się z pośród tłumu. Lubię mieć coś, czego nikt inny nie ma i takie są moje realizacje. Najczęściej tylko w jednym egzemplarzu. Wiadomo, czasami powstaje coś w większej skali np. zaproszenia. Ale nie oszukujmy się, ludzie lubią mieć coś wykonanego specjalnie dla nich, nawet jakby to była tylko zmiana tasiemki, kwiatka czy koloru wyjściowego tworu. 

J.G.: Czy planujesz rozszerzenie oferty o inne artykuły, na przykład ubranka dla dzieci? A może kursy rękodzieła?

D.A.:Tak, marzą mi się warsztaty i super pracownia z większymi możliwościami niż teraz. A wtedy, któż to wie w która stronę mnie poniesie. 
fot. Dagmara Cholewa-Lewandowska 
J.G.: Czy możesz zdradzić, jakie przedmioty lubisz wykonywać najbardziej?

D.A.:Uwielbiam tworzyć kartki, za każdą z nich stoi konkretny człowiek, z konkretną historią. Ma oczy, włosy (albo i nie), posturę swoje hobby, plany i marzenia obchodzi konkretną okazję i dzięki temu mogę choć w niewielkim stopniu pokolorować jego życie. Znając podstawy algorytmów (ze studiów) zawsze staram się mieć jak najwięcej danych wejściowych do powstania danego tworu. 

J.G.: Jako osoba prowadząca własną pracownię co byś doradziła kobietom, które również myślą o założeniu własnej działalności? Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować? Co jest twoją największą obawą?

D.A.:Powiem jedno - jak nie spróbujesz to, się nie dowiesz. Nie wszyscy się nadają aby być własnym szefem, ale też może się okazać, że sprawdzą się w tej roli doskonale. A jak się nie uda? Cóż... świat się na tym nie kończy. To nie jest tragedia, życie samo pisze scenariusze i ja tego się trzymam. Marzyłam, spróbowałam, zobaczymy co los przyniesie. Nachodzi mnie czasami taka myśl „czy to ma sens?”, „może znajdę etat?”, ale wtedy dostaję mail albo wiadomość od klienta, że „ to jest cudne”, „wiedziałam, że tylko Ty dasz radę” … Wtedy robię sobie kolejną kawę i tworzę dalej. 
fot. Dagmara Cholewa-Lewandowska 
J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności? 

D.A.:Na pewno cierpliwość, dobra organizacja i umiejętność wydłużania doby :) 

J.G.: Czy, jako mama, możesz zdradzić w jaki sposób godzisz obowiązki domowe z tak czasochłonnym zajęciem, jak rękodzieło?

D.A.:Trzeba mieć duże pokłady cierpliwości :). Problemem nie są obowiązki domowe, chociaż obiad się sam nie zrobi, sprzątaczki nie mam, a dziecko z przedszkola trzeba odebrać. Problemem czasami jest najmłodszy pomocnik, który zawsze znajdzie chęć i możliwość, żeby pomóc i „udoskonalić” projekt. Sądzę, że w przypadku starszych dzieci takiego problemu nie ma, niestety moja 4-latka jest bardzo kreatywną istotą, która uwielbia ze mną tworzyć. 

J.G.: Jaki aspekt związany z tworzeniem tych pięknych przedmiotów przynosi ci najwięcej satysfakcji? 

D.A.:Często zaczynam coś robić z czystej ciekawości czy dam radę albo jaki będzie efekt końcowy. I wówczas pojawia się ten stan ducha, kiedy kończę i mogę stwierdzić REWELACJA. Tak lubię to!

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

D.A.:Niecierpliwie czekam na swoją pracownię, która się buduje razem z naszym domem. W międzyczasie planuję wejść ze swoimi pracami do kilku galerii internetowych. 
fot. Dagmara Cholewa-Lewandowska 
J.G.: Co Cię motywuje do działania? 

D.A.:Nie cierpię nudy, kiedy siadam na kanapie i nic nie robię mam wrażenie, że o czymś zapomniałam i powinnam jednak wstać. 

J.G.: Zatem spełnienia marzeń o domu i większej pracowni, nieustannej motywacji i inspiracji życzę!

czwartek, 25 lutego 2016

Komunikacja niewerbalna w biznesie

Nie bez przyczyny mówi się, że „mowa ciała zdradza więcej niż tysiąc słów”. Wiedza na temat zachowań werbalnych, a także umiejętność ich stosowania stanowi jeden z głównych czynników przesadzających o naszym powodzeniu w biznesie.






Istota zachowań niewerbalnych

Komunikowanie się jest zachowanie symbolicznym, zaś język jest najbardziej rozbudowanym zespołem znaczących symboli. Jednak komunikować możemy się również bez użycia słów, na przykład powitanie można wyrazić symbolicznym skinieniem głowy czy uśmiechem, a przez pokazanie zewnętrznej strony nadgarstka możemy komuś zasygnalizować upływający czas. Właśnie o tej komunikacji werbalnej i jej znaczeniu najczęściej zapominamy, tymczasem w całości przekazu informacji płynącej do odbiorcy aż 55 proc. efektu uzyskuje się mimiką twarzy i gestykulacją. Tonem głosu przekazujemy 38 proc. treści komunikatu, zaś słowami zaledwie 7 proc. Oznacza to, że 93 proc. komunikacji zachodzi bez użycia słów, natomiast przekaz werbalny stanowi pozostałą część. Zatem zwrócenie uwagi na to, w jaki sposób mówimy, jak się poruszamy, jest kluczem do efektywnej komunikacji. 

Na przekazy niewerbalne składa się szerokie spektrum ruchów i gestów, nawet tak drobnych, jak drgnięcie powieki czy skierowanie stóp w określonym kierunku. Można wyróżnić dziesięć kategorii sygnałów pozasłownych: gestykulacja, mimika, dotyk i kontakt fizyczny, wygląd, dźwięki para lingwistyczne, wokaliza, spojrzenia, dystans fizyczny i przestrzeń, pozycja ciała oraz organizacja środowiska. Należy jednak pamiętać, że komunikaty niewerbalne zwykle są wieloznaczne dlatego nie należy ich odczytywać bez uwzględnienia innych zachowań czy cech środowiska. Przykładowo, skrzyżowanie ramion przed sobą nie musi oznaczać gestu zamknięcia – być może dana osoba jest po prostu zmęczona lub jest jej zimno. 


Niewerbalne przekazy wypływające z zachowania

Pomyślmy przez chwilę o pracy. Zapewne każdy z nas jest w stanie podać przynajmniej jedną osobę, która na zebraniach zawsze wygląda na niezainteresowaną, która prowadząc zebranie krąży wokół stołu, bawi się długopisem, bądź pracownika, na którego biurku zawsze panuje bałagan. A może taką osobą jesteśmy właśnie my? Te zwracające uwagę zachowania znają wszyscy i zwykle mają już wyrobioną opinię o prezentujących je osobach (często mylną). Jedynymi, którzy nie zdają sobie sprawy z wysyłanych komunikatów i reakcji, jakie wywołują one u innych, są sami nadawcy tych sygnałów. I choć mogą oni być wspaniałymi fachowcami w danej dziedzinie, to zapamiętamy ich jako osoby niezainteresowane sprawami firmy, nerwowe, niepewne siebie, nie potrafiące zadbać o porządek wokół siebie (więc jak można powierzyć im na przykład zarządzanie finansami?). Co więcej, na rynku znajdzie się wielu równie dobrych fachowców, którzy nie wywierają swoimi zachowaniami ujemnego wrażenia. 

Musimy pamiętać, że ludzie z naszego otoczenia – zarówno przełożeni, współpracownicy, jak i podwładni – nieustannie nas obserwują i formułują opinię na nasz temat. Wszystkie negatywne zachowania, powtarzające się reakcje, a nawet poplamiony krawat pozostawiają po sobie wrażenia, które mogą działać nie tylko na naszą niekorzyść, ale też na niekorzyść naszej firmy. 

Na co zatem zwracać uwagę?

Gestykulacja (ruchy rąk, dłoni, korpusu ciała itd.) – nasze gesty mogą być szybkie lub wolne, duże bądź małe. Gesty szybkie, zamaszyste mogą wyrażać pobudzenie emocjonalne, ograniczone przestrzennie i wolne, znamionują spokój rozmówcy. Musimy jednak pamiętać, by ruchy te nie były zbyt wolne, zbyt ociężałe, by nie wyjść na osoby flegmatyczne.

Mimika, czyli ruchy mięśni mimicznych twarzy. Powierzchnia twarzy stanowi jedno z najważniejszych źródeł informacji o naszym stanie emocjonalnym. Na twarzach ludzi maluje się w podobny sposób sześć głównych emocji: gniew, smutek, zaskoczenie, szczęście, wstręt i strach, zaś każda z tych emocji stanowi złożoną kombinację ruchów mimicznych oczu, ust i brwi. Przykładowo, kiedy rozmówca ma uniesione brwi, otwarte usta i oczy możemy wnioskować, że jest on zaskoczony. Musimy jednak pamiętać, by zwrócić uwagę również na mikroruchy mięśniowe nawet niewielkich części twarzy (policzków, brody, czoła).

Wygląd fizyczny, na który składają się wszystkie komunikaty werbalne osoby, możliwe do zarejestrowania przy użyciu wzroku, a zatem fryzura, sposób ubierania się, dodatki, makijaż, budowa fizyczna ciała. Wygląd fizyczny dostarcza otoczeniu wielu sygnałów służących autoprezentacji i autokreacji. Dzięki nim możemy zbudować swój własny wizerunek w taki sposób, w jaki byśmy chcieli, bądź też przeciwnie – zaprzepaścić swoje szanse. Menedżer w poplamionym garniturze, w sportowych butach na oficjalnym zebraniu, z zabawnym zegarkiem na ręku i ze zbyt długimi, niezadbanymi włosami będzie budził niechęć, nie będzie przez pracowników szanowany, nie będzie brany pod wagę przy awansach, a nawet podważone mogą zostać jego kompetencje. Zadbanie o schludny, elegancki wygląd oraz o związane z pozycją atrybuty (dobry zegarek, teczka lub torebka, pióro) pomaga w stworzeniu wrażenia budzącego zaufanie profesjonalisty. 

Dźwięki paralingwistyczne, czyli westchnienia, pomruki, jęki, śmiech i inne, stanowią zbiór niewerbalnych komunikatów na temat postawy i uczuć podmiotu do partnera relacji, czy do sytuacji.

Wokaliza, to m.in. intonacja, barwa głosu, rytm i tempo mówienia. Świadome posługiwanie się nimi może ułatwić kontakt z niektórymi współpracownikami czy klientami. Przykładowo, szybkie wypowiadanie poleceń i stanowczy ton, są w sytuacjach wymagających natychmiastowej reakcji skuteczniejsze niż wypowiadanie ich wolno i monotonnie.

Spojrzenia – kontakt wzrokowy może być źródłem porozumienia bądź też stanowić przeszkodę w efektywnym komunikowaniu się. Musimy jednak pamiętać, że nie każdy akceptuje na przykład głębokie patrzenie w oczy – może to stać się źródłem dyskomfortu i stresu. 
W przypadku spojrzenia, ważnym komunikatem niewerbalnym jest wielkość źrenic – wąskie wywołują niechęć, obawę, natomiast szerokie wzbudzają sympatię i zaufanie.

Dystans fizyczny i przestrzeń, czyli odległość pomiędzy rozmówcami, a także terytorium osobiste i jego granice to bardzo istotny czynnik, o którym często zapominamy. Tymczasem każdy z nas ma wokół siebie przestrzeń, w której czuje się dobrze, której naruszenie powoduje dyskomfort. Zwykle, w przypadku pracowników, mamy do czynienia ze strefą dystansu socjalnego (360-120cm) – w niej prowadzimy bezpiecznie rozmowy z kolegami z pracy, podwładnemu. Taki dystans pozwala na zbieranie informacji ogólnych, a rozmowa jest zwykle neutralna i może być przeprowadzona w obecności osób trzecich. Wiedza o sposobie zajmowania przestrzeni może stać się ważnym (dotychczas często pomijanym) elementem wpływania na innych, pozwalającym zapewnić komfort, narzucić autorytet lub też wyrazić uznanie dla statusu drugiej osoby. 

Pozycja ciała, to obserwowalny poziom napięcia bądź rozluźnienia, otwartości lub zamknięcia. Lekkie nachylenie w kierunku rozmówcy może świadczyć o zainteresowaniu jego osobą, zaś skulona postawa ciała może sugerować przeżywane poczucia zagrożenia. 

Świadome i celowe używanie powyższych sygnałów niewerbalnych można przyczynić się do poprawy efektywności komunikacji, stać się elementem budowy własnego wizerunku i podejmowania decyzji z uwzględnieniem reakcji innych i płynących z nich przesłanek.

środa, 24 lutego 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Adrianna Piziurny

Dziś moim gościem jest Adrianna Piziurny z OdNowa, nadająca meblom drugie życie. Efekty jej pracy można obejrzeć TU oraz TU.


Adrianna Piziurny o sobie ...
Od zawsze moją pasją było nadawanie starym, zapomnianym meblom drugiego życia. Do każdego mebla podchodzę indywidualnie. Wyszukuję "perełki: u babci na strychu, na pchlich targach i na aukcjach internetowych. 
Po przeprowadzeniu całego procesu renowacji meble odzyskują swoje piękno i znów mogą służyć nowym właścicielom, nadając wnętrzom pięknego i niepowtarzalnego charakteru.
Wykorzystywane przeze mnie farby i materiały pochodzą od bardzo dobrych producentów. Całość prac wykonywana jest ręcznie, z dbałością o każdy element mebla.
Jeśli szukasz czegoś wyjątkowego, indywidualnego, czegoś co zmieni charakter Twojego wnętrza i nada mu świeżości, zapraszam na moje aukcję internetowe, na których prezentuję meble z nową duszą - z nową starą duszą. Jeżeli posiadasz zapomniany, zakurzony mebel lub przedmiot w swoim domu - również zapraszam. 

fot. Adrianna Piziurny

J.G.: Zajmujesz się odnową starych mebli, dajesz im drugie życie. Skąd wziął się pomysł na taki rodzaj aktywności? 

A.P.: Hm…. Ciężko na to odpowiedzieć. To nie był chyba pomysł. To siedziało we mnie od zawsze. Zawsze lubiłam malować, przerabiać stare meble, ale nie traktowałam tego na poważnie, tylko bardziej w ramach hobby. Nie wierzyłam w siebie, bo według mnie każdy potrafił to zrobić, tylko nie każdy miał czas. Teraz nastał ten moment w życiu, w którym chyba uwierzyłam w siebie dlatego chcę, aby moja pasja stała się źródłem dochodów.

J.G.: Jak myślisz, co Cię wyróżnia na rynku?

A.P.: Myślę, iż wyróżnia mnie fakt, że szukając mebli, staram się nie kupować ich na aukcji, przywieźć i zrobić, tylko szukam mebli u ludzi, których coś z nimi łączyło. Uwielbiam słuchać historii na temat tego co od nich kupuje, a naprawdę te historie są czasem bardzo ciekawe. Później, gdy siadam już do pracy, i patrzę na ten mebel, to jestem dumna z siebie, że nie pozwoliłam mu trafić do pieca, że doceniłam to co przeżył, ile ma lat i dałam mu drugie życie.

fot. Adrianna Piziurny

fot. Adrianna Piziurny

J.G.: Jakie były początki Twojej pracy z tymi starymi przedmiotami? Co było wówczas dla Ciebie największym wyzwaniem? 

A.P.: Początki nie były trudne. Według mnie trudny jest dopiero ten „drugi początek” - ta obecna chwila, która ma spowodować, że pasja stanie się zarobkiem. Kiedy zaczynałam, podchodziłam do tego bardziej jak do zabawy, a teraz musi być profesjonalnie. Przerażało mnie to jaki papier do czego użyć, żeby nie zniszczyć mebla, jak malować, jakim pędzlem farbą. No ale z biegiem czasu to wszystko przychodzi samo. Kolejnym wyzwaniem dla mnie jest tapicerowanie – ale nie przeraża mnie to. Chce nie tylko naprawiać meble, stoły ale także wziąć się za stare fotele – a mam już ich trochę. Ciągle się doszkalam, dlatego w najbliższym czasie planuje udać się na kurs tapicerski.

J.G.: W jaki sposób pozyskiwałaś wiedzę dotyczącą renowacji? Czy twoje wykształcenie jest z tym związane?

A.P.: Moje wykształcenie nie jest w żaden sposób związane z renowacją. Jestem młodym inżynierem po AGH, kierunek Inżynieria Środowiska. Jestem typowym samoukiem. Od dzieciństwa pooglądałam tatę jak majsterkuje w garażu i ta ciekawość została we mnie. Kiedyś mówiłam sobie: „Nie. Nie mogę zająć się meblami skoro ukończyłam takie studia, przecież 5 lat uczyłam się, zdawałam ciężkie egzaminy, a teraz co, skończę w garażu umazana w farbie?” Stwierdziłam, że nie może tak być i odłożyłam renowacje na bok. Ale uświadomiłam sobie, że życie ma się jedno i nie można robić czegoś wbrew sobie. Kocham renowacje kocham bawić się z tymi mebelkami i mam to tylko odłożyć dlatego, że tak pasuje? Dlatego chcę powiedzieć wszystkim, którzy czytają ten wywiad - studia są po to aby nauczyć się życia, a jeśli po ich ukończeniu czujecie, że to nie jest to, co nadaje sens waszemu życiu. odłóżcie to na bok!

J.G.: Gdzie poszukujesz mebli, które stanowią bazę do twoich projektów?

A.P.: To jest słodka tajemnica. Mieszkam w takiej części Polski, gdzie domy w okolicy są pełne takich perełek.

J.G.: Czy każdy mebel można poddać takiej odnowie? Czy na przykład można coś „wyczarować” z mebli z płyt wiórowych czy musi być to drewno?

A.P.: Powiem szczerze, że na razie najczęściej pracowałam na drewnie. Jednak dostał się w moje ręce kredens, który jest częściowo z drewna częściowo z płyty. I oczywiście da się coś z niego „wyczarować”. Jest dużo sposobów, wystarczą tylko chęci, czas i pomysł.

fot. Adrianna Piziurny
J.G.: Jak na takie zainteresowanie starymi rzeczami reagują osoby z Twojego otoczenia? Czy masz ich wsparcie? A może nakłaniają cię, żebyś zajęła się innym rodzajem aktywności?

A.P.: To jest ciężki temat. Wsparcie zawsze miałam od swojego narzeczonego, on wierzył i wierzy we mnie bardziej, niż ja sama w siebie. A bliskim podoba się to co robię, jednak według nich powinnam robić to dodatkowo. Ale nie da się łączyć pracy zawodowej z renowacją po pracy. Nie potrafię wówczas oddać się w całości temu co robie i nie wychodzi to tak idealnie, jakbym chciała. Myślę zatem, że wszyscy będą bardzo zaskoczeni jeśli uda mi się pasję zmienić w źródło dochodu.

J.G.: Planujesz otwarcie swojej firmy, chcesz zamienić swoją pasję w biznes czy może zajmować się tym wyłącznie hobbystycznie?

A.P.: Długo nam tym myślałam, bardzo długo. Na razie robię to po pracy, hobbistycznie. Ale jak wspomniałam wcześniej nie da się tak. Dlatego parę dni temu podjęłam bardzo trudną i ważną dla mnie decyzję, że zakładam firmę. Boje się jak cholera, bo każdy straszy mnie, że nie ma opcji zmienić tego w biznes, ża mała grupa klientów itp. Ale myślę, że np. dzięki wywiadowi z Tobą, liczba moich klientów troszkę wzrośnie.

J.G.: Czy planujesz rozszerzenie oferty o inne usługi, na przykład aranżację wnętrz?

A.P.: Baaaaaardzo bym chciała i marzę o tym całe życie. Jednak brakuje mi wiary w siebie. Jednak jeśli rozkręcę się w sprzedaży mebli, to oczywiście moim marzeniem i kolejnym celem jest aranżacja wnętrz. W życiu trzeba stawiać sobie wysoko poprzeczkę i wspinać się jak najwyżej. Wówczas spadniemy z przedostatniego stopnia drabiny, a nie z samego dołu ;)

fot. Adrianna Piziurny

J.G.: Jako osoba planująca własną firmę co byś doradziła kobietom, które również myślą o założeniu własnej działalności? Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować? Co jest twoją największą obawą?

A.P.: Największą i jedyną w zasadzie obawą jest to, że nie będę miała odpowiedniej ilości klientów. Ale mam nadzieję, że dobra reklama będzie podstawą, aby rozkręcić biznes. Jeśli chodzi o przygotowanie – ja się nie przygotowywałam w żadnym stopniu – poszłam na żywioł i dlatego się boję. Na pewno przyda się jakiś wkład własny na początek - jakieś oszczędności. Ważne jest to, czy to czym chcecie się zająć to jest na pewno TO, czy tylko chwilowa ekscytacja. Jeśli nie macie wątpliwości, to nie ma się nad czym zastanawiać. Życie ma się jedno – trzeba w nim robić to co się kocha a nie to co się musi.

J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności? 

A.P.: Nie wiem czy sama posiadam te cechy, ale według mnie istotna jest przede wszystkim wiara w siebie, wiara w to co się robi, oddanie się temu w 100%, kreatywność, umiejętność nawiązywania kontaktów, pomysł na siebie i przede wszystkim codziennie budzenie się z uśmiechem na twarzy, bo przecież kochacie swoje życie i to po to wstajecie każdego ranka.

J.G.: Jaki aspekt związany z odnową mebli przynosi ci najwięcej satysfakcji? 

A.P.: Jak już wspomniałam wcześniej, to że uratowałam go przed spaleniem w piecu czy zgniciu w jakiejś piwnicy. Lubię sprzątać, może śmieszne, że o tym mówię, ale lubię sprzątać dlatego że widzę efekty jak skończę. I tak samo działa na mnie renowacja. Patrzą na mebel po odnowieniu widzę ogromną zmianę i niewiarygodne efekty i to jest to, co daje mi motywacje do działania.

fot. Adrianna Piziurny

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

A.P.: Nie chcę koncentrować się tylko na meblach, które idą na sprzedaż. Chce dostawać zlenienia od ludzi, którzy będą chcieli żebym pomalowała coś dla nich. Po drugie, jak wspomniałam wcześniej, chce zająć się fotelami i krzesłami. Chce również nawiązać współpracę z firmami projektującymi wnętrzna, a największym marzeniem, jest dekorowanie i aranżacja wnętrz w moim wykonaniu. Wiem, może to brzmi nierealnie, ale trzeba mieć marzenia i wierzyć, że kiedyś się uda.

J.G.: Co Cię motywuje do działania? 

A.P.: Ludzie są moją największą motywacją. Nie ma nic innego, co bardziej napędza Cię do działania. Na mojej stronie na facebooku każdy „like” powoduję , że chcę biec do garażu i zacząć malować. Po około 4 tygodniach moja strona ma około 350 polubień. Dla mnie to nie jest zwykłe kliknięcie "lubię to", dla mnie jest motywacja i znak, że to co robię, ma sens. Niewiele brakowało, żebym się poddała i zostawiła to w cholerę.... Nie miałam pewności siebie, myślałam: „a co tam, przecież każdy potrafi to robić". A dzięki ludziom, i temu, że jest ich aż ponad 350 ze mną, wiem, że ktoś czeka na moje prace i pomyśli sobie: „kurcze, ona ma talent".
Dzięki tym ludziom, chce mi się brać do ręki szlifierkę, pędzel, łamać paznokcie, być cała w kurzu, ale wiem, że mam dla kogo to robić bo już nie jestem w tym sama tylko Oni są ze mną.
I to jest ta moja motywacja bez której nie byłabym tu i teraz.

J.G.: Czy możesz zdradzić, jaki jest twój ulubiony mebel, który zyskał drugie życie?

A.P.: Najwięcej satysfakcji przyniosły mi meble, które dała mi moja babcia. Są to meble jej mamy, jej babci, i wiem, że są szczególnie ważne w jej życiu. Nie trzymałaby ich przez tyle lat, gdyby coś jej z nimi nie łączyło. I kocham patrzeć na jej uśmiech na twarzy, gdy widzi, że to krzesło, które stało u jej babci w kuchni, dostało obecnie „drugie życie”.

wtorek, 23 lutego 2016

Przedsiębiorcza kobieta: Barbara Sielańczyk

Dziś moim gościem jest Barbara Sielańczyk, fotograf, specjalizująca się w fotografii ślubnej i rodzinnej. 


Barbara Sielańczyk o sobie ..
W centrum mej uwagi znajduje się człowiek i jego życiowe historie, które staram się opowiedzieć tak jak czuję i widzę. Właśnie dlatego uwielbiam towarzyszyć ludziom na przykład podczas dnia ślubu, gdy mogę podpatrywać, obserwować, rejestrować wszystko to co dzieje się wkoło i opowiadać piękne historie poprzez obraz.






J.G.: Zajmujesz się profesjonalnie fotografią. Jakie dokładnie usługi oferujesz i – jak myślisz – co Cię wyróżnia na rynku?

B.S.: Przede wszystkim fotografuję ludzi. Dotychczas w swoich usługach oferowałam reportaż ślubny, sesje zdjęciowe różnego rodzaju począwszy od zdjęć ciążowych, przez sesje narzeczeńskie, portretowe, po rodzinne i dziecięce. W najbliższym czasie ma się to nieco zmienić.

J.G.: Jakie były początki Twojej działalności?

B.S.: Pamiętam tamten okres do dziś. Ukończyłam kolejne studia i borykałam się z problemem znalezienia porządnej pracy, najlepiej związanej z kierunkiem ukończonych studiów. A że kierunek Doradztwo Zawodowe był wówczas zupełnie świeży i niepopularny na rynku pracy, nie było łatwo. Wtedy w wolnych chwilach fotografowałam dla zabicia czasu, przyrodę głównie. Osoba z mojego najbliższego otoczenia prowadziła wówczas działalność gospodarczą i dodatkowo zajmowała się fotografowaniem. Były to głównie sesje studyjne, zdjęcia reportażowe z różnych imprez. Jeździliśmy razem na różne imprezy, patrzyłam jak taka praca wygląda. Spodobało mi się. Pożyczyłam wtedy aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Następnym krokiem było założenie działalności gospodarczej i kameralnego studia fotograficznego, które na przestrzeni lat zmieniało swoje położenie. Zaczęłam od współpracy z agencjami modelek i od prywatnych sesji w studio. Miałam też sporo zleceń na zdjęcia ślubne. Miałam w sobie odkąd pamiętam ogromną chęć by założyć swój biznes i nie pracować na etacie dla kogokolwiek. Pracy związanej z profilem moich studiów nie znalazłam, więc tym łatwiej było mi podjąć decyzję.

fot. Barbara Sielańczyk
J.G.: Co było wówczas dla Ciebie największym wyzwaniem?

B.S.: Samo założenie działalności od strony technicznej. Ta cała biurokracja, załatwianie, podpisywanie, stanie w kolejkach w urzędach. Zupełnie niepotrzebnie się człowiek tego obawia. Oraz próby zaistnienia na rynku fotograficznym. Byłam zupełnym amatorem. Zaczęłam zarabiać na fotografowaniu, zdobywając jednocześnie pierwsze doświadczenie. Nigdy nie zapomnę ile w tym czasie było we mnie i wątpliwości a zarazem pozytywnego nastawienia i wręcz dziecięcej energii do działania.

J.G.: Na jakie trudności związane z prowadzeniem działalności napotkałaś?

B.S.: Sezonowość i co się z tym wiąże brak płynności finansowej. Dla prowadzącego firmę, dobrze żeby to czym się zajmuje, mogło być źródłem utrzymania. Podejmowałam zlecenia które niekoniecznie były moim celem ale przynosiły jakiś dochód. Dla jednego fotografa to normalne, dla drugiego jest to walka ze sobą.
I to co strasznie irytuje do dziś, to ludzie którym wydaje się że możesz robić coś za darmo cały czas, bo przecież oni myślą że nie płacisz składek, sprzęt jest za grosze, a ty nie potrzebujesz lepszego sprzętu by się rozwijać.
Przede wszystkim uciekałam od pracy na etacie jak tylko mogłam, bo spodobała mi się taka forma niezależności. To było ważniejsze od wszelkich trudności. Trzeba mieć w sobie dużo determinacji by iść do przodu, przebić się przez gąszcz innych ofert i robić swoje. Czasami też potrzebna jest przerwa i czas na refleksje.

J.G.: Jak na informację o chęci stworzenia czegoś własnego zareagowały osoby z Twojego otoczenia? Czy miałaś ich wsparcie? A może odradzali własny biznes?

B.S.: Wsparcie otoczenia, najbliższych jest bardzo, bardzo ważne. Ale najważniejsze jest nasze samozaparcie, nawet jeśli napotkamy na różne przeszkody. Akurat miałam wówczas i mam nadal wokół siebie kilka osób które mi kibicowały i wspierały, dodawały otuchy kiedy brakowało mi pomysłów oraz wiary. Jeśli masz wokół siebie ludzi życzliwych, albo ludzi o podobnych marzeniach i zainteresowaniach, wówczas łatwiej jest Ci się podnieść nawet gdy upadek wydaje Ci się być kresem na obecnej drodze zmagań.

fot. Barbara Sielańczyk
J.G.: Skąd pomysł, by zająć się fotografią?

B.S.: Sama nie wiem :) Zawsze wiele rzeczy mnie interesowało, czasem był to po prostu słomiany zapał. Z fotografią było inaczej. Pasja przetrwała. Patrząc na swoje fotografie, patrzę na zmiany w sobie. Fotografowanie nie pozwala mi się nudzić.

J.G.: Co Cię motywuje do działania?

B.S.: Niechęć do prozy życia. I takie słowo jak wolność. Chęć podzielenia się swoją wrażliwością dzięki fotografowaniu. Podróże i chęć poznawania ciekawych miejsc. A także zadowolenie moich dotychczasowych klientów, to też mnie motywuje.

J.G.: Jako osoba prowadząca firmę co byś doradziła kobietom, które dopiero myślą o założeniu własnej działalności?

B.S.: Niech nie myślą za dużo. Niech robią to co lubią i co sprawia że rosną im skrzydła. Niech nie czekają aż spełnią się w rodzinie i dopiero zakładają biznes. Czasem brak spełnienia w życiu osobistym może podciąć im skrzydła i sprawić że nigdy nie spełnią marzeń. I niech nie przeraża ich wszystko to, co wiąże się załatwianiem spraw urzędowych. A najlepiej to niech nie zakładają firmy tylko działają jako wolny strzelec. Nie zawsze zakładanie działalności jest niezbędne by się rozwinąć.

fot.Barbara Sielańczyk
J.G.: Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować?

B.S.: Jeśli mają słomiany zapał to niech sobie odpuszczą. Najlepiej zadać sobie pytanie „Po co chcę to zrobić”. Bo może to chwilowy kaprys. Pod uwagę proszę wziąć swoje nastawienie. Dobrze byłoby przemyśleć strategię działania, a nie bujać w obłokach i iść ślepo przed siebie. Etapem przygotowującym niech będzie świadomość swoich działań. Trzeba wierzyć w siebie, ale nie popaść w megalomanię. Dobrze jest być skromnym i pokornym, ale nie dać sobie wejść na głowę. Trzeba znaleźć swój złoty środek. I działać. Ja pisałam długi biznesplan, badałam rynek, rozmawiałam z potencjalnymi przyszłymi klientami. To było 10 lat temu i mogę powiedzieć że takie przygotowanie jest bardzo ważne jeśli chce się zarabiać na swym biznesie. Ale jeśli chcesz robić to co kochasz i się rozwijać, a niekoniecznie na początek zarabiać, to rób to metodą prób i błędów. Niech Cię to cieszy. Może to będzie pierwszy krok do wielkiego biznesu. Dróg jest wiele. Spełniaj się i miej do tego serce.

J.G.: Czy, mając na uwadze swoje obecne doświadczenie, ponownie podjęłabyś decyzję o prowadzeniu swojej firmy?

B.S.: W tamtym czasie? Pewnie tak. Byłabym bardziej dojrzała emocjonalnie. Nie trwoniłabym energii na robienie wielu rzeczy naraz. Mniej bujałabym w obłokach, więcej bym planowała. Skupiłabym się na tym co lubię, a nie na tym czego nie lubię, a przynosi mi jakieś pieniądze. Takie podejście często gubi. Fotograf nie ma w danym okresie zleceń i podejmuje zlecenia których tak naprawdę nie chce, a tylko dla kasy. Ja już po raz kolejny bym tego nie chciała. To taka walka ze sobą na poziomie mentalnym.

J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności?

B.S.: Wytrwałość. Pozytywne podejście do życia. Umiejętność rozmowy z ludźmi. Wiara. Umiejętność planowania i przewidywania także. Wyznaczanie sobie celów. Umiejętność dostrzegania lekcji którą niosą nam porażki. I nie przejmowanie się ludźmi, którzy chcą, byś zajęła się czymś zupełnie innym.
fot.Barbara Sielańczyk
J.G.: Jaki aspekt prowadzenia działalności przynosi ci najwięcej satysfakcji?

B.S.: To poczucie niezależności i wolności, jakiego nie znalazłam nigdy pracując u kogoś i na etacie. Nawet, jeśli praca dawała mi jakąś satysfakcję. Poza tym możliwość poznawania ciekawych ludzi. To jest to, co dało mi najwięcej radości. Nie lubię rutyny i prozy życia. Mam w sobie ducha przygody, więc dalej zamierzam fotografować. I właściwie nie jest do tego potrzebne zakładanie firmy.

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

B.S.: Przede wszystkim robić to co chcę i lubię. Zajmować się tym co sprawia że chce mi się rano wstać z łóżka. Zakładamy właśnie z przyjaciółmi grupę fotograficzną o nazwie Grupa Fotograficzna Sosnowiec oraz blog poświęcony regionowi Zagłębia. W naszych głowach jest wiele ciekawych pomysłów i mamy ogromną nadzieję że to wszystko uda się zrealizować. Życzę wszystkim odnalezienia w sobie pasji przez duże P.


poniedziałek, 22 lutego 2016

Marta Pawlikowska-Olszta „Skuteczny menedżer. Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi”

Tytuł: „Skuteczny menedżer. Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi”
Autor: Marta Pawlikowska-Olszta
Wydawnictwo: Edgard (Samo sedno)









Pracownicy są dziś uważani za jeden z najistotniejszych zasobów organizacji. Zmieniające się warunki społeczno-gospodarcze, przemiany, jakie zachodzą w otoczeniu oraz zwiększająca się konkurencyjność przedsiębiorstw pociągają za sobą również zmiany w zarządzaniu tymi zasobami, a także konieczność nieustannego rozwoju. Doskonalenie (w tym samodoskonalenie) zawodowe obejmuje nie tylko kompetencje dotyczące merytorycznych kwestii, ale również umiejętności komunikacyjnych, zarządzania sobą w czasie, właściwej priorytetyzacji zadań. Zrozumiałym jest, że zwiększone wymagania wobec pracowników są równoznaczne, z większymi oczekiwaniami wobec menedżerów. Dlatego też nieustannie powinni oni poszerzać zasób swojej wiedzy, uczestniczyć w szkoleniach, śledzić kariery osób, które są ich mentorami, a także sięgać po fachową literaturę, dzięki której tworzyć będą podwaliny pod realizacje nowych zadań w praktyce biznesowej.

Jedną z takich pozycji, adresowanych szczególnie do osób, które dopiero od niedawna sprawują funkcje kierownicze, jest książka autorstwa Marty Pawlikowskiej-Olszty. Opublikowany nakładem wydawnictwa Edgard poradnik „Skuteczny menedżer. Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi”, to zbiór informacji oraz ćwiczeń, pomagających w zgłębieniu tematów związanych z realizacją zadań warunkowanych zajmowaną pozycją, ale także zawierający wiele przydatnych wskazówek, możliwych do wykorzystania również przez szeregowych pracowników w środowisku zawodowym oraz w życiu codziennym, poza organizacją.

Autorka, psycholog pracy i organizacji, w kolejnych rozdziałach wprowadza nas w tajniki zarządzania zasobami ludzkimi oraz efektywnego organizowania pracy przekonując równocześnie, że praktyczne wskazówki z zakresu zzl znajdują zastosowanie w każdych warunkach i mogą stać się uniwersalnym zestawem narzędzi, pomagających sprawować funkcje kierownicze. Książka składa się z dwóch części, z czego pierwsza stanowi niezwykle cenne źródło wiedzy dotyczącej podstaw zarządzania kadrami. Znajdziemy tu treści związane z podstawowymi prawami psychologii, regułach wpływu społecznego w zarządzaniu, motywacji, kompetencji efektywnego menedżera czy zarządzaniu sobą w czasie. Nauczymy się także bronić przed manipulacją, budować organizację uczącą się, a także radzić sobie ze stresującymi sytuacjami.

Część druga obejmuje kwestie praktyczne – autorka zawarła tu wiele wskazówek dotyczących procesów zarządzania ludźmi, począwszy od budowy zespołu po budowanie wizerunku menedżera. Pawlikowska-Olszta tłumaczy, w jaki sposób udzielać konstruktywnej informacji zwrotnej oraz pokazuje, w jaki sposób planować zadania i nadawać im priorytety. Dowiemy się także, jak przygotować skuteczny proces rekrutacji, jak rozwijać potencjał pracowników i wybierać dobre szkolenia, a także jak minimalizować ryzyko konieczności rozstania się z pracownikiem, a jeśli już do tego dojdzie – jak zgodnie z prawem rozwiązać umowę o pracę oraz w jaki sposób można pomóc zwalnianej osobie.

Wszystkie treści zawarte w książce „Skuteczny menedżer” zostały uzupełnione o liczne przykłady, wskazówki, a także ćwiczenia, które warto wykonać, by w praktyce sprawdzić przyswojone wiadomości, by móc doskonalić siebie w działaniu. To wszystko sprawia, że książka Marty Pawlikowskiej-Olszty jest pozycją wartą uwagi, która pomoże odnaleźć się na nowym, kierowniczym stanowisku, ale też doskonalić swoje umiejętności niezależnie od pełnionej funkcji. Autorefleksja, analiza swojego potencjału, wykonanie zawartych w poradniku ćwiczeń pozwala nam lepiej zrozumieć siebie, pracować nad słabymi stronami i eliminacją zagrożeń, wzmacniać nasze atuty, stawać się nie tylko lepszym menedżerem, ale i lepszym człowiekiem, który doskonale odnajduje się w pełnionej przez siebie roli.

Przedsiębiorcza kobieta: Barbara Bocheńska

Dziś moim gościem jest Barbara Bocheńska, związana z Colway International.


Barbara Bocheńska o sobie … 
Jestem przede wszystkim kobietą, żoną i przyszywaną mamą :-) Moje życie tak się poukładało, że nie dane mi było zasmakować w macierzyństwie. Mój drugi mąż pojawił się „w pakiecie” z córką, widocznie taki był plan na moje życie :-)
Mam 40 lat, jestem mimo burz optymistką, nauczyłam się w życiu pokory i cierpliwości, z czego jestem bardzo dumna. Całe moje zawodowe życie związane było z handlem, ale tym tradycyjnym i na etacie, przez dwa lata prowadziłam swoją kwiaciarnie. Potem pojawił się marketing sieciowy/partnerski i tak już zostało.
Jestem wesołą osobą, lubię ludzi, kocham zwierzęta a szczególnie mojego psa pitbulla :-)
Staram się nie pamiętać o tym, co było złe, idę w przyszłość czasem śmiało, czasem w strachu. Najbardziej ze wszystkich rzeczy nie umiem pisać o sobie i siebie chwalić. 


J.G.: Jesteś związana z Colway International. Mogłabyś przybliżyć nam tę firmę i opowiedzieć, co wyróżnia oferowane przez nią kosmetyki na rynku?

B.B.: Colway International, „córka” Colway klasycznego, jest polską firmą z 12-letnim stażem, promującą Kolagen Naturalny - wynalazek polskich naukowców, chemików z Gdyni.
Ideą Colway International jest LOOK GOOD, FEEL GREAT. Zajmujemy się produkcją kosmetyków i suplementów naturalnych, których podstawowym składnikiem jest kolagen, a inne komponenty pozyskujemy na całym świecie, dbamy o najwyższą jakość produktów, ważne jest dla nas by klienci samoistnie czuli potrzebę sięgania po kolejne nasze produkty. Uważam, że wyróżnia nas właśnie fakt, że polska myśl technologiczna, polski wynalazek, który wyruszył już kilka lat temu w świat, teraz zdobywa nowe rynki. Narzędzia, jakie dostajemy, są na najwyższym poziomie, każdy z nas otrzymuje własny sklep internetowy, materiały marketingowe, szkolenia rozwoju osobistego i produktowe z najwyższej półki, szkolenia poprzez webinary.
Colway International to biznes z ludzką twarzą, człowiek jest tu najważniejszy! I klient i współpracownik.
Mnie osobiście urzekła w tej firmie jej szczerość, naturalność, tu czuję się bezpiecznie i czuję, że jestem ważna. Jesteśmy wyróżniani i doceniani.

J.G.: Co poradziłabyś kobietom, które chcą wyglądać zawsze świeżo i naturalnie? Czy masz jakieś „sekrety” pielęgnacji?

B.B.: Aby wyglądać dobrze, świeżo i naturalnie, kobieta musi od wczesnych lat o to zadbać. Mamy swoim córkom powinny od dziecka przekazywać, jak dbać o swoje ciało na zewnątrz i wewnątrz, bo kompleksowa pielęgnacja to podstawa. Ważne jest, by wybrać odpowiednie kosmetyki w odpowiednim momencie, a wówczas na długo możemy zatrzymać młodość, świeżość i zdrowie. Ważne jest również, jaki tryb życia i styl przyjmiemy – to wszystko ma znaczenie.
Obecnie obserwujemy duże zainteresowanie zdrowym stylem życia, ale jest też dużo młodych osób, które potrzebują edukacji w tym temacie. Nasze produkty możemy zastosować w każdym wieku, począwszy od żelu do kąpieli dla dzieci (od pierwszych dni życia) do doskonałych kosmetyków anty age. W marcu spodziewamy się nowej linii dla mężczyzn

J.G.: Jakie były Twoje początki w firmie? Co było wówczas dla Ciebie największym wyzwaniem?

B.B.: Ja zakochałam sie w tej firmie od pierwszego wejrzenia, wszystko mi sie podobało, przede wszystkim produkty, genialne, ponadczasowe, dalej ludzie i narzędzia.
Największym wyzwaniem było dla mnie przyswojenie sobie takiego ogromu wiedzy, bo to temat bardzo szeroki: chemia, biologia, kosmetologia, wszystko to ze sobą się komponuje. Przerażały mnie nazwy technologii lub składników :-) Dziś nadal się uczę, bo to ogromny obszar wiedzy, ale sprawia mi to ogromna przyjemność :-)

J.G.: Na jakie trudności związane z prowadzeniem tego rodzaju działalności napotkałaś?

B.B.: Chyba nie było jakichś większych trudności. Promowanie produktów, których sama używam i uwielbiam sprawia mi przyjemność, więc nie jest to trudne. Sprzedajemy naszymi emocjami, zarażamy pozytywną energią nie tylko naszych klientów, ale też siebie nawzajem.

J.G.: Jak na informację o chęci stworzenia czegoś własnego zareagowały osoby z Twojego otoczenia? Czy miałaś ich wsparcie? A może odradzali własny biznes?

B.B.: Nie miałam takich doświadczeń, moje otoczenie naturalnie przyjęło taki pomysł, mąż nawet stwierdził, że się zmieniłam, że stałam się pełna wigoru, widzi, że ta praca sprawia mi ogromną satysfakcję, zatem daje mi wsparcie. A ja mogę tak układać swój czas pracy, że rodzina na tym nie traci.

J.G.: Skąd pomysł, by zająć się dystrybucją kosmetyków?

B.B.: W zasadzie było to poszukiwanie innego zajęcia, wcześniej też działałam w sprzedaży, ale nie do końca się tam odnalazłam. Kosmetyki to cos co każdej z nas jest bliskie. Myślę, że to też daje nam większą swobodę, czujemy się pewniej w czymś co jest znane.

J.G.: Co Cię motywuje do działania?

B;B: Fantastycznie jest obserwować zadowolone kobiety, które dzięki naszym kosmetykom pozbywają sie jakichś problemów z którymi się borykały, zadowolenie klientek z jakości produktów, i tak naprawdę one same potem polecają produkty swoim koleżankom czy rodzinie. To daje motywację i siłę do działania. Ta praca daje radość, satysfakcję, czasem nawet wzruszenia.

J.G.: Jako osoba przedsiębiorcza, co byś doradziła kobietom, które dopiero myślą o założeniu własnej działalności lub o karierze zawodowej? Co powinny wziąć pod uwagę? Jak się przygotować?

B.B.: Moja branża jest specyficzna, bo jest to marketing partnerski. Niestety nie jest pozytywnie przez ogół społeczeństwa postrzegany, był czas intensywnego powstawania takich biznesów i ludzie się boją. Są na przykład takie osoby, które się zraziły, bo już z czymś podobnym mieli do czynienia, inni nie byli do końca zadowoleni z różnych produktów lub osób które do nich przyszły. Ja uważam, że nie ma się czego bać; sama szukałam różnych rozwiązań i wiem już dziś, że w tych firmach można pracować z pasją zarabiać i spełniać swoje marzenia.
Należy zaufać swojej intuicji, ona zawsze wie najlepiej. Nie należy ulegać opiniom innych, zwłaszcza tych, którzy o temacie nie mają pojęcia a wiedzą najlepiej. Ten rodzaj pracy daje dużą swobodę działania, zwłaszcza nam kobietom, bo wiadomo, że oprócz życia zawodowego mamy rodziny i to większa część jednak obowiązków spada na nas.
Sama jestem sobie szefem, to ja decyduje jak mocno mogę się zaangażować, nikt nie wyciąga konsekwencji, jeśli mam chore dziecko i nie idę do pracy, wtedy mogę wszystko zrobić z domu, przy pomocy telefonu i komputera. Taka swoboda daje spokój wewnętrzny. Jedyne czego potrzebujemy w takiej działalności to nasze zaangażowanie, samodyscyplina, no i wybór takiej dziedziny, która nam sprawi przyjemność :-)
W naszej firmie nie musimy od początku zakładać działalności gospodarczej, żeby móc otrzymywać prowizje. Funkcjonuje system karty płatniczej, opodatkowany, to duże ułatwienie na początku drogi własnej działalności, nie potrzebujemy wkładu finansowego, a dochód otrzymujemy z dwóch źródeł: prowizje ze sprzedaży kosmetyków oraz z budowania swoich zespołów sprzedażowych. Rozliczenia są tygodniowe. Uważam, że takie warunki są idealne dla początkujących.

J.G.: Jakie według Ciebie cechy i umiejętności są niezbędne do prowadzenia własnej działalności?

B.B.: Na pewno samodyscyplina i zaangażowanie, bo tu nikt nie narzuca co mam robić. Umiejętność organizowania czasu pracy. Otwartość na innego człowieka i dobra komunikacja.

J.G.: Jaki aspekt obecnej działalności przynosi ci najwięcej satysfakcji?

B.B.: Tu się trochę łączą różne sfery, bo satysfakcją jest dla mnie praca z klientem, kontakt z nim i pomoc w rozwiązywaniu problemów ale też daję im możliwość poznania fantastycznej firmy i możliwość zarabiania pieniędzy. Jeżeli to wszystko razem zadziała to jest to największa radość. Bardzo wierzę w to, że to co ja daję – wraca. I ta wiara mnie napędza :-)

J.G.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

B.B.: Najbliższa przyszłość związana jest oczywiście z powiększaniem swojego zespołu, chciałabym, żeby codziennie choć jedna osoba dowiedziała się o naszych ponadczasowych kosmetykach. Marzę o tym by w okresie najbliższych kilku lat zamienić swoje mieszkanie w bloku na niewielki domek, wierzę, że to się uda zrealizować :-) Z Colway International wszystko jest możliwe, bo oprócz pracy my się też dobrze bawimy, tworzymy wielkie rodziny, łączymy pokolenia, praca sprawiająca satysfakcję to najlepsze co może nas spotkać

J.G. Zatem tego rozwoju oraz spełnienia wszystkich marzeń życzę i dziękuję za rozmowę.


poniedziałek, 15 lutego 2016

Beata Kozyra „Zarządzanie sobą. Zrozum siebie i realizuj marzenia”

Tytuł: „Zarządzanie sobą. Zrozum siebie i realizuj marzenia”
Autor: Beata Kozyra
Wydawnictwo: MT Biznes










Dlaczego nie udaje nam się realizować własnych celów? Dlaczego mimo starań tkwimy w miejscu i dlaczego, mimo włożonego wysiłku, nie pniemy się po szczeblach kariery? Czym tak naprawdę jest misja i wizja i jakie jest nasze powołanie? Jak nauczyć się być osobą asertywną i jak zarządzać sobą w czasie? Niemal na każde z tych pytań znajdziemy odpowiedź w setkach poradników, których szczególnie dużo pojawiło się na rynku w ostatnim dziesięcioleciu. Wśród nich jest jednak publikacja, która znacząco wyróżnia się nie tylko osobą autora – ekspertem w swojej dziedzinie, ale i faktem, że znajdziemy w niej najbardziej nurtujące kwestie związane z rozwojem osobistym.

Mowa tu o książce „Zarządzanie sobą. Zrozum siebie i realizuj marzenia”, opublikowanej nakładem wydawnictwa MT Biznes. Beata Kozyra - trener biznesu, coach, wykładowca i menedżer z wieloletnim doświadczeniem, uczy nas, w jaki sposób przekuć teorię w praktykę i wykorzystać informacje zawarte w poradniku tak, by móc nazwać się osobą spełnioną, szczęśliwą, zmierzającą prosto do wyznaczonych przez siebie celów i postępującą zgodnie ze swoją misją. To książka adresowana do wszystkich, niezależnie od tego, czy rozpoczęli już swoją drogę zawodową, czy pną się po szczeblach kariery i nie są z tego powodu szczęśliwi, czy też prowadzą własne firmy i z różnych względów nie mogą rozszerzyć zakresu swojej działalności. To także książka dla zagubionych, którzy tak naprawdę nie wiedzą, dokąd chcą zmierzać, a także dla tych, którzy w obecnym miejscu czują się doskonale, są jednak świadomi, że satysfakcjonujące życie wiąże się z nieustannym rozwojem.

Jeśli zatem chcemy wziąć odpowiedzialność za swoje życie i swoje marzenia, jeśli chcemy przekonać się o pełni swoich możliwości, koniecznie musimy sięgnąć po książkę, która krok po kroku przeprowadzi nas przez proces odkrywania siebie, swoich słabych i mocnych stron, swoich pragnień i planów, na które nasze otoczenie miało dotąd zbyt duży wpływ. Krok po kroku zyskiwać będziemy też samodzielność, odwagę oraz śmiałość niezbędną do tego, by otwarcie wyrażać siebie, by sięgać do gwiazd! 

Autorka namawia nas do tego, byśmy poświęcili nieco czasu, by zrozumieć i zaakceptować siebie, dostarcza wskazówek, jak można odnaleźć własne „Ja”, zagubione gdzieś w biegu i stłumione przez oczekiwania otoczenia, wyjaśnia różnicę pomiędzy osobowością a charakterem, a także znaczenie integralnej części nas samych, czyli wartości, którymi się w życiu kierujemy. Pisze również o postawach, czyli naszych tendencjach do reagowania na zjawiska, pomysły czy ludzi, a także o poczuciu własnej wartości i jego budowaniu. 

Dzięki podanym przez autorkę wskazówkom, będziemy w stanie wykonać dla siebie analizę SWOT, analizując zarówno nasze słabe i mocne strony, jak i szanse i zagrożenia płynące z otoczenia. Dowiemy się, czy zaliczamy się do osób proaktywnych czy reaktywnych i zastanowimy się, jak tę proaktywność u siebie rozwijać. By przekuć swoje marzenia w działanie, zastanowimy się jakie w ogóle są te nasze marzenia, a dzięki zidentyfikowanym kluczowym czynnikom sukcesu zyskamy wskazówkę, czym powinniśmy dysponować, by odnieść sukces.

W kolejnym rozdziale zastanowimy się, jak być bardziej efektywnym – dzięki zamieszczonemu testowi będziemy mogli uzyskać odpowiedź czy jesteśmy niewolnikami czasu, zastanowimy się, w jakich obszarach możemy alokować czas, przeanalizujemy czynności dnia codziennego, zapoczątkujemy również nawyk prowadzenia „Dziennika aktywności”. Poznamy przykładowe pożeracze czasu i skutki efektu piły, otrzymamy również szereg skutecznych narzędzi, pozwalających zaplanować efektywnie swój dzień, spośród których każdy znajdzie coś dla siebie. 

Dowiemy się ponadto dlaczego warto planować i wytyczać cele, poznając przy tym metodę SMART oraz SMART+, będziemy w stanie również dokładnie rozpisać swoje cele w planie. Poznamy sprawdzone sposoby radzenia sobie z zadaniami (i wreszcie połkniemy tę żabę), będziemy w stanie dokonywać bieżącej kontroli realizacji planów. Autorka zwraca również uwagę, iż realizacja każdego planu wymagać będzie od nas konsekwencji i wytrwania w swoich postanowieniach, przybliża nam zatem pojęcie motywacji i automotywacji, przywołując najskuteczniejsze narzędzia służące motywowaniu siebie do działania. 

Niezwykle cenny jest rozdział poświęcony decyzjom, których podejmowania niestety wiele osób unika, skazując się na tkwienie w mało satysfakcjonującej rzeczywistości, a wręcz na cofanie się. Kozyra przybliża nam proces rozwiązywania problemów i podejmowania decyzji, demaskuje pułapki (w tym pułapki umysłu), które na nas czyhają, dostarcza nam również sprawdzonych i niezwykle użytecznych narzędzi do podejmowania decyzji. 

Z poradnika dowiemy się również, jak być osobą asertywną i czym taka postawa różni się od uległości i agresji, poznamy metodę asertywnego wyrażania krytyki, pracować będziemy również nad swoimi emocjami raz wszechstronnym rozwojem. Dzięki zawartej w poradniku „Zarządzanie sobą …” wiedzy, licznym przykładom, historiom z życia wziętym oraz ćwiczeniom, lektura zamienia się w prawdziwą interakcję, mającą na celu wewnętrzną zmianę i rozwój. Zamieszczone w książce liczne cytaty sławnych osób inspirują i motywują do starań, zaś zabawne ilustracje Kate Bauer, podobnie jak zamieszczone dowcipy wywołują uśmiech na twarzy, zmuszają do nabrania dystansu.

Lektura poradnika pozwoli wykonać pierwszy krok w kierunku zmiany, a dzięki zamieszczonym w książce ćwiczeniom, możemy pracować nad zmianą swoich postaw, nawyków, kontrolować realizację swoich planów i dbać o swój rozwój, już bez konieczności powtórnego do niej sięgania. Choć ja gorąco będę namawiała, do wielokrotnego zgłębiania szczególnie tych rozdziałów, które zawierają istotne dla nas informacje, które pozwolą doskonalić się, które będą dopingowały do tego, by nie zbaczać z obranej drogi. Bo przecież: „Nadal możesz kreować swoje własne życie! I nigdy nie odkładaj już realizacji swoich marzeń, zacznij działać natychmiast!”.

niedziela, 14 lutego 2016

Mariusz Sander „Każdy może zarobić milion”

Tytuł: „Każdy może zarobić milion”
Autor: Mariusz Sander
Wydawnictwo: Psychoskok











Masz poczucie, że twoje zarobki nie są odpowiednie do posiadanych umiejętności? Że wciąż brakuje ci na podstawowe potrzeby? Nie pamiętasz, kiedy byłeś na wakacjach, bo wciąż oszczędzasz na „czarną godzinę”? Obawiasz się, jak będzie wyglądała twoja emerytura przy obecnym poziomie dochodów? Jeśli choć na jedno z tych pytań odpowiedziałeś TAK, to znak, że koniecznie musisz zająć się zdobywaniem wiedzy finansowej. Celem jest generowanie przychodów w oczekiwanej wysokości, a także właściwe nimi zarządzanie, bo przecież … każdy z nas może zostać milionerem.

O tym, że zarabianie kwot z kilkunastoma zerami jest możliwe, przekonuje nas Mariusz Sander w swojej książce „Każdy może zarobić milion”. Opublikowana nakładem wydawnictwa Psychoskok pozycja, to niewielkiej objętości poradnik, który dotyka najważniejszych kwestii związanych z inteligencją finansową oraz zwraca uwagę na nasze ograniczenia, które nie pozwalają nam wygrywać. Po książkę powinien sięgnąć szczególnie ten czytelnik, którego konto już kilka dni po wypłacie świeci pustkami, a także ten, który przez całe życie kieruje się wewnętrznym przymusem oszczędzania, nie czerpiąc z tego żadnej przyjemności i żyjąc w nędzy. 

Autor, w kolejnych rozdziałach poradnika pokazuje nam, jakie błędy popełniamy w kwestii zarządzania finansami i generowania przychodów, obarczając odpowiedzialnością za błędne myślenie i brak pozytywnych wzorców między innymi szkołę. Pisze: „Edukacja wtłoczyła w nasze głowy model, w którym życie polega na wyuczeniu się zawodu po to, abyśmy mogli pracować za małe pieniądze, czekając co miesiąc na upragnioną wypłatę (…)”. Przyjęty model edukacji czyni z nas doskonałych pracowników, ale już nie pracodawców, programując nas na takie działanie, które przyczynia się do wzbogacania innych ludzi, ale nie nas samych. Sander wspomina również o wzorcach wyniesionych z domu i ograniczającej roli przekonań. Nie bez przyczyny mówi się, że nasze życie jest kształtowane przez nasze myśli, jeśli zatem uważamy, że pieniądze są złem koniecznym, że „swój pierwszy milion należy ukraść”, to jak możemy cieszyć się z zarabiania dużych pieniędzy czy myśleć o założeniu własnego biznesu? Nie pomagają również negatywne opinie na swój temat, które słyszymy w ciągu całego życia – zapewne niejednokrotnie powracają do nas wspomnienia nauczyciela ze szkoły podstawowej, który twierdził, że do niczego się nie nadajemy czy mamy stwierdzającej, że potrafimy tylko psuć. 

Autor opisuje również grupy ludzi w społeczeństwie, dzieląc ich na biednych, klasę średnią i bogatych (ta grupa tworzona jest przez biznesmenów, przedsiębiorców, kapitalistów, rentierów i inwestorów). W klasie pracującej, którą tworzą zarówno biedni, jak i klasa średnia, wyodrębnia pożyczkobiorców, drobnych ciułaczy, zniechęconych i zawiedzionych oraz szybkich i wściekłych. Poznajemy również największe przeszkody w osiągnięciu celu, czyli ograniczające działanie strachu, zazdrości i zawiści, chciwości, pożądliwości i pazerności, a także nadmiernych emocji. Emocjami zresztą autor radzi zająć się na pierwszym miejscu, bowiem „kluczem do stania się dobrym biznesmenem jest opanowanie emocji na tyle, by być neutralnym w stosunku do wygranych i przegranych”. 

Sander wyposaża nas również w podstawową wiedzę, dostarczając kluczy do poprawy naszej sytuacji finansowej. Dyscyplina finansowa, aktywa i pasywa oraz różnica pomiędzy nimi, najczęściej popełniane błędy i niepowodzenia – z tymi tematami zmierzymy się, analizując przy okazji własną sytuację. Ostatni rozdział dostarcza nam już praktycznych wskazówek i działań, które być może zaprowadzą nas nawet na szczyt listy Forbesa, a przynajmniej pozwolą osiągnąć zakładany poziom dochodów, cieszyć się z posiadanych pieniędzy i nie bać się myślenia o starości.

Książka „Jak zarobić milion” Mariusza Sandera nie zawiera w sobie nic odkrywczego, ale paradoks polega na tym, iż mimo że z wielu rzeczy zdajemy sobie sprawę, to nic z nimi nie robimy. Wierzę, że lektura tej pozycji pozwoli na zastanowienie się nad swoimi barierami, które utrudniają nam zarobienie pierwszego miliona i … kolejnych. W prostych słowach autor przekazuje nam swoją wiedzę, zmuszając do refleksji i zmiany swoich postaw oraz aktywności, do mądrego oszczędzania, ale również do weryfikacji znajomych oraz doradców.